Klub Turystyki Motocyklowej 'Husaria' Piła
 
 

Archiwum Aktualności 2007



Archiwalne wydarzenia z naszej działalności...

21.12.2007
Dzisiejsze klubowe spotkanie było szczególne. Jego klimat nastrajał na widok przystrojonej i rozświetlonej choinki, przygaszonego światła i biało nakrytych stołów. Na jednym z nich leżały Biblia i opłatek obok tradycyjnego sianka oświetlanych rzędem płonących świec. Przyjechało prawie czterdziestu Husarzy wliczając żony kilku z nas, ich dzieci oraz sympatyka Martę.

Arnold uroczyście odczytał fragment Pisma Świętego dodając na koniec kilka zdań od siebie, poczym ruszyliśmy łamać się opłatkiem i składać sobie życzenia. Najczęściej słychać było te tradycyjne tyczące zdrowia, radości, szczęścia i spokoju, choć nie zabrakło winszowania bezpiecznych jazd oraz powrotów. Dzięki Romanowi mogliśmy skosztować słodkiego poczęstunku, który znakomicie wpisał się w nastrój opłatkowych chwil i towarzyszących im rozmów. Możemy być dumni z naszej Husarii - grupy zapaleńców, którzy docierając się podczas wspólnych jazd nie zapominają wszakże o duchowej i emocjonalnej sferze naszej kompanii. Dzisiejszy wieczór, podobnie jak spotkanie andrzejkowe są tego namacalnymi dowodami. Tyle tylko, że zabrakło Franka co położyło się mgiełką cienia na sympatycznym obrazie spotkania. Cóż, trudno... W przyszłości dołożymy więcej starań, byśmy wszyscy byli obecni!

Na koniec wspomnieć trzeba osobę, która sprawiła, że oprawa dzisiejszego wieczora dała tyle pozytywnych wrażeń. Ba, trzeba nawet powiedzieć, że bez serdecznego wysiłku Jarka Lelewskiego spotkanie nie miałoby świątecznej i rodzinnej atmosfery. Nie wiemy kiedy i jak Lelek to robi, że Klub jest za każdym razem godnie przygotowany, a dzisiejsza uroczystość to w rzeczy samej kwintesencja dobrej roboty. Było odświętnie, rodzinnie i domowo, co Arnold podkreślił w swoim Słowie... Dobrze i miło było spotkać się w takim licznym gronie w przededniu jednego z najważniejszych polskich, tradycyjnych świąt na przełomie roku. Bóg zapłać Husarzy, Bóg darz!

19.12.2007
Nasi sympatycy ślą życzenia...

9.12.2007
Chcąc uniknąć posądzeń, że koniunkturalnie jeździmy tylko w bardzo dobrą pogodę oznajmia się, że Husaria nie uśpiła swoich maszyn.
Tak oto w sobotę - ósmego i niedzielę dziewiątego dnia grudnia, Piła i okolice były świadkami niezwykłych wyczynów naszych kolegów, którzy nie bacząc na chłód i opady ruszyli pozamiatać szlaki. Dokonali tego Artur, Maciej i dwóch Wojtków - no ba! Okazją ku temu była na pewno husarska fantazja, ale i potrzeba sprawdzenia się na nowej Venturze jednego z naszych - Artura. Finał wyprawy dokonał się skromnym posiłkiem i gorącą herbatą w przybytku McDonaldsa. Jest faktem, że powrót przy padającym deszczu odbył się tempem bardzo, bardzo spacerowym. Wrócili cali i zdrowi! Bo dla motocyklistów nie ma złej pogody, która jest dobra bądź bardzo dobra. Złe może być jedynie ubranie...

Marzę o Mikołaju z Husarii...

01.12.2007
Jarek Pawłowski zrezygnował z funkcji prezesa Husarii...
Włożył od samego początku wiele serca i pracy w organizację naszej kompanii. To on nawiązywał znajomości z motocyklistami spontanicznie i często... na szlaku, w drodze przyciągając do wspólnych jazd i spędzania czasu. Razem z pionierami grupy, wtedy nawet jeszcze nie Husarii - Frankiem, Zenkiem, Leszkiem i Grażynką, Arnoldem oraz Robertem stworzył podwaliny pod obecną jej formułę. Jest postacią bardzo mocno charakteryzującą profil naszych działań - swoistym symbolem i biorąc to wszystko pod uwagę jesteśmy mu winni wdzięczność. Szanujemy jego decyzję...

23/24.11.2007
Po długich przygotowaniach wreszcie zabawiliśmy się na pierwszym w dziejach Husarii - Piła, wieczorze andrzejkowym. Oficjalnie rozpoczęło się o godzinie 19:00, ale już wcześniej w Klubie pojawił się jego Gospodarz ze świtą pomocników.

Uczestnicy przybyli (z małym wyjątkiem) punktualnie wnosząc, kto co przygotował lub z lodówki wyciągnął. Uznanie wzbudził Franek, jak zwykle elegancki i szarmancki. Jedyny w garniturze i z klasą... I to właśnie on wygłosił wobec zebranych - motocyklistów, ich żon, partnerek oraz sympatyków pierwszy toast. Wypiliśmy wszyscy do dna! I tak samo do końca świetnie się bawiliśmy w przytulnym i miłym wnętrzu zastawionym stołami i wypełnionym tego wieczora beztroskimi krotochwilami. Było naprawdę co zjeść, wypić i nawet potańczyć. Serdeczne wyrazy uznania należą się Prezesowi Jarkowi i Jarkowi Lelkowi za niezwykły wkład własnej pracy. Nie ustawali w wysiłkach nawet podczas samej imprezy, żeby nikomu, niczego nie mogło zabraknąć.

Prezes przygotował ku zaskoczeniu wszystkich skromne, ale jakże piękne dyplomy z wyrazami uznania za pracę kilku z nas na rzecz Husarii. Hm... zabrakło tylko jednego dyplomu - dla niego samego; Jarek - takiego gestu już nie powtórzymy, ale doceniamy to co robiłeś, robisz i będziesz robił! Zabawa trwała grubo po północy, gaźniki zostały wzorowo przepłukane i wszyscy wrócili, jak zwykle bezpiecznie do domów. To była dobrze spędzona, zasłużona i pełna atrakcji noc...

Woskowe wróżby - ptakiem być...

17.11.2007
Za sprawą pięknego cytatu o husarzach na podstronie 'O nas' znaleźliśmy się w kręgu zainteresowań kolegów husarzy z Husarri na Zielonej Wyspie - Irlandii. Nasi rodacy, którzy za chlebem udali się w ten zakątek Europy wyśledzili, że słowa jednego z ich motocyklistów - Rzepy zostały przez nas zamieszczone na stronie WWW. Miejscem dyskusji o naszej kompanii jest wpis na stronie forum internetowego.

Można cieszyć się, że Polacy żyjąc i pracując na obczyźnie nie rezygnują ze swoich pasji. Mają czas na wspólne jazdy oraz poznawanie tamtejszych miejsc, ludzi oraz obyczajów. Dobrze to o nas świadczy tym bardziej, że zainteresowania wyrażane są z klasą i słowiańską fantazją. Zwraca uwagę w treści strony irlandzkich kolegów, że nie ma tam ani słowa o tzw. klubach motocyklowych i ich kongresach, barwach, godłach i naszywkach! To są normalni ludzie, jak my czerpiący radość z motocyklowej pasji, wspólnie spędzanego czasu i podróży...

28.10.2007
W Galerii pojawiła się wyczerpująca relacja z wyprawy naszych Kolegów w Bieszczady oraz połączonej wycieczki do Lwowa. Zdjęcia pochodzą od kilku osób, ale zostały ułożone w porządku chronologicznym od 28 lipca do 4 sierpnia. Dobór rekordowej ilości ponad 200 zdjęć nie był przypadkowy ze względu m.in. na różnice jakościowe materiału. Niemniej fotografie dokumentują wszystkich uczestników oraz większość innych osób, zwiedzonych miejsc i zdarzeń. Ponieważ publikacja kosztowała niemało pracy i czasu, raczej nie są przewidziane zmiany do tych zbiorów, także ze względu na obszerne skrypty. W niedługim czasie zostanie dodana nawigacja we wszystkich galeriach; najpierw w liczących powyżej 15 zdjęć. Ułatwi to znakomicie ich przeglądanie i sprawi Kolegom więcej satysfakcji.

Trzeba wspomnieć, że rewelacyjnym uzupełnieniem każdej galerii zdjęć jest opis tekstowy, w tym przypadku zamieszczony w Aktualnościach z dn. 4 sierpnia. Zapraszamy do czytania i przeglądania, a wspomnienia wrócą same lub poczujemy się obecni w miejscach odwiedzonych przez naszych kolegów Husarzy.

27.10.2007
Zgodnie z zapowiedziami wzięliśmy udział w paradzie ślubnej przeprowadzonej na zaproszenie rodziny Państwa Młodych - Mileny Fliska (teraz już z nazwiskiem męża) i Marka Pisarek. Przyjechało siedmiu Kolegów: Artur, Karol W., Jarek 'Lelek', Maciej, Rafał i dwóch Wojtków oraz nieodłączna Marta. Pod USC dołączyli Jurek oraz Zbyszek zagoniony obowiązkami rodzinnymi. Z Klubu pojechaliśmy w szyku przed dom PP. Młodych na al. Piastów. Oni sami i goście byli bardzo zaskoczeni asystą motocyklistów, ponieważ utrzymywano ją w tajemnicy do ostatniej chwili. Po zakończonej ceremonii odprowadziliśmy orszak przez miasto do lokalu 'Stawisko'.

Przejazd robił wrażenie i był bardzo dostojny. Zacytuję słowa, jakie zapisano po uroczystości w naszej Księdze: "(...) Tworzyliście podczas asysty niesamowicie miłą atmosferę, a wielu naszych gości widziało Was jako członków rodziny." Po złożeniu nowożeńcom życzeń ruszyliśmy podsumować popołudnie przy kawie do Mc'Donaldsa, no a potem przyszedł czas się pożegnać. Można mówić o miło spędzonych, sobotnich godzinach. I - o dziwo - dopisała nam pogoda!

22.10.2007
Na Forum Motocyklistów (www.forum.motocyklistow.pl) pojawiło się subforum Piła! To dobra wiadomość dla wszystkich z naszego regionu. Bez fałszywej skromności możemy oznajmić, że stało się tak dzięki inicjatywie i wysiłkom dwóch z nas - Artura Golasy i Wojtka Skowrońskiego. Administrator Forum, czyli Dominik Szymański z Poznania przyjął propozycję nowego, pilskiego działu po spełnieniu pewnych warunków i nadał Arturowi funkcję jego moderatora.

Gdzie są ci chłopcy na świetnych maszynach...

13/14.10.2007
Jeszcze tak niedawno rozpoczynaliśmy, a tu już kończyć trzeba. O zakończeniu sezonu w Zbyszewicach słów kilka...

Wyjechaliśmy spod 'Bieszczada' równo o umówionej porze i tak samo dotarliśmy na chodzieski rynek. Tam, po krótkim powitaniu z czekającymi Kolegami ruszyliśmy do Budzynia i na stacji paliw zastaliśmy kompanów z 'Sokoła'. W takim składzie - 'Old Wings' z Wyrzyska, 'Sokół' z Budzynia i pilska 'Husaria' wspartych wieloma niezrzeszonymi kompanami popędziliśmy do Zbyszewic znów stając się obiektem zainteresowania zacnej Chodzieży, a potem mieszkańców Margonina o miejscowościach wzdłuż trasy nie wspominając. Jechaliśmy imponującym składem ponad 100 motocykli uzupełnianym po drodze pojedynczymi maruderami, którzy dołączali do długiej kolumny. A rejestracje na tablicach wskazywały nie tylko na całe, byłe województwo pilskie! Widać było poznaniaków, lubuszan, gdańszczan i warszawiaków. Kto wie, kogo jeszcze! Koniec końców stanęliśmy u celu naszego wyjazdu i zaczęliśmy imprezę.

Uważamy spotkanie za niezwykle udane, choć nie tylko z powodu wielu uczestników, ale także zaangażowania organizatorów i ich rodzin oraz hojności sponsorów. Stoły uginały się od dobrego jedzenia i picia; nie zabrakło niczego przez długie wieczorne, nocne i nawet poranne godziny już w niedzielę. Nasi honorowi przedstawiciele Stasiu, Waldek i Jarek trzymali sztamę i dawali przykład dobrej zabawy przy stole, podczas rozmów i ucztowania. To samo trzeba powiedzieć o tańcach do muzyki i śpiewu wybornej kapeli. Część uczestników opuściła imprezę jeszcze wieczorem, lecz pozostali wykruszali się już w wolniejszym tempie. Ostatnimi z naszej kompanii, którzy w ciemną noc musieli ruszyć na łono rodzin byli Karol i Jarek - Prezes. Odgłosy zabawy stopniowo cichły, by pogrążyć ośrodek w ciszy. A było to późno w niedzielną noc, gdy Morfeusz otulił niedobitków swoim szarym płaszczem.

