Archiwum Aktualności 2008



Archiwalne wydarzenia z naszej działalności...

21.12.2008
Przełamaliśmy się opłatkiem po raz drugi w krótkiej historii Klubu. Tym razem skromna uroczystość odbyła się w Szkole Salezjanów, a jej gospodarzem i duchowym przewodnikiem był Arnold Zimnicki. Wspólnym wysiłkiem udekorowaliśmy stoły w auli i przybraliśmy akcentami, jakie zazwyczaj pojawiają się w każdym domu z żywą tradycją wigilijną. Dopisali motocykliści z rodzinami, nasi przyjaciele i sympatycy. Na szczególne wyróżnienie zasługują Karol i Joasia Boruccy plus troje dziatek oraz Artur i Ewa Golasa z dwójką dzieci czyli z pełnymi rodzinami, co było niezwykle wzruszające. Przyjechał Franek Paprota z córką i wnukiem, z Wałcza prócz husarzy pojawili się Janusz Maćkowiak z kolegami oraz Gieniu Belak spod Trzcianki. Zjawili się husarze z Chodzieży i Klotyldzina, Białej i oczywiście Piły. Były dzieci Zbyszka Galusa, Jurka Kozery, Romka Sendala i Mariusza Uklei. Jako jedyny, na motocyklu zajechał nasz sympatyk Jarek Grzegorczyk i miał z tego powodu uzasadnione powody do dumy. Dzięki Słowu, jakie przekazał nam Arnold spotkanie dalekie było od zwykłego wieczoru towarzyskiego. Dwa lata to krótki przedział czasu, lecz zdarzyło się w nim tak wiele i tak wielu przyszło, by przełamać się opłatkiem i jednocześnie udowodnić rację naszej kompanii... W krótkiej notatce nie ma miejsca na listę obecności, która zresztą objawi się niebawem na fotografiach w Galerii. Trzeba jednak ujawnić na koniec obecność Mateusza Adamuszewskiego z Martą Ponichtera, których zdaje się łączy coś więcej, jak tylko przyjaźń... Spotkanie było niezwykle udane, przesycone podniosłym nastrojem i próbami odśpiewania choćby kilku zwrotek popularnych kolęd. Będzie również godne podziękowanie tym kolegom, którzy przyczynili się finansowo oraz wsparli własnym czasem i wysiłkiem ten dobrze spędzony, przedświąteczny wieczór.

Opłatek, gdzie sianko i światło... Słowo...

06.12.2008
A jednak pogoda na św. Mikołaja dopisała! W sukurs prawdziwemu świętemu ruszyło trzech husarzy Wojtek Kotlarski, Wojtek Skowroński i Maciej Wichrzyński ubrani we właściwe stroje. Po wypełnieniu wora ze słodyczami pojechali na pl. Zwycięstwa w Pile na spotkanie z rowerzystami Pilskiego Bractwa Turystyki Rowerowej. I w tym miejscu nagle zaroiło się od czerwonych kubraków i czapek nadjeżdżających turystów, wśród których dostrzegliśmy Tomka Kołodziejczyka. Odprowadziliśmy cyklistów przez miasto na rogatki w pobliżu gościńca Rębajło, pożegnaliśmy się i ruszyliśmy do Ujścia. Po drodze słodyczami zostali obdarowani pracownicy zaprzyjaźnionego salonu Toyota i już byliśmy na dziedzińcu Ujskiego Domu Kultury. Odbywało się tam mikołajkowe spotkanie dzieci niepełnosprawnych i czekano na nas z niecierpliwością. Radości było co niemiara, każde z dzieci, ba - nawet dorośli robili zdjęcia przy i na maszynach w towarzystwie mikołajów-motocyklistów. Kubek gorącej herbaty z pączkiem zakończył wzruszającą wizytę w Ujściu i z powrotem znaleźliśmy się w Pile. Objechaliśmy najważniejsze punkty miasta obdarowując słodyczami dzieci i dorosłych, na ogół wzbudzając sympatię i kierowane ku nam przyjazne gesty. Koniec pracowitego dnia zastał moto-mikołajów pod Galerią Kasztanową, skąd o zmroku ruszyliśmy jeszcze w ostatnim zrywie odwiedzić kilku kolegów, a właściwie ich dzieci. Cały dzień sprawił husarzom wiele radości i dał satysfakcję, szczególnie po wizycie wśród osób niepełnosprawnych...

Mikołajowa Piła... Wśród dzieci w Ujściu...

