Archiwum Opinii 2007



Archiwalne opinie, komentarze, refleksje...

Autor: Wojtek
e-mail: wojtaq@op.pl
data:   24.11.2007


No i dokonało się! Pozwalam sobie dorzucić kilka zdań własnej opinii o naszym andrzejkowym wieczorze. Przede wszystkim dowiedliśmy racji wspólnych jazd, cokolwiek znaczą te słowa dla szanownego gremium. Słusznie zauważył Prezes Jarek, że wczorajsze spotkanie było symbolicznym podsumowaniem pierwszego sezonu naszej działalności. Udanego sezonu! Popatrzcie sami na imponującą i udokumentowaną historię wycieczek, wypraw i wyjazdów. Ile zaznaliśmy przygód i emocji wspaniale koloryzujących nasze biografie... Siedząc za kierownicami maszyn praktycznie jedziemy sami; tak też podejmujemy decyzje w sytuacjach zagrożenia. Po naszych, a nie cudzych plecach spływa pot emocji perlący się, gdy adrenalina osiąga wyższy poziom od normalnego. Ale jednocześnie nie można pominąć znaczenia kompanii w każdej z takich chwil. Dzięki wsparciu całej grupy i jej oddziaływaniu na każdego z osobna wyjazdy są bezpieczniejsze, atrakcyjniejsze i na dłużej pozostają w pamięci. Wczorajsza wspólna i udana zabawa potwierdziła, co wyżej napisałem. Jednak - czy to balowanie, czy też motocyklowe atrakcje nie zdarzają się z niczego. To efekt pracy, w której wszyscy - powtarzam wszyscy mają swój udział ze szczególnym uwzględnieniem naszych rodzin i innych osób blisko z nami związanych. Podkreślę cementującą rolę Jarka Pawłowskiego oraz animatora wyjazdów Mariana Jędrzejaszka. Ktoś mógłby powiedzieć, że bez kogoś ten czy inny klub mógłby także funkcjonować. Odpowiem wyraźnie - owszem, ale wówczas nie nazywałby się Husaria Piła! Kiedy Jarek wobec szanownego Koleżeństwa wręczał wczoraj kilku osobom skromne dyplomy poczułem niezwykłą dumę i wzruszenie, że należę do takiej kampanii. A potem nastąpiła zabawa, podczas której nie zabrakło niemalże nikogo. Było Jastrowie, był Wałcz, Chodzież, Margonin i Piła. Były nasze dziewczyny - żony, przyjaciółki i koleżanki, a Marta z Joanną dowiodły wierności motocyklom. Nawet nieobecni ciałem mieli swój udział. Stoły przygotowane pod okiem Jarka Lelewskiego zapełniły się pysznościami, których nie powstydziłoby się dystyngowane przyjęcie. Nie trzeba być smakoszem dla podkreślenia walorów wszystkiego tego dobra, włącznie z napojami, więc 'podkreślaliśmy' z ochotą. Niemniej na uwagę zasługiwały potrawy wniesione przez Jacka Ładę i jego żonę, z wielką maestrią wyeksponowane na szykownych paterach. A smak pączków przygotowanych przez Romana Sendala czuję do teraz! Spełnialiśmy toasty, raczyliśmy pysznymi daniami i szaleliśmy na deskach. To była cudowna noc pełna wrażeń i dobrej, bo zasłużonej zabawy. Następnego dnia, już w skromniejszym (nie z naszej winy) gronie zjedliśmy wspólne śniadanie nie pozwalając także wyschnąć naszym 'gaźnikom' - co nie Lelek? Dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom za ten czas - mój czas i moją zabawę, której bez Was nie byłoby na pewno. Osobiście mam wobec Husarii dług wdzięczności za pomoc, jakiej doznałem w niełatwych dla mnie chwilach. Niech za przyczyną tych kilku wystrzałowych godzin spłynie na wszystkich pewność głębokiej racji naszych poczynań, a wszelkie wątpliwości, swary czy zadry odejdą w niepamięć. Bo godne to i sprawiedliwe, prawda Arnold?



Autor: Wojtek
e-mail: wojtaq@op.pl
data:   16.10.2007


Chcę nawiązać do niesmacznego wydźwięku kilku ostatnich wpisów Księgi Gości. Widzicie, że są osoby liczące nasze kroki w oczekiwaniu na potknięcia. Nic nie sprawia im takiej satysfakcji, jak nieporozumienia w Rodzinie. O ile nie potrafią u innych docenić owoców pracy, o tyle karmią się ich słabościami. Jeśli nie można zapobiec niepowodzeniom, bo są składnikiem życia to nie musimy zezwalać, by na nas żerowano. Nikt nie jest doskonały i zawsze będziemy w naszej działalności narażeni na błędy. Bo coś robimy nie wstydząc się porządnej, pełnej satysfakcji roboty, a nasze hobby jest częścią dobrego życia. Jak możemy nie dopuszczać do podobnych sytuacji? Hm, nie mam uniwersalnej recepty, ale na pewno dobrze zadziała powstrzymanie się od tworzenia pretekstów, jak choćby dosadne słowa Jarka zamieszczone w Księdze. Nie jesteśmy ordynusami, choć czasem - wbrew dobremu wychowaniu wyrwie się potok nieparlamentarnych słów lub zdziwimy własną reakcją pozbawioną tzw. dobrych manier. Byłoby hipokryzją twierdzenie o nieskalanych charakterach motocyklistów i ich postawie bez rys. Jak w życiu - jesteśmy zespołem ludzi o różnych cechach. Potrafimy być serdeczni, uprzejmi i mili. Lecz także walnąć w michę, wyrazić negatywne emocje czy pokazać środkowy palec. Faceci, ot co! Lecz także po to jesteśmy kompanią, żeby temperować zachowania. Uczyć się wzajemnie i wspierać ogólny obraz zespołu. Bo jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Za osoby, gesty i słowa... Jedna nieprzemyślana wypowiedź może zepsuć wizerunek pozostałych, jak łyżka dziegciu psuje beczkę miodu. A na to pozwolić nie można! Dlatego zawtóruję Marianowi - nie godzi się Husarii mało licujące zachowanie na poziomie chlewa. Dotyczy to słów tak samo, jak czynów. Pamiętajmy o tym z szacunku dla siebie, innych oraz ze względu na padlinożerne hieny. I żeby kobiety nie musiały spuszczać oczu ze wstydu w naszym towarzystwie. Szlachetność i rycerskość to wyzwanie, które w myśl tradycji husarii - ciężkiej jazdy zobowiązuje każdego z nas...




 
     
© Wszelkie prawa zastrzeżone Husaria 2008
Stowarzyszenie KTM 'Husaria' Piła