Nad ranem okazało się, kto tak naprawdę pozostał na zmrożonym i posypanym szronem placu boju. Usiadło nas do niedzielnego stołu zaledwie kilkanaście sztuk wliczając panie i jedno dziecko. I znów zadymiły grille, zapachniała kawa i herbata. Karol W. okazał się niezmordowanym kawiarzem i herbaciarzem wykazując troskę o pozostałych kosztem własnego pragnienia i głodu. To było prawdziwe, rodzinne śniadanie u motocyklistów. Wierzcie, że zupełnie inaczej smakowały gorąca kaszaneczka, zimne nóżki i inne specjały. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się domowy smalec ze skwarkami, ale nie było szans przy Lelku, który wyskrobał wszystko do czysta. Potem Artur zaproponował panom serię ćwiczeń na świeżym powietrzu polegających na popychaniu jego zmarzniętej maszyny. Na koniec posprzątaliśmy nieliczne ślady naszej obecności i spakowaliśmy rzeczy. Pozostało już tylko z żalem uścisnąć sobie dłonie na pożegnanie i dziękując wszystkim za wszystko pomyśleć o rozpoczęciu sezonu... zimowego! Ważne jest, że każdy z nas obojętnie kiedy i jak wyjechał, spokojnie i bezpiecznie wrócił do domu. Jako ciekawostkę dodam, że bawiliśmy o rzut beretem do wsi Żoń, gdzie na miejscu wczesnośredniowiecznego grodziska stoi zabytkowy, szachulcowy kościółek św. Marcina z XVIII w. z bocznymi kaplicami w układzie transeptu.

Podsumuję skromną relację słowami Prezesa:
"Oficjalnie sezon zakończony!!! Ogromne podziękowania dla Prezesa 'Sokoła', jego małżonki i osób które przygotowały tak pyszne jedzonko. Wiem, że włożyliście w to sporo poświęcenia i pracy. Dziękuję tu w imieniu swoim i Husarii oraz tych naszych kolegów-klubowiczów, którzy przyjechali i odjechali bez słowa. (...) Przed nami długie zimowe dni i tygodnie oczekiwania na nowy sezon. Pamiętajmy, że jesteśmy razem nadal i mamy swój klub, a tam zawsze możemy się spotkać i przy piwku powspominać nasze wypady. Pozdrawiam."

06.10.2007
Jesień - zbliżajacy się koniec roku, koniec sezonu motocyklowego pobudza do refleksji. Poniżej gotowy scenariusz serialu pt. Ziarnko do ziarnka, czyli o klina wbijaniu...

obserwatorka:
Kiepska ta wasza stronka. No i chyba nie jesteście aż tak znani jak byście chcieli, skoro sami sobie, własnymi wpisami robicie frekwencje w księdze gości. Do takiej komunikacji stworzono telefony. Ech panowie, musicie się jeszcze wiele nauczyć w temacie.
Więcej...

29/30.09.2007
No i pojechaliśmy w ostatnią, dłuższą wycieczkę tego sezonu. W sobotę spod 'Bieszczada' ruszyła zasadnicza grupa w składzie Jarek Prezes, Jarek "Lelek", Karol, Marian, Paweł i Rafał. Po drodze dołączyła reprezentacja wałecka w osobach Leszka i Zenka. Wszyscy oni zaliczywszy po drodze trzy wesela (co może być tematem osobnej relacji), pierwsi dotarli do Jastrzębiej Góry i założyli bazę w jednym z pensjonatów. W oczekiwaniu na resztę, towarzystwo zasiadło w przytulnych fotelach pobliskiego baru sącząc soki i oglądając mecz naszych siatkarek.

Późnym wieczorem dotarli Zbyszek z Pawłem "Żabą" i niedługo po nich, ale już grubo po zmroku Artur z Wojtkiem. Zbyszek przyjechał na swoim nowym nabytku, pachnącą jeszcze fabryką, bordową, 150 konną Yamahą Fazer FZ1. Tak, jak było ustalone zasiedliśmy przy grzańcu i do późnych godzin nocnych oddawaliśmy się degustacjom gorącego napoju przy ulubionych programach telewizyjnych. Dyskusjom i planom na przyszły sezon nie było końca. Na koniec 'obrad' wystąpił drobny problem ze spaniem, ponieważ kilku 'twardzieli' miało do dyspozycji tylko jedno, szerokie łóżko na dwóch. Został jednak rozwiązany za pomocą osobnych kołder.

Rano okazało się, że Karol dzielnie pilnował motorów i zszedł z posterunku dopiero, gdy został dostrzeżony przez Artura. Chwilę potem dołączył do 'Husarii' także Jurek, który wskoczył na siodło w Pile o godzinie 5 rano! Potem już szybko toaleta, pakowanie i wyjazd na śniadanko. Pokrzepieni ruszyliśmy ku zasadniczemu celowi podróży tzn. na Hel. Myknęliśmy przez Rozewie, Władysławowo, Chałupy i Jastarnię, aż do samego Helu. Spędziliśmy tam dobre dwie godziny przy pięknej, słonecznej i ciepłej pogodzie.

Husaria na Helu

W miłej restauracyjce Wanoga, co po kaszubsku znaczy 'wędrowiec' wypiliśmy kawę zafundowaną przez świeżo poznanego właściciela, także motocyklistę. Pan Henryk Theil znalazł czas, żeby pogawędzić z nami i pochwalić własnym jednośladem - niebieskim ścigaczem BMW. Za pośrednictwem strony Husarii, gospodarz lokalu serdecznie zaprasza wszystkich gości, a szczególnie motocyklistów do swojego uroczego zakątka. Udzielamy pełnej referencji temu miejscu! Bo gospodarze uprzejmi i mili, kawa doskonała, a miejsce na oddech połączony z małym 'conieco' podczas urlopowych wojaży jest znakomite. Lecz wszystko, co dobre szybko się kończy i trzeba było wracać.

Szkoda, że z braku czasu nie mogliśmy stanąć w uroczej Kuźnicy leżącej jeszcze na półwyspie, a potem popasać na Długim Targu w Gdańsku. Ruszyliśmy w drogę powrotną znakowaną jedynie krótkimi postojami na tankowanie lub odpoczynek połączony z posiłkiem. Nie ma co ukrywać - wyjazd był udany, pogoda dopisała i na żadne z napotkanych okoliczności nie mogliśmy narzekać. Zrobiliśmy całe mnóstwo fotografii, które mamy nadzieję niebawem udostępnić w naszej galerii. Pod koniec podróży, także zgodnie z planem stanęliśmy na obiad w Stacji Paliw 'Canpol', w Jaromierzu za Człuchowem. I to było wybawienie dla Lelka, który z głodu 'ciamkał' już swoją własną chustę i dopiero solidny schaboszczak oderwał go od jej resztek. W Człuchowie odłączyli Leszek z Zenkiem oraz Karol, którzy pojechali własnymi drogami do domów. Zbyszek z Jurkiem również pojechali przodem. Reszta natomiast ostro ruszyła do Piły, zbierając na kurtki i szyby kasków grube pokłady owadów - trochę obfite, jak na jesień.

Wycieczka okazała się niezwykle udana i, co najważniejsze - po krótkiej, końcowej odprawie pod 'Bieszczadem' - zakończona szczęśliwym i bezpiecznym powrotem uczestników do domów. I popatrzcie - wbrew obiegowym opiniom możliwa jest symbioza dwóch zdecydowanie różniących się typów motocykli tj. cruiserów/chopperów i ścigaczy. Potrafiliśmy utrzymać tempo jazdy i doskonale współgrać ze sobą na trasie, o wspólnej zabawie nie mówiąc. Oczywiście - jest to zasługą nas wszystkich, bo porównując grupę do mechanizmu, działa on tylko wtedy, kiedy poszczególne jego elementy współpracują ze sobą. To po pierwsze, a kolejną refleksją, jaka nasunęła mi się po przyjeździe była myśl, że czas ucieka, a my nie potrafimy go wykorzystać... Często tak właśnie się dzieje, na przekór fotografiom, obecności krzeseł, zegara i książek.

A oto podsumowanie wyjazdu dokonane przez Prezesa:
"Wyjazd zaliczony, pogoda dopisała, grzaniec wyborny. Muszę przyznać, że takie wyjazdy powyżej jednego dnia wzmacniają naszą grupę i sprawiają, że jesteśmy bardziej zgrani i zżyci. Szkoda tylko, że nie dołączyło się więcej klubowiczów do tej eskapady. Bo miejsca były dla każdego, a i weselej w większej kompani. Część nie mogła zapewne jechać, część nie chciała, ale takie życie. Koledzy, dziękuję za wspólny wyjazd, a wszystkich klubowiczów zapraszamy na zakończenie sezonu 13 października."

Informacja z ostatniej chwili!
Wiadomość nocnego serwisu TVN z poniedziałku na wtorek 2 października 2007:
"CBA zatrzymało burmistrza Helu Mirosława W. i jedną z posłanek - informuje tvn24.pl. Burmistrz został zatrzymamy pod zarzutem korupcji. Tożsamość posłanki nie jest znana."
Nie potwierdzamy, ale i nie zaprzeczamy, że Husaria ma z tym cokolwiek wspólnego :-)

27.09.2007
Nasza siedziba w obiekcie LOK w Pile przywitała czwartkowych gości w zupełnie nowej aranżacji. Pojawiły się nowe meble - meblościanka z nastrojowym oświetleniem oraz wygodne fotele na wygospodarowanym dywaniku. Wszędzie czysto i schludnie. Zrobiło się przytulnie, ba - nawet swojsko, jak w domu. Trzeba podkreślić, że zmiany te mają swojego autora, który nielekką pracą i pomysłami zabiega o nastrój i wyposażenie Klubu. Jarek Lelewski robi to z niezwykłą skromnością i ogromnym zaangażowaniem. Jest prawdziwym i niekwestionowanym gospodarzem. Choć czasem pomarudzi, że nikt nie pomaga i wszystko musi sam, ale i tak go lubimy i doceniamy.
Wiesz Jarek, jak to jest z 'twardzielami' - niby okiem nie mrugną, ale kiedy nikt nie widzi rozklejają się, jak dzieci. Olbrzymie dzięki za twój wysiłek i nie miej wątpliwości, że w słusznej sprawie działasz.

22.09.2007
Wyjechaliśmy do Nakła, a następnie tego samego dnia do Wyrzyska. Relacja zostanie zamieszczona później...
Tymczasem zamieszczamy wrażenia Mariana:
"Dzisiaj pokazaliśmy, że jesteśmy zwartą grupą - Husarią. Jechaliśmy pięknie, w Nakle zrobiliśmy niezły show, w Osieku też było OK! Pozdrowienia dla Kolegów z Osieka - Wyrzyska od 'Husarii'. Dzięki za wspaniałe przyjęcie."

15.09.2007
Z powodu złej pogody odwołaliśmy w ostatniej chwili trasę w woj. lubuskie. Mamy nadzieję powrócić do tej wycieczki przy sprzyjającej aurze, bo miejsca atrakcyjne turystycznie i drogi w tym województwie ponoć gładsze.

Deszcz, deszcz, deszcz...

08.09.2007
Odbył się wyjazd na Festyn Lotniczy organizowany przez wojsko z 12 Bazy Lotniczej w Mirosławcu.
Wyjechaliśmy w zwartej kolumnie kilkunastu maszyn prowadzonych przez Waldka jego GAZ-em. Podróż odbyła się bez żadnych zakłóceń, nie licząc wyzwisk ze strony kierowcy pewnej ciężarówki. Pewnie nie zdążył na prom :). Na Festynie zostaliśmy przyjęci ze wszelkimi honorami. Przy bramie już na nas czekano wiedząc, że przyjedziemy. Zostaliśmy pokierowani na główną płytę lotniska, gdzie zajęliśmy zaszczytne miejsce obok SU-22 oraz MI-24. Nie da się ukryć, że byliśmy niesamowitą atrakcją dla zwiedzających i każdy chciał sobie zrobić z nami zdjęcie.

Organizacja całej imprezy bardzo dobra - można tyko mieć zarzuty co do obsługi gastronomiczej. Brakowało punktów z jedzeniem, a jedyny namiot z nieciekawie wyglądającymi szaszłykami nie napawał optymizmem. Głównym przeciwnikiem całej imprezy była pochmurna aura. Przelot samolotów szkolno-treningowych ISKRA był za krotki, aczkolwiek huk i wrażenia wizualane były niesamowite. Było to coś, co nie zawsze i niecodziennie można zobaczyć. Mamy nadzieję, że zostaniemy zaproszeni również za rok, a organizator dogada się z 'górą' i załatwi lepszą pogodę.

01.09.2007
Pojechaliśmy do Złocieńca na Zlot zorganizowany przez tamtejszy Klub Motocyklowy. Nie mam na razie żadnej relacji z tej wyprawy, którą mógłbym zamieścić dla udokumentowania wyjazdu. Czekam więc na króciutki choćby opis i kilka zdjęć...

31.08.2007
Materiał, jaki zamieszczam poniżej pochodzi strony www.motocyklisci.net. Wydaje się przebrzmiały, jednak po uważnym wczytaniu w jego treść zauważycie ponadczasowe przesłanie. Nie mogłem się powstrzymać i zamieszczam go w całości...