29.11.2008
Husarze zafundowali sobie skromne, ale godziwe spotkanie andrzejkowe. Obyło się bez zbędnych ceregieli - ot spotkanie poszerzone o kilka akcentów charakterystycznych dla listopadowego dnia magii i wróżb. Ktoś zorganizował małe conieco do pojedzenia, na miejscu były napoje, a Roman postarał się, by każdy posmakował co najmniej po jednym wyśmienitym pączku. Atmosfera, choć niewiele różniła się od czwartkowych zebrań husarskich wydała jednak owoce w postaci woskowych tworów, które wiele mogły znaczyć. Jarkowi Lelewskiemu należą się wyrazy uznania za doskonałą i nastrojową muzykę z troską, by nadto nie była hałaśliwa. Rozpoczynaliśmy z humorem i spokojnie, z rozbawieniem w oku zakończyliśmy przed północą...

27.11.2008
Ze względu na problemy techniczne z instalacją c.o. w LOK, zainaugurowaliśmy zimową sesję spotkań w klubie Tequila. Właściciel klubu Wiesiek Jasiukiewicz jest zagorzałym motocyklistą, organizatorem i uczestnikiem wielu imprez motocyklowych. Dzięki jego uprzejmości znaleźliśmy doskonały kąt dla siebie we wnętrzu o dobrym klimacie. Pierwsze spotkanie odbyło się przy licznej obecności Kolegów również tych, przybyłych w jesienny czas spoza Piły. Omówiliśmy kilka spraw, w tym projekt spotkania andrzejkowego oraz propozycję wyjazdu na motocyklach w mikołajkową sobotę. Dla zrealizowania tego ostatniego celu Skarbnik zaprezentował zebranym zakupiony strój św. Mikołaja.

14.11.2008
Wieczór spędziliśmy świętując 60 urodziny prezesa budzyńskiego Sokoła - Stasia Ornocha. Na jubileusz wybrała się delegacja w składzie Artur Golasa, Marian Jędrzejaszek, Wojtek Skowroński i Arnold Zimnicki. W sali biesiadnej wynajętej restauracji odbyło się wystawne przyjęcie na ok. 70 osób reprezentujących razem z gospodarzami wszystkie organizacje motocyklowe regionu. Trzeba podkreślić, że Jubilat nie miał zielonego pojęcia o przygotowanej niespodziance, więc widok zaskoczenia na jego twarzy był bezcenny! Wrażenia zostały spotęgowane wspólnym odśpiewaniem Sto Lat, a Stasiu słuchał i wyraźnie topniał ze wzruszenia. Jadła i napojów nie brakowało, co stanowiło doskonałą kanwę dla towarzyskich rozmów i zabawy, jaka niebawem nastąpiła. Jubilat przyjął niezliczoną liczbę prezentów i dostojnie zdmuchnął świece na wielkim, piętrowym torcie. To był miły i niezapomniany wieczór, a wywiezione wspomnienia i refleksje długo jeszcze będą służyły naszej przyjaźni. Klikając na link lub większe zdjęcie, dostępne jest przekierowanie na przedmiotową galerię na stronie www.sokolbudzyn.pl.

Życzenia... Wzruszenie...

12.11.2008
Dzisiejszego dnia wspieraliśmy Irka Rajewskiego odprowadzającego w ostatnią drogę swoją żonę i towarzyszkę życia. Ceremonia odbyła się w Wałczu i ze strony Husarii wzięła w niej udział skromna delegacja. Zdążyliśmy poznać p. Rajewską w ich domu oraz podczas odwiedzin w sanatorium i współczujemy naszemu Koledze i Rodzinie z całego serca. Jego husarskie wyprawy nie będą już takie same... Ta druga połowa, choć nie dzieliła motocyklowej kanapy wspierała Irka w pasji zliczając kolejne wyjazdy i powroty. Jak większość naszych żon, matek - kobiet dobrotliwie tolerowała nieobecność w domu. Na kanwie dzisiejszej smutnej uroczystości pomyślmy o tym z wdzięcznością i refleksją na jutro...

11.11.2008
Husaria miała swój udział w obchodach Święta Niepodległości. Wystawiliśmy poczet czterech maszyn odświętnie przybranych w barwy narodowe i prowadzonych przez Mirka Gracza, Wojtka Kotlarskiego, Wojtka Skowrońskiego i Macieja Wichrzyńskiego. Husarze poprzedzali konny szwadron ułanów ulicami naszego miasta, by dać świadectwo tradycji połączonej z nowoczesnością. Dostojnym tempem przejechali od ul. Kilińskiego przez ul. 1 Maja, pl. Konstytucji 3 Maja, Rondo JP II i al. Niepodległości pod budynek Starostwa Powiatowego. Tam wzięliśmy udział w odsłonięciu tablicy pamiątkowej ku czci Wacława Cegiełki - polskiego starosty, który sprawował swój urząd w pierwszych latach po II wojnie światowej. Obecność motocyklistów została przychylnie dostrzeżona przez obecnych włodarzy Piły i powiatu pilskiego choć niefortunnie przedstawiono nas, jako 'harlejowców'. Po uroczystości odprowadziliśmy konnych tą samą drogą do miejsca postoju na ul. Kilińskiego. Na zakończenie uraczyliśmy się wspólną kawą u Mc'Donaldsa, a następnie skromnym obiadkiem w Dworku Galerii Koper w Grabównie. Cały dzień dostarczył nam wielu emocji, a szczególnie podczas powrotu obydwu Wojtków do domu...

25.10.2008
Sezon zimowy rozpoczęty! Na 100 milową wycieczkę do Starego Drawska pojechali Marian Frank, Leszek Graczykowski, Marian Jędrzejaszek, Wojtek Kotlarski, Jurek Kozera, Jacek Kwiatkowski, Marek Promiński, Maciek Wichrzyński i Arnold Zimnicki. Wycieczka była okazją do przetestowania ciepłych gaci, gdyż temperatura nie przekroczyła 7 stopni, jednak daliśmy radę. Jej puentą była znakomita kawa i herbata oraz cudowne domowe wypieki w Leśnym Dworze w Iłowcu. Wróciliśmy bezpiecznie i w komplecie

23.10.2008
Spotkanie w Klubie było krótkie, ale owocne. Decyzją Zarządu na członka oczekującego został przyjęty Józek Narel z Tuczna. Ponieważ pomieszczenie nie było ogrzane, a trudno o integrację w chłodzie, postanowiliśmy dokończyć w bardziej przyjaznym miejscu. Sprawdziliśmy więc knajpkę Efes nieopodal Technikum Naftowego w Pile i nie doznaliśmy zawodu. Zostały podjęte również pierwsze decyzje przed zbliżającym się początkiem sezonu zimowego...

18.10.2008
Sobota pełna wrażeń podczas jazdy i postoju - przede wszystkim w Tucznie! Motocyklami pojechali Rafał Bartoś, Tomek Kołodziejczyk, Wojtek Kotlarski, Jurek Kozera, Jacek Kwiatkowski z Klaudią, Jarek Lelewski, Irek Rajewski, Zenek Siewierski, Wojtek Skowroński, Jacek Sokołowski i Maciej Wichrzyński. Towarzyszyli im autami Karol Borucki, Marian Frank, Zbyszek Galus, Jarek Grochowski, Marian Jędrzejaszek i Franek Paprota z córką i wnukiem. Coś zatrzymało Romka Sendala, Jarka Koczarę i kilku innych no, ale trudno! Przyjęcie, jakie przygotował Józek Narel z przyjaciółmi przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania! Przede wszystkim spotkaliśmy się z niezwykle serdeczną i przyjacielską atmosferą, a gwóźdź imprezy - prosiak był jednym z jej elementów. Z Piły wyjechaliśmy zgodnie z planem i tak samo w Rusinowie przejęliśmy Irka Rajewskiego i Zenka Siewierskiego. Na rogatkach Tuczna już na nas czekano, ale nie odmówiliśmy sobie przejazdu przez miasto i krótkiej wizyty na zamku. Pogoda ciepła, słoneczna i przepiękna, jak na złotą polską jesień przystało wyraźnie nam sprzyjała. Po godzinie gruntowa droga zaprowadziła nas głęboko w las. Tam nad jeziorem czekał Józek z przyjaciółmi przy zastawionych stołach i płonącym ogniu w kominku. To nie jest przesada, że zostaliśmy zaskoczeni rangą gościny. Niby warunki kempingowe, ale nie brakowało niczego z menu wystawnego garden party, że wymienię kilka gatunków ryb, drób, wędliny i przetwory w otoczeniu różnego rodzaju przystawek. Nawet chleb i pieczywo do posiłku zostały specjalnie na tę okazję wypieczone w kilku gatunkach! Niezależnie gwóźdż imprezy - prosiak jeszcze 'dochodził' w piecu. Po chwili na ścieżce pieszo pojawił się... Franek Paprota z wnukiem i dojechała autem jego córka. Trzeba przyznać, że spotkanie z naszym 75 letnim, aktywnym seniorem pozostawiło mocne wzruszenie. Byliśmy więc w komplecie i każdy zajął się tym, co najbardziej kusiło... Starczyło czasu na wszystko - dobre jedzonko, rozmowy, podziwianie maszyn, krotochwile i żarty oraz chwile samotnego, spokojnego oddechu na pomoście u brzegu jeziora. Niby impreza z dala od ludzi, ale na brak zainteresowania ze strony przypadkowych spacerowiczów nawet w takim miejscu nie mogliśmy narzekać. Ponieważ pojawił się prosiak zaprosiliśmy również i tych gości do stołu. A było się nad czym pochylić, gdyż kucharz - szwagier Józka dołożył niemało starań w przygotowanie i podzielenie 45 kilogramowej bestyjki z pyszną kaszą! Kiedy praca szczęk nieco zelżała na polanę wjechał Gienek Szczotkowski na krossie. Wespół z synem Kacprem tworzą niezły terenowy duet, co pokazali nam na miejscu oraz na zakończenie prezentując na przygotowanym torze swoje umiejętności. Szczególnie Kacper jeździł bardzo agresywnie i było na co popatrzeć, czego ilustracją są zdjęcia w Galerii. Okazji dla sprawdzenia swoich możliwości nie odmówili sobie Jacek Kwiatkowski i Wojtek Kotlarski. Jeden nie ustępuje drugiemu i widzowie mieli satysfakcję obserwować na własne oczy zmagania tej dwójki z silnymi maszynami i trudnym terenem. Radzili sobie nieźle biorąc pod uwagę inne, jak zwykle motocykle i surowy ugór do jazdy. Nawet nie spostrzegliśmy zapadającego zmroku, który wyznaczył czas powrotu. Chwile, jakie razem spędziliśmy na długo pozostaną w pamięci. Choć często spotyka nas serdeczny i sympatyczny stosunek ze strony przyjaciół i gospodarzy, to pobyt w Tucznie i zaangażowanie Józka są trudne do porównania z czymkolwiek innym. Dziękujemy drodzy Przyjaciele i Koledzy!