Byliśmy w Pile przez chwilę!
"Od słowa do słowa... i uczestniczyliśmy w sympatycznej imprezie w Pile. Wild65 zaprosił na 1.kwietnia nas - motocyklistów za pośrednictwem naszego motocyklowego forum na uroczyste rozpoczęcie motocyklowego Sezonu 2007 i poświęcenie motocykli u księży Salezjanów w Pile. Świstak i niżej podpisany zachęcali do mobilizacji motoprzyjaciół w swoich kółkach regionalnych. Słoneczna pogoda dodała nam skrzydeł i kto mógł - pojechał. Kto nie mógł - pojedzie następnym razem bo pilska Husaria przyjęła nas bardzo sympatycznie, nasze kolorowe motocykle (np. czarne!) zostały akceptowane przez wspaniałe, lśniące chromem czopery i cruisery a i Triumph z Ducattim polubiły nas (chyba?) ;-) Północ - spotkała się tradycyjnie na stacji paliw w Żukowie. Stawili się: Artur, Krzysiek, i Tws. PiT nie mógł wyjechać z nami - przyjechał do Piły równo z dźwiękiem zakrystyjnego dzwonka, bravo!

Zakładaliśmy lajtowe tempo podróży. Słoneczna pogoda i zapas czasu sprawiły, że zrobiliśmy sobie popas przy kawie na przedmieściach Złotowa. Bo przez Chojnice, Człuchów i Złotów pojechaliśmy na to spotkanie. Przy obwodnicy Pilskiej dołączyliśmy do przejeżdżającej właśnie kolumny motocykli podążających na miejsce zbiórki Gospodarzy - do baru Bieszczadzkiego. Tam poznaliśmy organizatorów - dowodził Wild65 - zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie. Pokrzepiliśmy się żurkiem i w pięknej, okazałej kolumnie przejechaliśmy paradnie przez miasto do kościółka przy szkole prowadzonej przez księży Salezjanów. Tam dojechał PiT i reprezentacja Grupy Poznań - Alina ze Świstakiem, Tomek Polanski, Valdi oraz Coliniak z Nakła. Rodzinnie się zrobiło! Sami swoi ;) Z pokorą przyjęliśmy krople święconej wody i ponownie pojechaliśmy do znanego nam już baru. Tam przez dwie godzinki wspominaliśmy stare dobre czasy, witaliśmy się po zimowej rozłące i umawialiśmy na przyszłość - na spotkania zmotoryzowanych "inaczej". PiT wybrał wolność w Wielkopolsce i o azyl poprosił Świstów. Co z tego wynikło? - może się dowiemy... ;) Szczęśliwi ze spontanicznego spotkania jeszcze za dnia wróciliśmy do domów i garaży.

Dzięki Wild i klub Husar za zaproszenie! Dzięki Frekwencji za frekwencję! Jest dużo magii w naszych motocyklowych spotkaniach - zawsze i wszędzie - Jest Bezpiecznie!
Tomek_tws"

"Tak, pięknie było. I ja serdecznie dziękuję. Swięceniem moto w Pile, u Husarów, rozpocząłem samotną w większości trasę (nielicząc odcinka Piła -> Poznań i 2-go dnia pobytu w Poznaniu). Najdłuższą jak dotychczas w moim życiu... Padło ponad 1000 kilometrów... Pięknie było... GPZ nie zawiodła, na co liczyłem i myśl taka mi się tu przebija, że... Jaki początek taka całość! Dziękuję!"
PIT

"O to to to ... drogi Łotsonie !!! Ło to to to ...
ps. wyjazd i "próbne " rozpoczęcie sezonu fantastyczne - szczególnie dzięki pieknej pogodzie tego dnia. Dla mnie był to niezwykle sympatyczny i przyjemny wyjazd na moto. :)"
SWISTAK

husarzyk

27.08.2007
Dwójka twardzieli Roman i Zbyszek pojechała na Krym. Oszczędzając siły, pierwszy odcinek przez Lwów do Symferopola pokonali koleją, pławiąc się w luksusach udokumentowanych licznymi fotografiami. Będąc już na miejscu chwalili imię polskiego motocyklisty w sposób godny i słuszny. Zabawili do końca sierpnia i wrócili - Zbyszek motocyklem, a Roman w sposób kombinowany, w tym również transportem powietrznym. Jego Varadero przywleczono busem, bo właściciel raczył był przydzwonić w tamtejszego Ził-a. Chociaż zdjęcia przedstawiają Zbyszka w roli barbarzyńskiego paszy, to jednak wschodni przepych szpitalnego traktowania objął i Romana. Najbardziej ucierpiała potrzaskana noga. Chwalić Boga, jechał w kasku. No cóż, czasem z tarczą, ale niekiedy zdarza się na tarczy...

25/26.08.2007
W sobotę o 13:00 pojechaliśmy w kilkanaście maszyn na ślub motocyklisty Patryka "Celby" do kościóła pw. Świętej Rodziny w Pile. Wspólnie z innymi przybyłymi Husaria zrobiła fajny szpaler, potem pojeździlismy po mieście za trajką wiozącą Pannę Młodą i kierowaną przez Pana Młodego. Zdecydowaliśmy eskortować Młodych do domu weselnego w Ługach Ujskich i stamtąd kropnąć całą ferajną na rybkę do Stobna. Podczas posiłku wystąpiła potrzeba obrony Karola napastowanego słowem i czynem przez Jacka Ł. i Jarka Prezesa. Karol przeżył chwile zwątpienia w sens koleżeństwa, lecz wsparty moralnie i werbalnie przez pozostałych kolegów dzielnie odcinał się napastnikom. Do rękoczynów nie doszło...

A w niedzielę... No właśnie! W niedzielę skoczyliśmy na finał Hades Cup 2007 do Szuwarka przy ul. Podchorążych w Pile. Spotkaliśmy się o 18:00 przed 'Bieszczadem' przy nic-dobrego-nie-wróżącej-pogodzie. Ale złe dobrego początki, bo nasz wjazd został hucznie odtrąbiony i właśnie na ten dobry początek ugoszczono Husarię darmowym piwem. Potem impreza rozkręciła się; na scenie przecudnie zaśpiewały nasze dziewczyny z 'Nasty Ladies' (pozdrowienia dla Agnieszki). Nie da się ukryć, że są naprawdę żywiołowe i repertuar - podobnie, jak uroda - pierwsza klasa! W tzw. międzyczasie nastąpiła prezentacja lokalnych przedstawicieli władzy i polityki, którzy z wdziękiem obdarowali nagrodami zwycięzców konkursu. Na koniec wystąpiła Shazza, nie dorównując jednak swoim występem pilankom z 'Nasty Ladies'

Stopniowo wykruszał się szereg równo zaparkowanych motocykli i na koniec został tylko Paweł z Wojtkiem. Bawiliśmy się dobrze (i tu pozdrowienia dla Małgosi)...

18.08.2007
Pojechaliśmy do Bornego Sulinowa na Międzynarodowy Zlot Pojazdów Militarnych. Po 10:00 przed 'Bieszczadem' zebrała się nas niemała grupa, a po drodze w Nadarzycach dołączyły załogi z Wałcza. Naliczyłem 16 motocykli: Artur, Franek, Jacek, Jarek 'Lelek', Jurek z córką Olą, Karol, Lech z Grażyną, Maciej, Marian, Mariusz z Mariolą, Michał z Kingą, Rafał, Roman z synem Wojtkiem, Wojtek, Zbyszek z córką Marceliną i Zenek. Trzeba specjalnie zaznaczyć, że Rafał wyruszył na nowym nabytku Yamaha Drag Star 650 w oryginalnym malowaniu. Dumę ukrywał za ciemnymi okularami, ale i tak było widać.

Borne przywitało niezwykle ładną pogodą i... tłokiem na ulicach wjazdowych. Przeplatały się gaziki żandarmerii z ciężarówkami US Army. Sanitarki żywcem przeniesione z frontu wschodniego II wojny światowej pędziły na sygnale wioząc rannych. To wszystko zmieszane z tłumem 'wojskowych' różnych armii, nie licząc maruderów i zwykłych cywili pieszo, konno, motorami, samochodami i czym tam jeszcze kto mógł się poruszać. Dało się zauważyć bardzo urodziwe sanitariuszki z pepeszami. I wiecie co? Jest w tych rumianych, złotowłosych dziewojach o słowiańskiej urodzie niesamowity wdzięk, który tak osłabiał Janka Kosa zwodzonego przez Marusię na 'Czterech pancernych i psie'...

Nad zgiełkiem 'przyfrontowych dróg' usiłowali zapanować całkiem współcześni policjanci z drogówki, wsparci siłami porządkowymi organizatorów i 'żandarmerią' ochotniczo zaciągnietą spośród uczestników. W tym wszystkim ryczący kredens Karola rozsierdzonego brakiem jakiegokolwiek respektu dla jego wielotonowej syreny; tak się narobiło! Wreszcie, klucząc za Marianem stanęliśmy pod jakimiś garażami, żeby za chwilę ruszyć i znaleźć się ponownie w zmilitaryzowanym piekle pojazdów i pieszych usiłujących dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Wreszcie staranowawszy zapory i ogłuszonego ciecia, znaleźliśmy godne miejsce na postój.

Czas był najwyższy, bo na placu pokazowym i w miasteczku zlotowym wrzało przed prezentacjami. Było na co popatrzeć - doskonale zrekonstruowane pojazdy, umundurowanie, wyposażenie i broń wzbudzały powszechne zainteresowanie gości. Na torze przeszkód swoje walory prezentowały m.in. pojazdy pancerne: czołgi, transportery, wozy bojowe piechoty, ale także zwykły ciągnik marki Lanzbulldog, niemiecki motocykl z napędem gąsienicowym, ciężarówki i... quady. Nawiasem mówiąc jeden z kierujących czterokołowcem w niepohamowanym pędzie wyrżnął głową w stojący transporter, na szczęście bez poważniejszych skutków. A na placu tymczasem prezentował swoje umiejętności szwadron ułanów pięknie powodując końmi podczas pokazów władania szablami i lancami z siodła. To było dopiero widzieć, jak w pełnym galopie jeździec ścinał łozy imitujące wroga i skłuwał nieprzyjacielskie chochoły! W końcowej paradzie ułani zostali zasłużenie nagrodzeni brawami i podziwem panien...

Czas było podreperować kondycję jaką paszą i napitkiem i tu też nie mogliśmy narzekać, bo kiełbachy, golonki w kapuście, karkówki i wiele innych smakołyków popijanych piwem w dużych ilościach znikały w żołądkach. Tzn. dużo było jadła i znikome ilości piwa ;-) bezalkoholowego. Posiedzieliśmy nieco pod parasolami trawiąc i oddając się dyskusjom tudzież planom na przyszłość. Dalej, kto jeszcze miał chęci poszedł zwiedzać jarmark i kolorowe okolice Zlotu, aż czas było odtrąbić odwrót. Po drodze zdarzyło się, że dziury w jezdni pozbawiły ozdób na błotnikach maszynę Lecha i nowy motor Rafała. No, ale straty w tych okolicznościach nie dziwią.

W drodze powrotnej zawadziliśmy o Pensjonat 'Nad Piławą' w Głowaczewie, gdzie u pana Andrzeja Brzeskiego spłukaliśmy kurz z gardeł, a niektórzy popływali w basenie. Poznaliśmy tam córkę właściciela Weronikę ujeżdżającą 700 centymetrową Yamahę! Niniejszym pozdrawiamy także naszych świeżo poznanych przyjaciół z Kassel. I to był ostatni etap udanej wycieczki, bo po krótkim pożegnaniu pod Barem rozjechaliśmy się zadowoleni do domów.

10.08.2007
Jak zapowiedział, tak zrobił!
Przed kinem Iskra w Pile, na schodach prowadzących do jego okazałych odrzwi, Marian osobiście witał każdego gościa zamkniętej projekcji filmu. Panie otrzymały pamiątkowe gadżety dystrybutora obrazu, natomiast panów czekał uścisk dłoni hojnego dobrodzieja.

Na widowni dały się zauważyć wdzięk i elegancja pań oraz niecodzienne, dobre maniery panów. Wogóle to mieliśmy niepowtarzalną okazję poznać się nawzajem w zupełnie innych okolicznościach niż wspólne jazdy oraz przywitać się z tymi drugimi, lepszymi i piękniejszymi połówkami Kolegów - często nieobecnymi w naszym hobby. Widziane były także pociechy...

Film zapewnił widzom lekkostrawną i dobrą rozrywkę adekwatną dla piątkowego wieczora i rozpoczynającego się weekendu. Dużo dobrego humoru, wiele gagów oraz scen pobudzających do eksplozji śmiechu. No i ten pomruk dużych, czterosuwowych silników, ha! Tego właśnie było potrzeba twardzielom na widowni dla podkreślenia własnych ego. Za dobrą rozrywkę wdzięczni jesteśmy Marianowi, który wpadł na pomysł i zrealizował go z właściwymi sobie urokiem, skromnością i konsekwencją. Dalsza część wieczoru została skonsumowana w miejscu o mile brzmiącej nazwie 'Classic' przy ul. Bydgoskiej.

05.08.2007
Miał miejsce doroczny Zlot Motocyklistów w Debrznie zorganizowany przez 'Płonące Wały' w dniach od 3 do 5 sierpnia. Pogoda tym razem dopisała, więc i motocyklistów było sporo. Wśród nich widziano przemykających opłotkami facetów w koszulkach 'Husarii'. Ale czy to prawda, tylko oni sami wiedzą... Impreza udana, obfitowała w szereg atrakcji, jak palenie starej 'puszki', walki z prądownicą strażacką czy cross na quadach. O takich drobiazgach, jak ujeżdżanie na golasa nie wspomnę. Fajne miejsce, fajni ludzie chociaż młodzież, jak zwykle szalała. Możecie obejrzeć foto reportaż z tej imprezy zamieszczany na gorąco...