16.10.2008
Spotkanie w Klubie przyniosło m.in. decyzję Zarządu o przyjęciu nowego członka oczekującego. Jest nim protegowany przez Jacka Kwiatkowskiego znany nam od pewnego czasu szwagier Jacek Szuster. Szkoda, że piękny gest, z jakim Józek Narel wstąpił w nasze szeregi nigdy nie stanie się tradycją, bo chyba nikt następny nie dorówna jego szczodrości. Z drugiej strony uchodząc w oczach bliźnich za grupę 'elytarną', Husaria oczekując podobnych hołdów znów zostałaby postawiona pod pręgierzem! Tak więc witając nowych entuzjastów naszej formy spędzania czasu, mówimy nie wszelkim przejawom nadmiernej konsumpcji. Nie wyrzekamy się jednak uroczych wędrówek po przydrożnych barach, gdzie każdy znajdzie pole do popisu. Krytykantom natomiast oświadczamy, że nigdy nie wiadomo, w którym miejscu zamieszczony tekst to "cała prawda, tys prawda czy gówno prawda". Czytający ze zrozumieniem będą wiedzieć!

12.10.2008
Ekipa husarzy Wojtek Kotlarski, Jacek Kwiatkowski, Marek Promiński, Wojtek Skowroński, Maciej Wichrzyński oraz Jarek Grzegorczyk z kuzynem Tomkiem wzięła udział w Rajdzie Zgniłej Pyry, którego początek i koniec rozegrały się na Zalesiu pod Bukiem nieopodal Poznania. Ruszyliśmy z Piły rankiem o 7:30 i podróż do Czarnkowa przebiegała we mgle. Na rynku czekali już Jacek i Marek więc bez zbędnych ceregieli obraliśmy kierunek na Szamotuły, a trzeba dodać, że mgła wcale nie zamierzała ustąpić. Niemniej do celu dotarliśmy w wyśmienitych nastrojach tuż po godz. 9:00. Na miejscu zastaliśmy dobrze przygotowane i oznakowane pole rajdowe wypełniające się motocyklistami. Widzieliśmy blachy praktycznie z całej Polski pomijając odległą ścianę wschodnią. Dokonaliśmy rejestracji, pobraliśmy kamizelki odblaskowe oraz itinery czyli mapki przejazdu z zadaniami na trasę. Wystartowaliśmy całą grupą zgodnie z wytycznymi osiągając podobnie do innych załóg kolejne etapy Rajdu. A trzeba przyznać, że prowadziły pięknymi szlakami tnąc miejscowości zasobnej wielkopolski. Większa część zadań związana była z zabytkowymi kościołami oraz pysznym dworami niegdysiejszych właścicieli ziemskich. Wszędzie towarzyszyło wrażenie bogactwa tych ludzi niespotykanego gdzie indziej w Polsce. Majestatyczne dwory z folwarkami i ogromne posiadłości dowodziły racji zasobnego regionu, jakim wielkopolska jest do dzisiaj. Pewna ich część - niestety podupadła, budynki przejęte przez PGR zaczęły zmieniać się w ruiny, lecz w dalszym ciągu stanowią atrakcje turystyczne. Być może dzięki nowym właścicielom i hojnym mecenasom wróci ich dawna świetność, co byłoby ze wszechmiar korzystne. Zobaczyliśmy rezydencję w Jeziorach wybudowaną podczas II wojny nad Jeziorem Góreckim, jako siedzibę gauleitera Arthura Greisera powieszonego później za swoje zbrodnie. Teraz mieści Dyrekcję i Muzeum Przyrodnicze Wielkopolskiego Parku