04.08.2007
Pojechali i wrócili. Oto zapis wyprawy w Bieszczady w/g Mariana...

Byliśmy w Bieszczadach w 10 osób na 7 motocyklach. Siedmiu wspaniałych to Roman, Jurek, Jarek - Prezes, Adam - Fortepian, Andrzej, Jacek i Marian. Troje młodych to Ola, Wojtek i Mateusz. Drogę 730 km "tam" pokonaliśmy na raz i może nie jest to jakiś nadzwyczajny wyczyn. Biorąc jednak pod uwagę liczne sugestie kolegów, że raczej powinniśmy rozłożyć trasę na dwa dni i obawę kilku z nas, czy damy radę, to jednak te 730 km, to - to jest coś! Pięknie dopisała nam pogoda, dlatego już o 20:00 byliśmy w Berezce, w gościnnej Leśniczówce Artura Wojtasa. Miejsce na nasz pobyt znaleźliśmy w Internecie. Wybór był raczej przypadkowy, za to niezwykle szczęśliwy. Fantastyczne miejsce, jeszcze lepszy gospodarz. Jego gościnności, życzliwości i pomocy przy drobnych problemach z naszym sprzętem nie sposób nie docenić. Polecamy to miejsce - Leśniczówka w Berezce koło Polańczyka.

Wieczorne biesiady w ogrodzie Artura były mocnym akcentem naszego pobytu. Oczywiście brali w nich udział wszyscy mieszkańcy Leśniczówki, nie da się jednak ukryć, że członkowie Husarii byli głównymi wodzirejami. Co tam, powiedzmy prawdę! Główny wodzirej był jeden - Roman. Wspaniały kompan, dobry duch szampańskiej zabawy. Można powiedzieć, że zjechaliśmy Bieszczady wzdłuż i wszerz. Zaliczyliśmy Solinę, nawet kilka razy. Byliśmy w Cisnej, Komańczy, Ustrzykach Dolnych i Górnych. Małą pętlę bieszczadzką zaliczyliśmy wielokrotnie. Pojechaliśmy na najważniejsze przełęcze i w najciekawsze miejsca Bieszczad. W wyborze celów pomagały nam sugestie gospodarza Leśniczówki. W jedyny deszczowy dzień użyczył nam swojego busa, abyśmy mogli pojechać do Komańczy.

Osobnym wątkiem naszych bieszczadzkich, motocyklowych włóczęg były akcenty kulinarne. Odwiedziliśmy kilka niezwykle smakowitych miejsc, jednak studia nad lokalną kuchnią zostały zaledwie rozpoczęte. Wielu z nas tę stronę Bieszczad zamierza jeszcze dokładnie poznać.

Z Berezki do Lwowa jest niedaleko. Przekonaliśmy się o tym odwiedzając owe piękne miasto. Jednak jazda motocyklem po Lwowie to wyczyn raczej kaskaderski, zabójczy dla jednośladu. Od czego jednak są taksówki? Lwów jest uroczy, ludzie sympatyczni, dziewczyny równie śliczne, jak Polki. Trasę powrotną zaplanowaliśmy na dwa dni. Zaliczyliśmy Przemyśl, Krasiczyn i Łańcut. Cała trasa wyniosła ok. 2400 km plus niezapomniane widoki plus miłe, spajające nas jako grupę chwile. To była wspaniała przygoda z dużą, naprawdę dużą dawką zdrowego humoru, a także doskonały, niepowtarzalny pomysł na urlop.

Bieszczady, Bieszczady...

Prezes:
"W Bieszczadach tworzyliśmy jedną wielką machinę, która mimo małych zgrzytów technicznych pokonywała setki km. Zrobiliśmy ich wspólnie 2400 km. Tak więc panowie szykujmy sprzęty i na przyszły rok w Karpaty - Rumunia. Jeszcze raz dzięki wszystkim całej dziewiątce za wspólną przygodę. Ci co nie pojechali mogą żałować."

Marian: "Potwierdzam słowa Prezesa. Za rok rumuńskie Wschodnie Karpaty. Wyjazd 20.07.08: Piła - Piwniczna - Satu Mare - Campulung Moldovenesc. Baza w Solonetu Nou. Jesteśmy tam ok. 5 dni. Liczne atrakcje: najpiękniejsze monasterie tej części Europy, wąwóz Bicaz i Jezioro Czerwone/Cheile Bicazului i Lacul Rosu. Polskie ośrodki na Bukowinie: Cacica i Poiana Micului. Udział w paradzie festiwalu folklorystycznego: Husaria na motocyklach, 50 - konna konnica, uczestnicy festiwalu. To tylko wybrane fragmenty planowanej wyprawy. Powrót przez słynny węgierski Tokaji (nocleg). Szczególy u mnie przez najbliższe jesienno - zimowe miesiące."

28.07.2007
Kilkunastu Kolegów pojechało na zapowiadany od dawna bezprecedensowy i romantyczny wyjazd w Bieszczady.

27.07.2007
Odbył się nasz - Husarii wyjazd na "Piątek z Harley'em" do Chodzieży. Na stacji Orlenu spotkaliśmy liczną grupą chodzieską i już razem myknęliśmy na drugą stronę drogi nr 11 w lasek, gdzie 'U Żyda' rozpoczynała się impreza. Niestety, piszący te słowa musiał w trybie nagłym wracać do Piły, lecz liczę na relację kogoś z Kolegów, którzy na imprezie pozostali.

21.07.2007
Wyjazd na Pojezierze Wałeckie trasą: Piła - Wałcz - Złocieniec - Czaplinek - Borne Sulinowo - Wałcz - Piła o długości ok. 250 km. Uczestnikami wycieczki byli Arnold, Jarek "Lelek", Leszek z Grażyną, Marian i Zenek.
Grupa dzielnie poradziła sobie z 'killerami' w samochodach, wychodząc obronną ręką z niebezpiecznej opresji sprowokowanej przez jednego z 'puszkarzy'. Nagrodą za doznany stress były rozkosze kulinarne w tym specjały kuchni rosyjskiej 'U Saszy' w Bornem. Nie wyczerpało to kolejnych atrakcji jakimi był ciepły jeszcze placek autorstwa żony Zenka oraz wyśmienity bigos u Grażyny i Leszka.

Tegoż samego dnia nasi koledzy Bartek i Wojtek K. odbyli podróż nad morze, do Kołobrzegu. I proszę - nie zapomnieli o przesłaniu pozdrowień i kilkunastu fotek znad Bałtyku. Chwali się, że nazwa naszego Klubu jest szeroko propagowana na Śląsku, Wybrzeżu, Bieszczadach i gdzie tylko uda się nawinąć asfalt na kółka. A wracając do naszych młodych kolegów i przywiezionych trofeów - fotografii, to niestety, nie wszystkie można opublikować ze względu na ich stricte prywatny charakter. Jednak można powiedzieć, że nie próżnowali... Odpierając zarzuty osób, które przeglądały ostatnie Aktualności, w tym również niniejszy artykuł informuję, że Bartek i Wojtek trzymają w rękach co najwyżej fioletowe Teletubisie (bez torebek), a nie - jak to sugerowano ... (hm, przepraszam!)

Bartek & Wojtek

19.07.2007
Dzisiaj o godz. 18:30 miało miejsce wydarzenie trudne do nazwania niespodziewanym. Po długim okresie 9 miesięcznych oczekiwań na świat przyszedł potencjalny, nowy motocyklista Norbert. Chłop na schwał, bo mierząc 61 cm, ważył 4270 g i słusznie zaliczył 10 punktów w skali Apgar, co dowodzi zdrowia. Równie dobrze czuje się szczęśliwa mama - Ewa. Artur dzielnie (bez wspomagania, cokolwiek to znaczy) przeżył moment przyjścia drugiego syna na świat. W czasie, gdy podjadaliśmy sobie małe conieco w Pomarańczowym Fortepianie szczęśliwiec przyjechał podzielić się najświeższą i radosną nowiną. Były - oczywiście powinszowania, a teraz poczekamy na 'pępkowe', jak to staropolski zwyczaj każe. Ponieważ 'tata' zna swoje powinności, więc nie powinniśmy zbyt długo czekać... Gratulacje od Husarii dla całej rodziny!

Mały Golasa

18.07.2007
Z powodu wyzbycia się motocykla opuścił nasze szeregi Artur 'Lorenzo'. Szkoda, bo wnosił wiele młodzieńczego zapału i dobrego humoru.

14.07.2007
Zgodnie z wcześniej podjętym planem ruszyliśmy o 9:00 rano na podbój Borów Tucholskich. Armada zebrała się całkiem spora, że wymienię wszystkich: Arnold, Artur, Jarek - Prezes, Jarek "Lelek", Karol, Leszek z Grażyną, Maciej, Marian, Mateusz, Rafał, Wojtek i Zenek. Po drodze w Dolniku 'odebraliśmy' nowego kolegę Michała, natomiast w Krajence doszlusowała chorągiew chodzieska w osobach Pawła i Sławka. Byliśmy w komplecie!

W pogodne, sobotnie przedpołudnie droga wiodła przez Złotów, Debrzno do Człuchowa. Tutaj spotkaliśmy się ze wzmożonym ruchem pojazdów spieszących nad morze. Nasze jednoślady rozprawiły się z korkiem w centrum miasta, lecz postanowiliśmy zrobić postój w okolicach człuchowskiego zamku. Gdzieś się zapodział Arnold, by po kilkunastu minutach wrócić i ukoić nasze niespokojne myśli. Zwiedziliśmy dobrze zachowane ruiny budowanego przez 60 lat zamku, w którym rezydował swojego czasu wielki mistrz zakonu krzyżackiego Ulrich von Jungingen, a w dniu naszej wycieczki miał miejsce sabat kolekcjonerów wszystkiego, co z piwem związane. Część motocyklistów podjęła wspinaczkę na wąskich i ciasnych schodach 46 metrowej wieży dominującej nad zamkiem. Jakiż z tego miejsca rozpościerał się widok! Aż zapierało dech i słychać było krew pompowaną pod dużym ciśnieniem przez bypassy kolegów. Ale ducha nikt nie wyzionął, a nawet przywoływaliśmy ostatniego komtura tej gotyckiej, pokrzyżackiej nieruchomości.

Zebrawszy siły pognaliśmy do Chojnic, a stamtąd wzdłuż wschodniego brzegu Jeziora Charzykowskiego. Wszędzie panował porządek i widać było w wielu miejscach prawdziwą, gospodarską rękę. Tak to jest, kiedy ludziom nie przeszkadzają politycy i politykierzy! W Charzykowych, za Funką (ale dziwna nazwa - miejsce niegdysiejszych obozów harcerskich) kazaliśmy podać sobie obiadek w Ośrodku Wypoczynkowym 'Rejs' nad samym brzegiem jeziora. Najazd piętnastu maszyn wzbudził przerażenie właściciela, który otrząsał się z niego ponad godzinę przyrządzając nam takie wyszukane potrawy, jak schabowe, gulasz i smażoną rybę. Jest faktem, że traciliśmy z głodu cierpliwość, dochodząc do granicy wściekłości - szczególnie Maciej, który dał upust emocjom udając się na przejażdżkę po okolicy.

Wreszcie, kiedy podjedliśmy, można było ruszać dalej. Więc pognaliśmy przez Swornegacie i Drzewicz do Brus, tankując w Czersku 'zupę' na stacji Orlenu, by wreszcie zaparkować na rynku w Tucholi. Trwał tu zlot starych pojazdów, właśnie dobiegający końca przed naszym przybyciem i jedynie na ulicach pozdrawialiśmy odjeżdżające załogi w śmiesznych autach z epoki. Upał doskwierał, więc chłodziliśmy się czym kto mógł na rozżarzonym tucholskim rynku - a piękne to miejsce, z fontanną pośrodku odrestaurowanych kamieniczek i dostojnych drzew. Tuchola zachowała zabytkowy układ urbanistyczny, co można było poznać po fragmentach murów miejskich z basztami oraz założeniach zamkowych w przyziemiu pobliskiego Starostwa. Naprawdę, grzechem byłoby nie polecić tego uroczego miasta z tłumem życzliwych i ciekawych tucholan. Motocykliści nie byliby też sobą, gdyby nie podkreślili słowem i czynem urody pań...

Kochamy Tucholę!

Szkoda było unosić tyłki z ławek, ale czas zaczynał ponaglać, więc dosiedliśmy motocykli przy ogromnym zainteresowaniu widzów, obierając kierunek na Sępólno Krajeńskie.
Po drodze mijaliśmy bez zatrzymania, co prawda (a szkoda!) dziesiątki niezwykle malowniczych miejscowości, obiektów lub budowli. Pod ich wrażeniem szybko mijała podróż, bo zaraz był miniaturowy Więcbork, gdzie pożegnaliśmy część załóg, a potem już Łobżenica, do której dotarło pięciu motocyklistów, z których trójka zdecydowała poszukać ukojenia w ośrodku Malwa, a potem jeszcze wsparcia duchowego w Klasztornej Górce. Wizyta w klasztorze zaowocowała upadającemu na duchu Lelkowi, który zatopił się w osobistej, szczególnej modlitwie...

Ponieważ trasa wiodła przez niezwykle atrakcyjne miejsca, a pogoda dopisała nad podziw. Szkoda, że pędziliśmy zbyt szybko oszczędzając na kontakcie z ciekawostkami, o których piszą bedekery i zachwycają się inni. w Brusach stoi wiejski, największy neoromański kościół w całej diecezji chełmińskiej, w Czersku halowa, neogotycka świątynia z zabytkowymi malowidłami, a przepiękna starówka kusi w Chojnicach... My jednak pozwoliliśmy sobie na nonszalancję i arogancję przejeżdżając mimo. Niech Opatrzność ześle nadzieję, że ominie nas powtórka! Przypilnuj u Szefa tej sprawy Arnold, proszę...

08.07.2007
Dwie ofiary śmiertelne to tragiczny bilans wczorajszego wypadku na skrzyżowaniu al. Powstańców Wlkp. i ul. Styki w Pile. Do zdarzenia doszło około godziny 16.30. Wyjeżdżający z ulicy podporządkowanej 64-letni kierowca skody chciał zdążyć wjechać w aleję tuż przed nadjeżdżającym z lewej strony autobusem. Nie przewidział tego, że drugim pasem, schowany za autobusem, nadjeżdża motocykl. Honda wbiła się w bok skody; uderzenie było tak silne, że kierowca wypadł z samochodu. Zginął na miejscu. 54-letni motocyklista zmarł godzinę później w szpitalu. Obaj byli mieszkańcami Piły. Oto zdjęcie:

Wypadek w Pile

07.07.2007
Tego dnia grupa odważnych i wielkiej wiary motocyklistów: Artur, Jarek, Jarek 'Lelek', Karol, Marian i Paweł ruszyła spod 'Bieszczada' do źródeł historii Piastów na Biskupin, Żnin i Wenecję czyli Szlak Piastowski.

Bezdeszczowa aura pozwoliła pokonać pierwszy etap przez Wągrowiec do Biskupina. Tam 'twardziele' zaczęli węszyć po wykopaliskach robiąc niezwykle ciekawe odkrycia. A to amulety w rękach 'prehistorycznej' pani liczącej sobie na oko m/w 2500 lat, a to środki antykoncepcyjne w postaci prezerwatywy Piasta Kołodzieja. Opary historii najbardziej oszołomiły Karola, który nie zważając na dobre maniery, aczkolwiek z niekwestionowanym wdziękiem lawirował między grupkami zwiedzających bez czekania na swoją kolejkę. Jego szczery uśmiech załagodził protesty pewnej pani, która nie mogła pogodzić się z męską rywalizacją w dostępie do kolejnego zabytku. Humor, wdzięk i nieznośna lekkość bytu skruszyły jednak zatwardziałe serce! Tam też dopadł nas pierwszy deszcz, lecz nie przeszkodził zwiedzać Muzeum Kolejki Wąskotorowej w Wenecji. I wtedy zaczęło się dziać; chłopcy przebierali w kieszeniach szukając scyzoryków podczas inscenizowanego napadu rabunkowego na pociąg! Konni złoczyńcy zawładnęli wagonikami ograbiając wypędzonych ze środka podróżnych.

Napad na kolejkę

Mrożące krew w żyłach sceny wywołały niekwestionowaną radość(?) Pawła i po raz pierwszy tego dnia rozwiały rozpanoszoną nudę na obliczu innego motocyklisty, wywołując jego 'zjawiskowy uśmiech'. A swoją drogą nie uważacie, że to ciekawe reakcje z kryminologicznego punktu widzenia, hm... Moim zdaniem Paweł poczuł zew krwi!

Końcowym elementem tego etapu były ruiny XIV wiecznego zamku - siedziby Mikołaja Nałęcza z Chomiąży, sędziego kaliskiego, zwanego Krwawym Diabłem Weneckim. Ruiny, usytuowane tuż przy stacji kolejki wąskotorowej, są pozostałością zamku gotyckigo wzniesionego w 1390 r. W 1395 r. został uszkodzony podczas walk Nałęczów z Grzymalitami. W 1420 r. za sprawą nowego właściciela, arcybiskupa Mikołaja Trąby, stał się więzieniem dla księży. W 1461 r. arcybiskup Jakub z Sienna nakazał opuszczenie zamku i jego zburzenie, lecz mimo tego zamek był użytkowany do 1511 r.

Ruiny zamku Diabła Weneckiego

Na tym skończyły się figle z historią i rozpoczęły dramatyczne zmagania z silnym wiatrem i przelotnymi deszczami na drodze do Nakła. Wataha zgłodniałych moto-turystów zawitała do rodzinnego domu Asi i Karola na zasłużony posiłek. Opinia wszystkich jest zgodna - Karol stanął na wysokości zadania podając przy grillu paszę o wysokich walorach regeneracyjnych i smakowych, a pobyt wśród uroczych gospodarzy zapisał się trwale we wdzięcznej pamięci goszczonych.

Powrót do pełnych niespodziewanego słońca Piły i Chodzieży przerwany niezbędnym tankowaniem odbywał się bez większych problemów. No - prawie, bo nie licząc pełnego determinacji i zawziętości oporu Lelka przed silnym wiatrem, który nieomal zmiótł go z siedzenia. Całe szczęście, że niedoszła ofiara trzymała się kierownicy! Na podsumowaniu całego 250 kilometrowego wyjazdu o wybitnych walorach edukacyjnych, przytoczyć trzeba opinię o wyjątkowym, oryginalnym humorze Jarka i Karola oraz opiekę, jaką Artur i Jarek 'Lelek' roztaczali do samego końca nad Pawłem. Niech żałują absencji ci wszyscy małej wiary, którzy ukryli się w domach i w papciach oglądali telewizję popijając w rozterce cienką kawę...

01.07.2007
Zgodnie z planami ruszyliśmy dziś na północ, do Połczyna Zdroju. Rano przed Barem stanęło kilka załóg, w tym Jarek 'Lelek' z Małgosią, Marian, Artur, Wojtek i Arnold. Ten ostatni tylko symbolicznie, ponieważ nie mógł z nami jechać dalej. W Wałczu podjechaliśmy po Leszka z Grażynką, Zenka z Wiesią i Irka. W takim komplecie obrany został kierunek na Czaplinek.

Po drodze wstąpiliśmy do Domu Wychowawczego salezjanów w Trzcińcu na drugie śniadanie. Przy stole zastawionym skromnie, ale godnie towarzystwo rozgadało się i rozbisurmaniło wśród żartów i krotochwil. Zza drzwi świetlicy dochodziły głosy śpiewającej młodzieży, która pojawiła się przy odjeździe. Nawiasem mówiąc, to bardzo gościnne miejsce, w którym czuliśmy się dobrze i swojsko. Tu jednak opuścił nas Irek, wezwany pilnymi, rodzinnymi obowiązkami.

Zaraz za Czaplinkiem stanęliśmy w Starym Drawsku przy ruinach zamczyska. Marian został przy motocyklach, a reszta poniosła swoje kupry na zamkowe wzgórze wypatrując ciekawostek ukrytych za ceglanym murem. Zaczął siąpić deszcz, co nie stanowiło żadnej przeszkody w eksploracji terenu. A za murami orgia atrakcji! Kolejno przebieraliśmy się w stroje z epoki przymierzając zbroje, hełmy i kaftany potrząsając groźnie wszelkiego rodzaju orężem siekącym, tnącym i kłującym. Na podeście Jarek odkrył wielki biesiadny stół z wygodnymi siedziskami. Były one tak skonstruowane, że umożliwiały spędzanie długich godzin bez potrzeby troski o hm... potrzeby fizjologiczne. Do takiego przynajmniej wniosku doszliśmy analizując konstrukcję. Strzelanie z łuku, pobyt w żelaznej klatce zawieszonej nad ziemią, konsumpcja domowej drożdżówki to kolejne atrakcje tego miejsca. Nie przeszkodził deszcz, który w międzyczasie zaczął dotkliwie bębnić w dachówki. Pojechaliśmy dalej ku Połczynowi, po drodze kontemplując urokliwe okolice Wenecji Połczyńskiej...

Nieco senne miasto przywitało nas słoneczną pogodą. Zastawiliśmy kaski w pobliskim sklepie, a sami skierowaliśmy się ku Parkowi Zdrojowemu. Przy wejściu Wojtek spotkał 'teściową', jednak nie poświęcił jej zbyt wiele czasu zajęty mamrotaniem strof Sonaty Połczyńskiej, którą przygotował na okoliczność wyprawy. Deszcz znów zaczął padać i po kilku minutach podziwiania pięknej, parkowej zieleni schroniliśmy się do zdrojowej altanki.

Park zdrojowy

Artur z Wojtkiem wytaszczyli ze środka figury szachowe i stoczyli na dużej, plenerowej szachownicy zażartą walkę w deszczu, który przerodził się w całkiem ulewne opady. Zwyciężył Artur i jemu właśnie oklaskiwała pochowana i trzęsąca portkami przed zmoknięciem reszta kompanii. Wykorzystaliśmy krótką, słoneczną lukę w pogodzie i rozpoczeliśmy powrót kierując się na Szczecinek. Przedtem jeszcze nabyliśmy 'mocny', bo 40 procentowy prezent urodzinowy dla Franka - dzisiejszego jubilata.

Aura wyraźnie nie rozpieszczała, ale nie trafiło na mięczaków. Nic sobie robiąc pokonaliśmy dystans Połczyn - Szczecinek bez postoju. Największy wróg dopadł nas już w Szczecinku... Głód! Jego widmo zajrzało wszystkim w oczy, więc Marian nie miał wielkiego wyboru prowadząc prosto pod furtę przydrożnej karczmy. Posiłek, wypoczynek i krótkie spięcie z obsługą, bo Lelki czekały na swoje kiełbaski, jakby karczmarz-żydowina zapomniał, gdzie je schował! Przed wjazdem do Jastrowia daliśmy 'pić' maszynom z petropoju w Podgajach i tak zaopatrzeni stawiliśmy się u Franka.

Umiał się chłop znależć: szampan, kawa, słodycze, pogaduchy i spacer we frankowym ogrodzie miło zapisały się tego dnia. Spotkanie po raz kolejny dowiodło, że Jubilat ma klasę, choć nie tylko za przyczyną poczęstunku. Dzień zbliżał się ku końcowi i trzeba było wracać. Za jastrowskim 'trójkątem' pożegnaliśmy wałczan, a sami pognaliśmy na Piłę. Wszyscy wróciliśmy do domów cało i zdrowo, a niebawem w Galerii znajdzie się fotograficzna impresja z wycieczki.

28.06.2007
Nasz Kolega - Franek Paprota z Jastrowia obchodzi w niedzielę - 1 lipca, jubileusz 74 rocznicy urodzin. Dołączamy się do życzeń w przekonaniu, że złożymy je osobiście na ręce dostojnego solenizanta już niebawem. Bieżące życzenia imieninowe od Klubu powieźli do Wałcza i złożyli na ręce Irka dwaj nasi dzielni koledzy Artur i Jarek-Lelek, którzy nie bacząc na deszcz kopnęli się motocyklami z prezentem i gratulacjami. Jarek podkreślił miłą atmosferę spotkania stworzoną wspólnie z Lechem i Grażyną oraz Zenkiem z Wiesią. Poniżej inne, mniej ważne wiadomości...

Kolejne, czwartkowe spotkanie w Klubie, jak zwykle przebiegało w atmosferze rozmów i pogaduszek. Wojtek Kotlarski przyjechał z Martą na swoim nowym Kawasaki VN800. Na nic zdały się jego wysiłki, by ukryć dumę i wzruszenie na widok cmokających z zazdrości kolegów. Ale jest niezły kozak, bo gratulacje przeżył :-)
Było trochę ludzi, przede wszystkim obrodziła Piła, choć także Chodzież pojawiła się w liczącej grupie na czele z Pawłem. Prawdziwych twardzieli na motorach było niewielu, bo większość przyjechała w puszkach z powodu nękającego deszczu. Marian dzielił koszulkami, a Jarek - Prezes zapowiedział na przyszły tydzień obstalowanie naszywek z naszym logo, które członkowie otrzymają zupełnie gratis!
Aha - Lorenzo był z Karoliną!

Pogadaliśmy trochę o planach na weekend i macie to wszystko w Komunikatach. Niepokój Zarządu wzbudziło małe zainteresowanie wspólnymi wyjazdami i stąd apel do szanownych Kolegów o większą aktywność na polu klubowej integracji.

No i składki, hm... Prosimy Kolegów, by wzięli sobie do serca te słowa, bo symboliczne samo-opodatkowanie wszystkich członków na rzecz Klubu jest formą jego finansowego wzmocnienia. Pieniądze wrócą do nas na wiele sposobów, ale potrzebujemy choć trochę grosza na bieżące potrzeby. Jakby nie było, nie jest źle, a opóźnienia - jak sądzę wynikają z wakacyjnego poślizgu.

Love forever

23.06.2007
Zaczynając od początku - planowany wyjazd na Hel nie doszedł do skutku, bo było tylko dwóch chętnych, a deszczowa pogoda odstraszyła pozostałych. W sumie zebraliśmy się w kilka maszyn (Artur, Jarek-Lelek, Jarek-Prezes, Karol, Maciej, Mariusz, Marian, Robert, Wojtek) przed Bieszczadem o umówionej godzinie i zdecydowaliśmy jechać w/g planu Mariana t.j. wokół Puszczy Noteckiej.