Narodowego. Okoliczni mieszkańcy do dzisiaj używają nazwy 'greiserówka' w odniesieniu do drogi łączącej Komorniki z Jeziorami. Wszędzie wypoczywali na świeżym powietrzu spacerowicze wykorzystując słoneczną i ciepłą pogodę. Innym obiektem, jaki zwrócił naszą uwagę był kościół pw. św. Barbary w Tomicach. Gotyckiej budowli ufundowanej w XV w. przez chorążego poznańskiego Mikołaja Tomickiego nadano obecny barokowy wystrój. We wnętrzu mogliśmy podziwiać dwie płyty nagrobkowe fundatora. Jedną kamienną powstałą staraniem żony Anny z Szamotulskich, drugą renesansową z 1524 r. wykonaną z brązu w warsztacie norymberskich mistrzów Hansa i Piotra Vischerów synów Piotra. Obok kościoła, na drewnianej dzwonnicy zawieszono dwa XVII wieczne dzwony. Zainteresowanych historią i zabytkami tego miejsca oraz dziejami zasłużonej dla Polski i wielkopolski rodziny Tomickich odsyłam do linkowanego dokumentu. Kolejnym przykuwającym wzrok i angażującym wyobraźnię był XVII wieczny pałac w Głuchowie zbudowany dla Hieronima Kołaczkowskiego, potem w rękach Stefana Żółtowskiego i rodziny. Z pałacem związane było jedno z zadań - jedyne, na które chyba nie udzieliliśmy poprawnej odpowiedzi. Dotyczyło ono porządku architektonicznego kolumn w pałacowym portyku. Zdobienia głowic sugerowały styl koryncki choć prawidłową odpowiedzią był rzekomo wielki porządek. Jednak zdaniem jednego z husarzy odnosił się raczej do całej elewacji przenikniętej kolumnami na wysokość piętra! No cóż, mogliśmy się spierać o brak precyzji w pytaniu, lecz to tylko zabawa... Podobnych miejsc widzieliśmy na trasie dziesiątki, nie mówiąc o zwierzynie, która w biały dzień wygrzewała się licznie na polach! Przez całą trasę z maestrią i wyczuciem prowadził Marek Promiński, dzięki któremu jechaliśmy niczym z GPS. Bardzo atrakcyjna krajobrazowo niosła wiele wrażeń będąc jednocześnie bezpieczną. Biegła w dość zróżnicowanym terenie od ozów bukowsko-mosińskich po polodowcowe moreny i bagna rynnowe. Trochę zmęczeni sześcioma godzinami w siodłach i nawinięciem na budziki 150 km dojechaliśmy ok. godz. 16:00 na metę. Czekał już gorący posiłek i napoje. Odpoczęliśmy dobrą godzinę wśród innych pyrowiczów propagując Husarię drobnymi pamiątkami, wizytówkami i wdziękiem osobistym. Zainteresowanie wzbudzały swawole Wojtka Kotlarskiego i Jacka 'przekomarzających' się w dziwnych splotach na ziemi i w powietrzu! Po osobistym pożegnaniu z Organizatorami ruszyliśmy do domu. Droga powrotna minęła bezpiecznie, ze śmieszną przygodą na chłopskim polu. Wróciliśmy do Piły ok. 19:00 wcześniej odprowadzając Marka do Chodzieży i Jacka do Kaczor. Przeżyliśmy całodzienną, świetną zabawę przywożąc wielką furę wspomnień! Atmosfera wspólnej zabawy i wysiłku była niezwykle integrująca dając okazję do lepszego poznania i potwierdzenia sensu podobnych wyjazdów.