Już w Pile zawisło na nami złe fatum w postaci 'prawie' flaka w tylnym kole Mariana, a chwilę później Prezes zatrzymał się, bo coś zaniepokoiło go w jego K1200. Po chwili diagnoza była złowieszcza - problemy z przednim zawieszeniem i łożyskowaniem przedniego koła. Jarek wrócił do domu, a my pojechaliśmy dalej przez Trzciankę (gdzie odłączył od nas Lelek), Wieleń na Drawsko. Za Drawskim Młynem złapał nas pierwszy rzęsisty deszcz, a właściwie ulewa. Jechaliśmy dalej, ale przed Drawskiem już nie dało rady! Ulewa zmusiła nas do postoju; choć większość miała skóry i nie dostaliśmy zbyt mocno w tyłki, to biedny Marian w przemoczonych dżinsach wylewał wodę z kaloszy! Przerwa przydała się na przegrupowanie sił, uporządkowanie zmoczonych klamotów i obiadek. Tam po raz pierwszy w życiu widziałem gościa, który duszkiem wychłeptał 'jabola' nie odrywając butelki od dzioba. Nawet się nie otrząsnął!

Mieliśmy nadzieję, że to ostatnia taka ulewa tego dnia, lecz zaraz za Drawskiem znów zaczęło lać i przelotne deszcze tego dnia już nas nie opuściły. Przez Sieraków, Międzychód, Wronki wracaliśmy ostrożnie do domów. Jazda w deszczu miała swoje dobre strony, ucząc nas dystansu i respektu do mokrej nawierzchni. Tuż przed Piłą, w Czarnkowie wypiliśmy kawę do fundowanych przez Karola pączków, podsumowaliśmy wycieczkę i ruszyliśmy na festyn Eski. Na szczęście zdążyliśmy i nawet odświeżony Marian poprowadził grupę na Szuwarka.

Na stadionie miło nas powitano, a my ustrojeni w nowe, klubowe koszulki z logo Husarii prezentowalismy się publiczności. Pogoda w dalszym ciągu nie dopisywała, odwiedzających festyn nie było zbyt wielu, więc zabawiliśmy krótko i dość szybko zjechaliśmy do domów. Nie na długo, bo tuż przed zmrokiem rozdzwoniły się telefony i znów zjawiliśmy się na Szuwarku, tym razem wśród gorętszej atmosfery, bo wszystko wskazywało, że Noc Świetojańska dopiero się rozpoczyna. Skończyliśmy definitywnie przed północą. I tak minął kolejny dzień, pełen wrażeń i zdarzeń... Co ważne - mimo niepogody i deszczu wszyscy wróciliśmy do domów cali i zdrowi...

17.06.2007
Dzisiaj, w niedzielę o 9:00 rano zebraliśmy się, jak zawsze pod Barem Bieszczadzkim skąd wyruszyliśmy na wspólną wycieczkę nad morze. Z Piły wyjechalo 6 maszyn. Całą eskapadę prowadzil oczywiście Arnold. O 9:30 w okolicach Jastrowia spotkaliśmy się z Kolegami i Koleżanką z Wałcza, którzy przybyli w trzy maszyny. W Jastrowiu na krótką przejażdzkę wybral się z nami Franek. Jednak po stwierdzeniu, że towarzystwo jest doborowe, wespół pomknął do Darłowa w towarzystwie swojego wnuka. Po kilku krótkich przystankach dotarliśmy do sanatorium w Darłówku, w którym przebywała żona jednego z naszych Kolegów. Okazało się, że jesteśmy atrakcją dnia - Franek brylował wśród kobiet pragnących wspólnej z nim przejażdżki. To się nazywa powodzenie! Dzielnie stawiał opór, ale w końcu poległ...

Po tej krótkiej wizytacji należała się obowiązkowa rybka w barze oraz spacer plażą. Niewiedzieć jak, zrobiła się godzina 16:00 i trzeba było zabrać tyłki do domu. W drodze powrotnej złapał nas kilka razy deszcz, ale w myśl zasady - nie ma złej pogody, jest tylko zły ubiór - udawaliśmy się z małymi postojami w stronę Piły. W okolicach Czaplinka zajechaliśmy na festyn organizowany przez salezjanow prowadzących dom dla trudnej młodzieży.

Festyn w Czaplinku

Po pokazie maszyn i zjedzeniu symbolicznej kiełbasy z grilla ruszyliśmy w dalszą podroż, już bez większych zakłóceń. Był to jeden z dłuższych, wspólnych wypadów ponieważ tego dnia 'zrobiliśmy' prawie 400 km. Podejrzewam, że wszyscy byli pełni wrażeń i długo nie mogli zasnąć. Lecz niestety, następny dzień to poniedziałek i znów do pracy :-)

14.06.2007
Dzisiejsze spotkanie w al. Niepodległości poświęciliśmy m.in. zebraniu składek członkowskich - i tu uwaga - członkostwo w Klubie jest konsekwencją decyzji podjętej przez każdego z nas. To deklaracja przynależności do grupy, gotowości niesienia pomocy innym i oczekiwania na wsparcie pozostałych, gdy jest potrzeba. To podejmowanie kolektywnych decyzji, wspólna zabawa i radość. Ale, to także składki członkowskie, jakie należy wnosić zgodnie z naszym Statutem. Są przyjemności, są też obowiązki. Bynajmniej nie sprowadzają się ani jedne, ani drugie tylko do składek - na szczęście! Jednak nasza działalność wymaga niewielkiego wkładu finansowego od każdego motocyklisty i stąd prośba o systematyczne wpłacanie zobowiązań.

Zakończyliśmy także kolekcjonowanie zapisów i wpłat na koszulki. Jest nadzieja, że zostaną one przygotowane w przyszłym tygodniu.
Podsumowaliśmy z lekka ostatnie wojaże, przede wszystkim do Wenecji k. Żnina oraz posnuliśmy sobie nieco planów na przyszłość. W ten weekend szykuje się wyjazd nad morze, więc zajrzyjcie po szczegóły do Komunikatów. Zaprosiło nas także Radio Eska na wieczór i noc świetojańską. Impreza odbędzie się już niebawem, bo w sobotę 26 czerwca. Nieco inne zaproszenie napłynęło od p. Burmistrza Wałcza na Jarmark Batorego, który odbywał się będzie w Wałczu, w sobotę i niedzielę 7 - 8 lipca. Szczegóły wkrótce w Komunikatach.

Luźno porozmawialiśmy także o zakończeniu sezonu, jakie chcemy zorganizować razem z Chodzieżą, Budzyniem i Wągrowcem we wrześniu w zacnej Chodzieży właśnie. Ale to jeszcze odległy termin, więc nie będę, póki co, klepał w klawisze. Marian rzucił również propozycję jesiennego spotkania w Tequili w Pile, ale już z rodzinami, żonami, dziećmi, partnerkami, partnerami czy kim tam jeszcze. Miałaby to być impreza zamknięta, a o jej przebieg zatroszczyłby się właściciel Klubu. Zobaczymy...

Poza tym niech żałują ci, którzy nie byli dziś w Klubie, ponieważ stracili okazję podziwiania nowej maszyny Karola. A było na co popatrzeć - chromowana, czarna Yamaha Royal Star Venture prezentowała się wybornie! Jarek (Lelek) miał ewidentnego doła po tej prezentacji, tym bardziej, że czeka właśnie na nowy kranik do swojego 'zaledwie' 750 cm Kawasaki :-)
Nie martw się Jarek - w nocy przyśni ci się monstrum 2700 ccm!

12.06.2007
Początek tygodnia obfitował w szereg niespodziewanych problemów, a właściwie drobnych awarii. Marian złapał gumę, Jarek (Lelek) stracił kontrolę nad kranikiem, a Wojtek liczył wysypane kulki z łożyska w przednim kole.
Na szczęście jest wśród nas Zbyszek, którego 'klinika' w firmie Pil-Motor Yamaha na ul. Bydgoskiej w Pile przyjmuje takich nieszczęśliwców z otwartymi ramionami, kojąc zbolałe dusze. Polecam innym, bo Zbyszek jest solidny i szybki!

08.06.2007
Uczestniczyliśmy dzisiaj w festynie zorganizowanym przez p. Burmistrza Chodzieży na okoliczność 15 lecia współpracy z niemieckim miastem Nottuln w Westfalii. Wyjazd pilskiego zespołu nastąpił o 15:00 spod Baru Bieszczadzkiego (oczywiście - czekaliśmy, jak zawsze na zakręconego Lorenzo) i na 15:30 byliśmy na stacji Orlenu w Chodzieży. Wspólnie z tamtejszą ekipą ruszyliśmy na chodzieski rynek, gdzie chdzieżanie (a szczególnie chodzieżanki) żywo zareagowali na nasz wjazd. Było gorąco...

Zajęliśmy miejsce tuż za platformą z członkami Bractwa Kurkowego i po kilkunastu minutach dano sygnał do startu. Tempo było 'zabójcze' - niektórzy z nas wyłączyli silniki i jadąc posługiwali się nogami tudzież desperacją. W niemiłosiernej spiekocie przedefilowaliśmy w okolice pływalni Delfin, gdzie odbywała się dalsza część festynu. Piszący te słowa miał na sobie skórzane portki, ale na szczęście jedyną 'pamiątką' były przykre wspomnienia. Posiedzieliśmy chwilę, posłuchaliśmy przemówień i orkiestr, a prezesi Husarii i Sokoła zmówili się na wspólną, wrześniową imprezę. Czas było jechać, więc ruszyliśmy, jednak nie prosto do domów. Część została w Chodzieży, część udała się do Wenecji k. Żnina na Zlot V2, a inni przez Szamocin do Laskowa na zasłużony popas, który miał miejsce w uroczej knajpce 'Stajnia' i stamtąd już rozjechaliśmy się definitywnie w swoich kierunkach. Część motocyklistów z Piły pojechała przez Białośliwie i Śmiłowo, gdzie znów w 'Pasibrzuchu' podpaśliśmy swoje brzuchy, zanim w końcu maszyny odpoczęły w garażach.

07.06.2007
W odpowiedzi na liczne pytania dotyczące zamieszczania fotografii w zakładce Galeria informuję, że obsługa (hosting) naszego konta WWW jest ograniczona do 200 MB przestrzeni wirtualnej, więc nie pomieścimy wszystkiego! Jeśli będzie potrzeba funkcjonowania obszerniejszej strony - co zależy przede wszystkim od Klubowiczów - za jakiś czas zostanie wykupiony hosting bardziej zaawansowany. Na teraz to, co jest - musi wystarczyć.

Fotografie cały czas spływają, ale dopiero w przyszłym tygodniu zbiorę je wszystkie do kupy i zamieszczę na innym free-serwerze, gdzie będziemy mogli do woli nasycić się ich treścią. Wybaczycie poślizg? Na osłodę, może uda się zamieścić także filmową relację z parady podczas pikniku :-)

04.06.2007
Nasz kolega Jarek Grochowski, który doznał licznych obrażeń w wyniku wypadku samochodowego i leży na Oddziale Urologii Szpitala Specjalistycznego w Pile został dziś przetransportowany do Poznania w celu wykonania badań. Miejmy nadzieję na pomyślny przebieg leczenia i szybki powrót Jarka do zdrowia.

31.05.2007
Może nie wszyscy wiedzą, ale swojego czasu otrzymaliśmy dziwną pocztę od lokalnego 'prezydenta' Klubu MC Road Runners. Takie tam tzw. dobre rady...

Podczas jednego z zebrań naszych członków, w Chodzieży zobowiązano Prezesa do nawiązania kontaktu z ludźmi, zorientowania się, o co im biega. Ze względu na niepochlebną opinię, jaką mają Road Runners, nie mieliśmy wielkiej ochoty, niemniej do spotkania doszło dzisiaj w Barze Bieszczadzkim. Pokrótce chodzi o to, że każda formacja motocyklowa zdaniem pewnego kręgu motocyklistów powinna zwrócić się do stowarzyszenia klubów motocyklowych o 'pozwolenie' i 'akceptację' na posiadanie i noszenie - szczególnie na plecach - symboli i barw klubowych. Nie wiemy, czy osobne certyfikaty dotyczą okolic czoła, rękawów i tatuaży między pośladkami. Jakby nie było, rocznie odbywają się dwa Kongresy zrzeszonych klubów, gdzie m.in. dochodzi do konsumpcji takich rytuałów. Mroczne to i dziwne, a jednak prawdziwe...
Podsumowałbym zdaniem z Forum Motocyklistów: "Nie jesteśmy kumplami, więc nie starajcie się na siłę dotrzymywać nam towarzystwa"

30.05.2007
Zgodnie z informacją od Artura, który dokonał zliczenia motocykli na naszej imprezie, było ich 204 podczas przejazdu mostem k. hotelu Rodło wliczając w to quady, trójkołowce i dwie maszyny policyjne. Sumując wszystkie pozostałe, jakie dojechały po tym czasie i na teren Szuwarka można liczyć, że uczestniczyło około 300 motocykli... ufff! Komu, jak komu, ale Arturowi nie można nie wierzyć, bo jak już coś powie, to mur!

28.05.2007
Są już zdjęcia z Pikniku w Galerii. Niebawem zostanie uruchomiony serwis foto zawierający większość zdjęć, jakie dotarły lub do nas dotrą.
Jeśli macie ciekawe fotki przyślijcie je w oryginalnej rozdzielczości na naszą skrzynkę poczty elektronicznej. Zdjęcia z telefonów raczej się nie nadają ze względu na słabą jakość, jeszcze bardziej pogarszającą się po ich obróbce.