11.10.2008
Bieżącej soboty nie mogliśmy narzekać na brak wrażeń od samego przedpołudnia. Spotkaliśmy się przy Barze nad Zalewem, by wziąć udział w zakończeniu sezonu w Zbyszewicach zorganizowanym wspólnie z budzyńskim Sokołem. Na miejscu zbiórki serce rosło na widok kolejnych maszyn podjeżdżających na parking. Trzeba podkreślić fakt obecności Mirka Gracza, który pojawił się wreszcie nowym Yamaha Midnight Star 1900. Wcześniej kokietował nas wzruszającą historią tego motocykla przez ładnych parę miesięcy... Kolumna ruszyła punktualnie i takoż dotarła na rynek w Chodzieży. Wspólnie z miejscowymi motocyklistami dojechaliśmy do stacji paliw Tomex w Budzyniu, gdzie placu niemal zabrakło dla wszystkich motocykli. Sokoły bardzo sprawnie dopięli harmonogram uwzględniając napięty plan współorganizatorów z Husarii, gdyż nie było ani jednej zbędnej minuty. Długa kolumna wyjechała majestatycznie na Chodzież docierając pod kościół przy rynku, gdzie odbyła się motocyklowa msza zaduszkowa w intencji Odeszłych, a taca została przeznaczona na potrzebujące dzieci w jednym z ośrodków opiekuńczych. Cieszyło nas ogromne i życzliwe zainteresowanie ze strony chodzieżan różnego wieku i płci. Za każdym razem, gdy motocykliści dużą grupą goszczą w tym pięknym mieście ujmuje ich życzliwy stosunek. Dziękujemy Chodzież!
Po zakończeniu mszy kolumna z krótkim postojem w Margoninie dotarła do Zbyszewic. To co zastaliśmy przekroczyło oczekiwania! Przygotowane stoły z napojami i jedzonkiem - parującą grochówką, bigosem, gorącymi wędlinami i karkówkami ze słodkościami wreszcie na sam koniec, mocno pobudziły apetyty zgłodniałych facetów w skórach. Trzeba podkreślić fakt nie bez znaczenia, że uroczystość została zorganizowana przez przyjaciół dla przyjaciół, by uczestnicy poczuli się prawdziwymi gośćmi bez ponoszenia jakichkolwiek opłat. Sprawiło to ogromną satysfakcję dla organizatorów i gospodarzy, bo nic tak nie cieszy, jak zadowolenie gości! Wyrażamy uznanie i wdzięczność dla hojnych darczyńców, którzy nie poskąpili wsparcia. Jesteśmy winni podziękowania całemu Sokołowi i ich rodzinom za trud wniesiony dla wspólnej zabawy. Program uzupełniał zespół muzyczny tworząc klimat służący odświeżaniu starych i nawiązywaniu nowych znajomości. Zabawa trwała ponoć do późnych godzin wieczornych. Ponoć, gdyż Husaria z żalem musiała opuścić kompanię dla wypełnienia kolejnego zadania. Punktualnie o godz. 16:00 w Rzadkowie miał powiedzieć sakramentalne 'tak' Paweł Wieczorek swojej Patrycji i usłyszeć od niej dokładnie to samo! Zjawiliśmy się na miejscu w liczbie, która najstarszym rzadkowianom nie zostawiała marginesu wątpliwości. Mieli bowiem do czynienia z najliczniejszą paradą ślubną we wsi i chyba jedyną motocyklową w jej historii. Zostaliśmy zaskoczeni eleganckim wyglądem Jurka Kozery obleczonego tego dnia w gustowny garnitur, gdyż on to wiózł pięknych Młodych do ślubu swoim autem... A oboje wyglądali bajecznie, że niejednemu z obecnych mogła zamarzyć się własna powtórka... Wsiedli do auta i ruszyliśmy przez wieś do Kaczor wzbudzając zainteresowanie niecodziennością przejazdu i drżeniem szyb w oknach. Pod salą weselną w remizie strażackiej Złożyliśmy życzenia i wręczyliśmy prezent w postaci drobiazgu, który oby towarzyszył Patrycji i Pawłowi przy każdym śniadaniu. Zakończyliśmy wspólną fotografią i czas było udać się z powrotem do domów. Dziękujemy licznie przybyłym Koleżankom i Kolegom nie tylko z Husarii i nie tylko z Piły za wspólne, dobrze spędzone godziny. Po powrocie część Husarii zebrała się ponownie, by spełnić kilka toastów za zdrowie własne i Młodej Pary... Na szczęście!