27.05.2007
Pierwszy Piknik Klubu Turystyki Motocyklowej Husaria w Pile stał się faktem!

Jest nakręcony film z całego przejazdu, ale już teraz można napisać o ok. 250 maszynach, jakie zjechały na nasz apel. Od godz. 13:00 wokół Baru Bieszczadzkiego zaczęli pokazywać się pierwsi motocykliści, a tego co działo się pomiędzy 14:30 i 15:30 nie da rady opisać. To trzeba zobaczyć na własne oczy i być może, dzięki TV Asta będziemy mogli nasycić się tym widokiem już niedługo. Prócz załóg i indywidualnych osób z Piły przybyły zorganizowane grupy i motocykliści z Chodzieży, Budzynia, Bydgoszczy, Gdańska, Poznania, Szamotuł, Wałcza, Wągrowca, Wolsztyna, Wyrzyska, Złotowa i innych miast oraz miejscowości. Dotarli koledzy z Pomorza, Dolnego Śląska, Mazowsza i Kujaw. Przybyły delegacje organizacji motocyklowych, z których wymienię jedynie międzynarodowy VROC, niczego nie ujmując pozostałym. Niemal wszyscy goście z poza Piły otrzymali pamiątkowe wizytówki na ozdobnych smyczach otrzymanych z Urzędu Miasta lub na tasiemkach, jak nasi - miejscowi motocykliści i organizatorzy.

Zgodnie z planem wyruszyliśmy na paradę w asyście radiowozów i policyjnych motocykli. Droga przejazdu szybko zapełniała się zaintrygowanymi przechodniami i obserwatorami poruszonymi hałasem silników. A było na co popatrzeć! Wolno przejeżdżały wszystkie typy i rodzaje maszyn. Trasa została nieco skorygowana i przebiegała od ul. Mickiewicza przez obwodnicę w kierunku ul. Warsztatowej. Tam, na nowym rondzie skręciliśmy w ul. Dzieci Polskich dojeżdżając do ul. Wojska Polskiego, a stamtąd już tylko na Plac Zwycięstwa. Stanęliśmy na kwadrans dla publiczności, reporterów, radia i telewizji. No i dla siebie, żeby nieco ochłonąć.

Potem ruszyliśmy w ostatni etap wiodący wprost na teren Szuwarka. Myknęliśmy pod bramą Yamahy i... rozpoczęło się. Słowo powitalne wygłosił nasz kolega Marian Jędrzejaszek kłaniając się gościom i ogłaszając rozpoczęcie Pikniku. Na placu imprezy rozłożyli swoje namioty z akcesoriami przedstawiciele firm motocyklowych 'Motosprzęt' i 'Pil-Motor'.

Była, choć skromnie reprezentowana gastronomia i stoiska z drobiazgami oraz pamiątkami. Podkreślić trzeba mecenat firmy 'Pil-Motor' - Yamaha, sprzedawcy motocykli tej marki, która udostępniła zainteresowanym swoje maszyny testowe, w tym następcę kultowego Drag Stara. Wspólną zabawę ilustrował muzycznie zespół Johnny Coyote dając czadu pełnego bluesowych klimatów.

Na placu trwały tymczasem różne konkursy prowadzone przez niestrudzonego DJ oraz panią Galus, która wraz z mężem ufundowała atrakcyjne nagrody. Ciekawie zaprezentował się Motosprzęt, który wystawił do licytacji atrakcyjną kurtkę motocyklową oraz olej silnikowy. Z pozoru niewinna rywalizacja licytantów mocno podgrzała się pod koniec aukcji. W szranki stanęły też - a jakże - silne grupy reprezentantów poszczególnych zespołów rywalizując w przeciąganiu liny. Trzeba podkreślić determinację motocyklistek(!) zaciekle walczących z męską dominacją. Niestety - poległy na placu boju, pomimo przeważającej liczby. Lina posłużyła także do zmagań z quadem Yamaha Grizzly. Pomimo dodatkowego obciążenia Zbyszek Galus z 'Pil-Motor' nie przeciągnął na swoją stronę uczepionych do drugiego końca tęgich motocyklistów. W kolejnych konkurencjach wyłonione zostały 'naj-maszyny' w kategoriach classic, weteran i ścigacz. Nie obyło się - oczywiście, bez rytualnego palenia gumy. Ciekawym akcentem w konkurencji weteranów był motorower Simson na cienkich 'rowerowych' kołach prowadzony przez młodego kolegę - Piotra Wizę, który w tej kategorii zdobył wyróżnienie.

Jeśli już mowa o młodych, to najmłodszym motonitą okazał się Filip Kierzek na mini-motocyklu, którego możecie zobaczyć w Galerii. Filip pojawił się wraz z tatą Marcinem ujeżdżającym poważnego ścigacza. Nie doczekaliśmy wyłonienia najstarszego spośród nas, a faworytem w kategorii był niezawodny Franek Paprota z Jastrowia, który niespodziewanie zdecydował się opuścić Szuwarka, a szkoda... Bardzo widowiskowe i zacięte okazały się zawody najwolnieszego przejazdu. Po dramatycznej walce zwyciężył Marek Sarapil z Kruszewa. Walczyli także koledzy z Jawa Team na swoich motocyklach z przyczepkami i trzeba uznać mistrzostwo w prowadzeniu tych pojazdów. Swoje umiejętności pokazali quadowcy ujeżdżając maszyny na obwałowaniach stadionu. Było na co popatrzeć!

Niezwykłym kunsztem okazał się Jacek Łada z Budzynia na swoim żółtym trójkołowcu. Opanowanie tego ciężkiego pojazdu i pokaz jazdy na tylnych kołach wzbudziły podziw i respekt. Zabawa trwała do późnego wieczora, a i nawet wówczas dojeżdżali spóźnieni goście, wśród których wymienię sześciu poznaniaków prowadzonych przez uroczą motocyklistkę. Pojawili się 'tylko' po to, żeby zobaczyć, co w tej Pile się dzieje i zaraz wracali do siebie uciekając przed nadchodzącą burzą. Po godzinie 20:00 pozostali już tylko nieliczni, ale i dla nich nie zabrakło atrakcji, choćby w postaci prób na testowych Yamahach. Gwałtownie zmieniająca się pogoda wymiotła resztki uczestników i wiernej do końca publiczności.

My sami mieliśmy jeszcze do spełnienia pewną misję, która do tego czasu objęta była ścisłą tajemnicą. Ruszyliśmy do Dolaszewa, by porwać stamtąd pannę młodą bawiącą się na wieczorze panieńskim. Tego najazdu Dolaszewo prawdopodobnie nieprędko zapomni, kiedy stanęliśmy przed kompletnie zaskoczoną Lucyną. Dziewczyny nie wahały się wsiąść na maszyny, a honorowe miejsce w kredensie Jarka zajęła właśnie przyszła panna młoda. Nie wiemy, co pomyślał sobie pan młody, kiedy ruszyliśmy do Piły na bowling. Nie bardzo wiemy, co pomyśleli sobie ochroniarze kiedy nasze pasażerki zsiadały przed wejściem. Ale czy nas to obchodzi? ;-) Zabawa była doskonała i okazała się kropką nad 'i' tego wieczora. Potem już tylko krótka wizyta w gościnnej Tequilli i czas było niedobitkom pożegnać się. Tak w telegraficznym skrócie wyglądał nasz Festyn. Czy udany, hm... Oceńcie to sami, a będziemy wdzięczni za każdy wpis i komentarz. Należy podkreślić dobrą atmosferę wspólnej zabawy i jej bezpieczny przebieg. Wykazaliśmy się opanowaniem maszyn i troską, by Koleżanki i Koledzy, którzy na Piknik wyjechali, wrócili do domów cali i zdrowi. Tak też się stało...

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji Pikniku. Dziękujemy motocyklistkom, motocyklistom i gościom bez dwóch kółek, którzy docenili nasz trud. Także rodzinom - w szczególności żonom i dzieciom, za tolerancję, wyrozumiałość i nierzadko dzielenie naszych pasji. Dziękujemy wszystkim pomocnym duszom i życzliwym siłom. W przyszłym roku będziemy znów z Wami!

26.05.2007
Jeżeli nie złożyliście jeszcze życzeń swoim Matkom zróbcie to bezzwłocznie, bo dzisiaj jest Ich święto...

Dziś także Piknik, więc postarajcie się przeciągnąć na naszą stronę św. Krzysztofa i wszelkie przyjazne moce, by jego przebieg był radosny i bezpieczny. Do zobaczenia na imprezie!

24.05.2007
We wtorkowym wydaniu Tygodnika Nowego ukazał się wcześniej zapowiadany artykuł.
Nie jest to całość, po którą - niestety - trzeba sięgnąć do wydania gazetowego.

21.05.2007
W najbliższy piątek 25.05.2007 o godz. 19:00 w siedzibie Klubu, w LOK przy Al. Niepodległości zebranie wszystkich członków przed sobotnim piknikiem. Będzie to ostateczne ustalenie planu dnia, roli poszczególnych Kolegów i wszystkie inne sprawy związane z imprezą. Prosimy o niezawodne przybycie i poinformowanie tych, którzy drogą internetową mogli nie zostać powiadomieni.

Kolejna sprawa - zamawianie koszulek. Będą to dobrej jakości T-shirty w kolorze czarnym i pełnej rozmiarówce. Z przodu zostanie nadrukowany mniejszy znak z napisem 'husaria' zdobiony stylizowanymi piórami husarskimi, jak w linku Projekt grafiki z dnia 28.04. Na plecach taki sam znak, ale w większym formacie. Można zamawiać, ile kto chce z podaniem standardowego rozmiaru tj. S, M, L, XL i chyba XXL (ale nie jestem pewien). Cena za 1 sztukę została ustalona na 25 PLN i te pieniądze należałoby wpłacić, zanim złożymy wspólne zamówienie. Zgłoszenia przyjmujemy pocztą elektroniczną do Husarii lub osobiście do kolegi Prezesa.

W programie radia lokalnego Radio 100 będą od dzisiaj tzn. poniedziałku 21 maja, prezentowane fragmenty rozmowy, jaką przeprowadziła z Jarkiem i Wojtkiem pani Agnieszka Stypułkowska z tej rozgłośni. Mówili o Klubie, jego członkach i motocyklach. Poczesne miejsce w rozmowie zajął temat Pikniku, ale też znalazło się miejsce na kilka zdań o motocyklowej pasji. Nie wiem o jakich porach to będzie emitowane, więc słuchajcie z uwagą!

Również w bieżącym wydaniu Tygodnika Nowego, w najbliższą środę ma ukazać się artykuł o naszym Klubie, motocyklach i ludziach. To z kolei, za sprawą pani Edyty Kin z tej gazety. Co faktycznie zostanie wydrukowane, poznamy wraz z Wami już za dwa dni.

20.05.2007
Na stronie internetowej miała miejsce premiera Księgi Gości 'wyłożonej' na podstronie Kontakt. Zapraszamy do jej przeglądania i folgowania osobistej epistolografii. Ciekawsze wpisy będą pod koniec każdego sezonu oceniane, a być może nagradzane!

19.05.2007
Znów pracowaliśmy w pomieszczeniu Klubu. Praca trwała od godz. 9:00 do 15:00. Trzeba podkreślić, że Wałcz przyjechał w mocnym składzie i stanowił trzon pracującej ekipy. Rozpoczęliśmy w kilkanaście osób, lecz do końca pozostały na 'placu boju' jedynie trzy osoby :-( Niemniej, wszystkim obecnym - pracującym, gościom i wizytatorom serdecznie dziękujemy.

Pomalowana została od wewnątrz i na zewnątrz całość stolarki okiennej, w tym okna po ich demontażu i gruntownym oczyszczeniu z resztek starych powłok. Świeża farba w zarąbiastym kolorze pokryła również drewniane elementy zewnętrznej elewacji budynku. Jestem przekonany, że zapalczywości i energii starczyłoby na wiecej, gdyby nie... zbliżające się popołudnie, a wraz z nim szereg domowych, rodzinnych i towarzyskich obowiązków.

18.05.2007
W siedzibie Tygodnika Nowego i Radia 100 miało miejsce nagranie radiowe oraz rozmowa z dziennikarką gazety. Jarek Pawłowski i Wojtek Skowroński mówili o Klubie, jego członkach i planach na najbliższą przyszłość. Mocny nacisk został położony na promocję Pikniku w wymienionych mediach.

16.05.2007
Na wypadek gdyby ktoś z Kolegów chciał zapoznać się z trasą parady informujemy, że Bar Bieszczadzki nie jest zlokalizowany na planach miasta Piła. Jednak jego położenie można wyznaczyć na północnym wschodzie, przy przecięciu rzeki Gwdy z drogą Bydgoszcz - Szczecin, pomiędzy Aleją Niepodległości i Aleją Powstańców Wielkopolskich.

15.05.2007
Na bieżącą sobotę 19 maja o godz. 9:00 organizujemy ponownie prace w naszej siedzibie w LOK przy al. Niepodległości. Prosimy o przybycie i zabranie, kto może ze sobą odkurzacza (oczywiście potrzebna jest tylko jedna sztuka), szpachelki do okien, szczotki stalowej, silikonu i cykliny. To informacja, jaką przekazuję w imieniu Artura.

14.05.2007
Wydrukowane zostały plakaty informujące o pikniku. Coraz ściślej zapinamy działania zmierzające do finału w dniu 26 maja...

12.05.2007
Odbyło się pierwsze porządkowanie naszej siedziby na terenie Ligi Obrony Kraju przy Alei Niepodległości. Dopisali sami faceci, no ale przecież to męska rzecz w czasach równouprawnienia za wiadro i miotłę chwytać. Jak było - obejrzyjcie sobie w galerii zdjęć...

10.05.2007
Proszę o zwrócenie uwagi na zmianę czasu prac porządkowych wyznaczonych na sobotę 12 maja. Odbędą się one w godz. od 12:00 do 14:00, a nie jak podano we wcześniejszym komunikacie. Za korektę przepraszamy!

09.05.2007
Poniżej grafiki najnowszych wersji projektu naszego klubowego logo.









Nie jest to jeszcze wersja finalna, ale jesteśmy bardzo, bardzo blisko jej wypracowania :-)
Dlatego prosimy o wszelkie uwagi i sugestie dotyczące tego znaku.

07.05.2007
W gościnnej sali konferencyjnej salonu Toyoty w Ujściu odbyło się spotkanie robocze dotyczące organizacji naszego 'pikniku' motocyklowego. Wśród istotnych zmian w stosunku do poprzednich planów należy korekta czasu rozpoczęcia i miejsca spotkania po zakończeniu parady oraz zaniechanie przejazdu po miastach naszego regionu.

Najnowszy harmonogram na dzień 26 maja rozpoczyna zbiórka przy Barze Bieszczadzkim o godz. 15:00. Następnie o 15:30 wyjeżdżamy w asyście Policji do miasta trasą: obwodnica kierunek Bydgoszcz -> al. Powstańców Wlkp. -> rondo przy hotelu Rodło -> al. Wojska Polskiego -> rondo na skrzyżowaniu z ul. Mickiewicza -> ul Mickiewicza -> ul. Wyspiańskiego -> ul Ceglana -> ul. Buczka -> skrzyżowanie koło DH Merkury -> al. Piastów -> rondo przy hotelu Rodło -> wjazd na pl. Zwycięstwa od strony al. Piastów -> krótki postój na Placu -> wyjazd w kierunku Ronda -> ul. Jana Pawła II -> ul. Bydgoska -> ul. Podchorążych -> wjazd na teren obiektu basenu Szuwarek (dawny basen Wojskowy) około godz. 16:30.

Będzie nas zabezpieczała Policja, ale część z nas ubrana w jaskrawe kamizelki również będzie dbała o bezpieczny przejazd. I tak, kolumna zostanie poprowadzona przez dwóch oznakowanych motocyklistów jadących na jej czole. Identycznie oznaczona będzie para innych zamykająca przejazd. Prócz tego wzdłuż kolumny bedą poruszały się co najmniej dwie maszyny z oznakowanymi motocyklistami do blokowania pasów ruchu na skrzyżowaniach dla innych pojazdów, które mogą zakłócić nasz przejazd. Stąd już teraz prośba do Kolegów o uwagę i respektowanie znaków dawanych przez w/w osoby oraz bezwzględne pierwszeństwo przejazdu dla oznakowanych maszyn. Koledzy blokujący będą przemieszczali się wzdłuż kolumny i należy dać im wolny przejazd dla wykonania tego niebezpiecznego zadania. Mogą posługiwać się sygnałami dźwiekowymi oraz świetlnymi. Dlatego ważna jest uwaga, jaką przyłożymy do tego efektownego, lecz trudnego przejazdu.

Prosimy o zachowanie najwyższej ostrożności, jazdę w szyku oraz pohamowanie skłonności do wyprzedzania. Postarajmy się w najwyższym stopniu zachować bezpieczeństwo i uważnie obserwować zarówno to, co przed nami, jak i w lustrach co dzieje się za nami. Należy także zwracać uwagę na innych prócz nas uczestników ruchu drogowego oraz pieszych. To elementarne zasady bezpieczeństwa i od nas zależy, czy impreza będzie miała niczym niezakłócony przebieg.

Nasz skromny budżet prawdopodobnie pozwoli na poczęstunek w postaci jadła i napojów. Jest przewidziana prezentacja najnowszych modeli Yamahy w wykonaniu pilskiego dealera tej marki oraz występ kapeli muzycznej i dodatkowo udział DJ-a z prezentacją jego muzyki. W miarę upływu czasu będą przekazywane kolejne informacje i komunikaty.

05.05.2007
Kilkanaście maszyn wyjechało o 14:30 do Wągrowca. Przed Barem zebrała się całkiem liczna grupa Kolegów, w tym niezawodny Franek z Jastrowia. W trakcie rozmów panowało przekonanie, że średnia pojemność naszych silników mocno przekroczyła 1000 ccm. Dowody stały okazale przed Barem... Ujawniły się także długofalowe skutki stłuczki Arnolda z wypadu do Budzynia. Po przesunięciu i lekkim skrzywieniu elementu tłumika nastąpiła zmiana kierunku gazów wylotowych, co spowodowało miejscowe przebarwienie powłoki chromowanej na wydechu.
Ale powróćmy do wyjazdu, którego trasa wiodła przez Ujście i Chodzież. Kilka minut za czołówką podążały dwa weterany, w tym jeden z bocznym wózkiem mieszczącym atrakcyjnego 'plecaczka' (Tylko czy pasażerka w wózku to aby na pewno 'plecaczek'?)

01.05.2007
Zgodnie z ustaleniami odbył się dzisiaj wyjazd do Bornego Sulinowa. Czekam na pobieżny choćby raport od Kolegów w nim uczestniczących, żeby przybliżyć pozostałym przebieg imprezy.

28.04.2007
Zamieszczam link do elementu graficznego, jaki został dla nas zaprojektowany. Ten element, jak inne są jedynie pracami studialnymi dla wypracowania finalnej koncepcji. Co Wy na to?



Aha! Prosimy Koleżanki, Kolegów - członków Klubu o przesyłanie pocztą elektroniczną swoich danych i adresów e-mail. Przypomnę tylko, że interesuje mnie: imię, nazwisko, miejscowość oraz marka, model i pojemność skokowa silnika posiadanego motocykla. Zainteresujcie innych stroną WWW, która w chwili obecnej jest drugim po Barze miejscem naszych 'spotkań'.

26.04.2007
Ponieważ budowa naszej strony nieco potrwa, proszę o wyrozumiałość wobec niedoskonałości jej obecnej formy. Prowadzimy pracę nad stworzeniem dobrego i komunikatywnego ośrodka komunikacji z Koleżankami i Kolegami. Dlatego mocno namawiamy Was do współpracy i oczekujemy pomocy w postaci wszelkich uwag i komentarzy!

23.04.2007
W szkole u Salezjanów w Pile odbyło się oficjalne spotkanie grona założycielskiego w osobach Arnold Zimnicki, Jarek Pawłowski, Artur Golasa, Waldek Borucki, Konrad Jutrzenka, Marian Jędrzejaszek, Robert Pauszek, Mariusz Ukleja, Paweł Kaczmarek i Wojtek Skowroński. Omawiane były następujące tematy:

1. Statut i Regulamin
Przyjęto nazwę w brzmieniu Towarzystwo Miłośników Turystyki Motocyklowej "HUSARIA" nazywane dalej Klubem. Omówiono kwestie formalne związane z w/w dokumentami oraz znakiem klubowym.

2. Wyjazd do Bornego Sulinowa 1.05.2007 r.
Zbiórka o godz. 9:00 w Barze Bieszczadzkim.

3. Wyjazd do Wągrowca 5.05.2007 r.
Zbiórka w Bieszczadzkim o godz. 14:30, na Rynku w Chodzieży o godz. 15:00. Na miejscu, w Wągrowcu o godz. 16:00.

4. Przejęcie lokalu od Ligi Obrony Kraju
Prace porządkowe naszej siedziby odbędą się 12.05.2007 r. w godz. 9:00 - 12:00 na terenie LOK w Pile przy al. Niepodległości.

5. Rozpoczęcie sezonu motocyklowego naszej formacji.
Ustalono, że 26.05.2007 r. odbędzie się organizowana przez nas impreza, której rozpoczęciem będzie zbiórka w Barze Bieszczadzkim o godz. 12:00 (dokładny harmonogram zostanie podany w osobnym komunikacie). Następnie przewidziana jest parada przez Piłę oraz trasa Piła - Wałcz - Jastrowie - Złotów - Piła na dystansie ok. 100 km. Przejazd zakończy się również w Barze, gdzie przewidziany jest poczęstunek i część nieformalna imprezy.

Ustalono budżet Pikniku w wysokości 1500 PLN. Aby sprostać wydatkom finansowym, jakie nas czekają, obecni na zebraniu członkowie zadeklarowali dobrowolną 'zrzutkę' oraz pomoc rzeczową. Do podobnej formy pomocy zachęcamy pozostałych członków i entuzjastów, którzy zechcą nas wesprzeć. Po zakończeniu nastąpi uczciwe rozliczenie zebranych środków.

Ponieważ jest to nasza pierwsza impreza, chcemy by wypadła skromnie, lecz w gościnnej i serdecznej atmosferze sprzyjającej wszystkim uczestnikom. W tym, szczególnie klubom i motocyklistom goszczącym nas wcześniej, jak np. w Budzyniu czy Bydgoszczy. Zapraszamy więc do uczestnictwa i dobrowolnej, dowolnej hojności. Kontakt w tej i każdej innej sprawie na podaną niżej pocztę elektroniczną.

21.04.2007
Wyjechaliśmy na 'proszone' rozpoczęcie sezonu do Budzynia. Start naszej grupy nastąpił tradycyjnie spod Bieszczadzkiego, poczym najechaliśmy Chodzież, opanowując rynek tego zacnego miasta. Dalej do Budzynia, a właściwie na stację paliw Tomex jechaliśmy już z grupą chodzieską prowadzoną przez Pawła. Wizyta w Wągrowcu i krótki postój na stacji paliw Orlen był jednym z elementów przejazdu podobnie, jak kwadrans spędzony na rynku w Margoninie. Tu dopadła nas wieść o drobnej stłuczce, jakiej ofiarą padł Arnold, a właściwie jego maszyna. Na skutek uderzenia innego motonity przesunął się nieznacznie jeden z tłumików Yamahy. No, ale wiecie sami, jak to boli gdy maszyna wypieszczona i wymuskana... Arnold wyszedł z opresji cało.

Po objeździe zameldowaliśmy się przy zastawionych stołach, co dla wygłodniałej i spragnionej sfory było istnym zbawieniem. Trzeba podkreślić staranne przygotowanie kolegów z Budzynia do finału imprezy. Serwowane jedzonko smakowało wyśmienicie, a w takich warunkach wszystko idzie we właściwym kierunku. Dobry duch natchnął więc naszego prezesa Jarka do zaproszenia zebranych na rozpoczęcie sezonu w trzeciej dekadzie maja w Pile. W drodze powrotnej także nie uniknęliśmy kolejnej awarii, ponieważ przed Chodzieżą urwał się jeden z dwóch tłoków w maszynie Mateusza. Z opresji wybawiła go pomoc z rodzinnego Ujścia.

01.04.2007
Odbyło się poświęcenie motocykli w kościele Salezjanów. Po zbiórce w Barze Bieszczadzkim ruszyliśmy do Piły liczną kawalkadą spotykając innych motocyklistów na swoich pięknych maszynach. Dotarli do nas także koledzy z bardziej odległych miast m.in. Poznania i Gdańska. Ceremonię poprzedzoną mszą świętą poprowadził Arnold, który udzielił zebranym błogosławieństwa w intencji bezpiecznej jazdy oraz poświęcił kierowców, pasażerów i pojazdy. Jeśli nie do wszystkich, to na pewno do wielu z nas dotarła wzniosła atmosfera tych chwil.

W trakcie nabożeństwa, oraz w jego ramach głos zabrał Jarek oraz dwaj Koledzy będący przedstawicielami lokalnych firm handlowo-usługowych z branży motocyklowej. Na miejscu będzie także pochwała pod adresem rodzin i bliskich, którzy nie omieszkali wspólnie z nami wziąć udział w uroczystości. Po jej zakończeniu pojechaliśmy pochwalić się siedzibą Klubu na terenie LOK przy al. Niepodległości.

17.03.2007
W Barze Bieszczadzkim miało miejsce pierwsze spotkanie Koleżanek i Kolegów, na którym stworzyliśmy zręby naszego Klubu. W toku gorącej dyskusji padły propozycje nazwy i profilu działalności. Spośród ciekawszych, zgłoszonych nazw przytoczę jedynie 'Płonące Gogle' i 'Free Riders'. Zdecydowaliśmy funkcjonować pod skrzydłami Ligi Obrony Kraju, jako Towarzystwo Miłośników Turystyki Motocyklowej 'HUSARIA'. Załatwienia spraw formalnych podjął się Mirosław Krawczyk. Padły też propozycje odnośnie planów naszej działalności, w tym zgłoszony przez Franka wyjazd w Bieszczady (ach, ten niegdysiejszy romantyzm) i zadeklarowano wstępnie członkostwo niemal wszystkich spośród obecnych. Warty odnotowania jest także zakres wiekowy uczestników spotkania od 18 do 72 wiosen!



 
     
© Wszelkie prawa zastrzeżone Husaria 2008
Stowarzyszenie KTM 'Husaria' Piła