04.10.2008
Oj działo się sobotniego dnia, oj działo się! Bardzo sprawnie i licznie zostały zmobilizowane grupy wyznaczone do udziału w paradach ślubnych. Pierwszy zagon zebrał się o godz. 16:00 i wyruszył pod kościół NMP Wspomożenia Wiernych w Pile na Osiedlu Górnym. Pół godziny później drugi zastęp uformował się pod Klubem i dotarł pod kościół św. Antoniego na ul. Ludowej gdzie ślub brała córka Leszka Graczykowskiego. Ponieważ wystąpiło korzystne przesunięcie czasowe grupa pierwsza wzmocniła paradę drugiej, kiedy od św. Antoniego wyszli uczestnicy ślubu Anny Graczykowskiej i Jarosława. Wszyscy motocykliści wzięli więc udział w przejeździe przez miasto poczym część odłączyła jadąc z powrotem do 'swojego' kościoła i obowiązków. Natomiast Graczykowscy pojechali przez Starą Łubiankę, Wiesiółkę i Czechyń do Głowaczewa, gdzie w uroczym pensjonacie "Nad Piławą" u p.p. Brzeskich odbyło się wesele. Nie można ukryć, że nasi przyjaciele Grażynka i Leszek wzruszeni ślubem córki nie potrafili powstrzymać serdecznych łez, kiedy motocyklisci gratulowali ich dzieciom na nowej drodze... Ze swojej strony byliśmy poruszeni zaproszeniem, jakie Leszek z żoną wystosowali, byśmy mogli uczestniczyć w tak ważnym dla nich rodzinnym wydarzeniu...
Wróciliśmy niezwłocznie do Piły oczekując w okolicach hotelu Rodło na druga paradę towarzyszącą ślubowi Marii Szczeblewskiej i Sławomira Żerebiło. Synchronizacja motocyklistów była perfekcyjna i po kilku minutach dołączyliśmy do jadącej kawalkady, wspólnie podjeżdżając pod hotelowe wejście. Ułańska fantazja motocyklistów wzbudziła entuzjazm, kiedy uformowaliśmy w dwie maszyny 'bramę' blokującą weselnikom wstęp na salę bankietową. Zakładnikiem dla zwolnienia blokady została Panna Młoda, która chcąc-niechcąc odbyła szaloną przejażdżkę w iluminowanym kredensie Karola Boruckiego. Pan Młody wykazał się dużym opanowaniem powierzając swoje 'szczęście' w ręcę nieznajomego olbrzyma! Szczęściem wrócili poniewczasie w dobrej kondycji i ślubna uroczystość mogła zostać wreszcie rozpoczęta wśród kaskady śmiechów i przeraźliwych motocyklowych klaksonów. Oczywiście młody żonkoś okazał się charakternym gościem hojnie okupując otwarcie 'bramy'. Wojtek Kotlarski miał co pakować w bagażniku swojej nowej Ventury!
Nie był to jednak koniec atrakcji! Nie tracąc chwili wyruszyliśmy przez Kaczory do Rzadkowa na imprezę wyprzedzającą o tydzień własny ślub husarza Pawła Wieczorka i Patrycji. Ponieważ był to regularny 'polter' w trymiga weszliśmy w posiadanie skrzynki pustych butelek, które rytualnie zostały rozbite na szczęście! Po wejściu na salę przetarliśmy ze zdumienia oczy, gdyż widok suto zastawionych, licznych stołów bardziej przypominał wesele, niż skromne przyjęcie przed ślubem. Nie trzeba było nas długo namawiać, bo intensywnie spędzone popołudnie wyraźnie osłabiło Husarię i ochoczo podkreśliliśmy radość konsumując i popijając. Poznaliśmy przy okazji rodziców Pawła i grono przyjaciół narzeczonych. Byli bardzo zaskoczeni liczną obecnością motocyklistów i ich maszyn okupujących całe podwórko. Po kilku kwadransach podkreślonych serdecznymi życzeniami zaryczały klaksony i rozpoczął się sprawny odwrót. Najdłuższą drogę miał przed sobą Karol Borucki, lecz podobnie do pozostałych niebawem znalazł się szczęśliwie w domu. Trzeba wyraźnie ująć, że ten dzień szczególnie zapisał się w naszej pamięci tym bardziej, że spędziliśmy czas zgodnie z mottem 'przyjaciele dla przyjaciół'...

Parada Graczykowskich Polter u Pawła

02.10.2008
Liczni husarze obecni na dzisiejszym klubowym spotkaniu łaskawie zaakceptowali nowe maszyny dwóch młodych motocyklistów. Wojtek Kotlarski pokłonił się wraz Yamahą Venture w niespotykanym krokodylowym malowaniu. Maciej Wichrzyński nie posiadał się z dumy dosiadając przed tak szanownym gremium swojego piaskowego Kawasaki VN 1600 Classic. Nic dziwnego, bo klan Kawasaki zawsze był solą w oku dla pozostałych :-) Życzymy Wam wielu wrażeń na bezpiecznych i szerokich trasach. Wracajcie szczęśliwie do domów tyle razy, ile razy wyruszycie ku motocyklowej przygodzie!

27.09.2008
"Nieznanym" okazały się tej soboty Międzyzdroje! Do nadmorskiego kurortu(?) podążyli Rafał Bartoś, Paweł Dahlke, Jurek Kozera, Jarek Lelewski i Robert Pauszek. Jacek Kwiatkowski w ostatniej chwili musiał zrezygnować z wyjazdu. Do składu zasadniczej grupy w Kołobrzegu dołączyli maruderzy Karol Borucki i Artur Golasa. No, ale jak ma się taaakie 'krokodyle', to swoje w korkach odstać trzeba i już! Nie są, jak na razie znane szczegóły wizyty w mieście sław polskiego kina. Niemniej należy sądzić, że każdy z husarzy przyłożył swoją dłoń (bez rękawicy) do odcisku największego ekranowego twardziela czyli Bogusia Lindy na Promenadzie Gwiazd. Nie mogło być inaczej - hi, hi, hi... Bo husarze to także twardziele, a nie jakieś tam "betanki". Może któryś zlituje się nad ciekawością nieobecnych i podeśle jaką relację?

Promenada Gwiazd Nasi w Międzyzdrojach

20.09.2008
Pojechała Husaria na zakończenie do Osieka! W samo południe pod Barem nad Zalewem zebrało się kilkunastu husarzy i wespół ruszyli najpierw do Chodzieży. Miny trochę im zrzedły, gdy zobaczyli rynek pustkami świecący... na chwilę tylko. Zanim wyłączyli silniki wjechała chorągiew chodzieska i dalej mykneli do Szamocina na spotkanie z ekipą budzyńską. Powitanie trwało krótko i niebawem w komplecie zjawiliśmy się na rynku w Wyrzysku skąd po godzinnych wiwatach kawalkada ruszyła w paradę. Jej epilog miał miejsce w Osieku, w bazie SKR i jednocześnie siedzibie Old Wings. Takiego przyjęcia się nie spodziewaliśmy - każdy otrzymał 'kartę wstępu' na wydzielony i przygotowany teren imprezy. Parowała grochówka, bigos i pyszna kiełbasa. Dymiły grille z mięsiwem, a stoły uginały pod flaszkami napojów i domowych słodkości. Tego było trzeba zgłodniałym i nieco zdrożonym motocyklistom w liczbie ok. 250 i dla żadnego z nich nie zabrakło miejsca! Po kulinarnym wstępie zaczęła się zabawa przy świetnej muzyce. W licznych konkurencjach zmagali się m.in. Jawersi z Husarią i gospodarzami, a była ich moc i jedna zabawniejsza od drugiej. Żaden z zawodników nie odszedł bez nagrody lub upominku co zapewnili hojni sponsorzy. Obok na placu palono gumę, strzelano z gaźników i ujeżdżano maszyny. Oj działo się! W niezwykle przyjacielskiej i serdecznej atmosferze kolejne kwadranse mijały, jakby z bicza strzelał. Nikomu niczego nie brakowało łącznie z budką Toy-Toy na uboczu. Tak dobrej atmosfery i perfekcyjnej organizacji inni mogą pozazdrościć. Ubawiliśmy się setnie, zaspokoiliśmy głód i pragnienie, co musiało przełożyć się na wyśmienity klimat spotkania. Tym bardziej, że do kompletu pogoda także dopisała. Przyjaciele z Osieka zbierali zasłużone podziękowania kwitując skromnie, że niewiele trzeba dla dobrej zabawy. Wystarczy chcieć... Chcieli i dlatego zakończenie w Osieku będziemy pamiętać długo, jako wydarzenie z klasą!

17.09.2008
Wzięliśmy udział w ceremonii pogrzebowej zmarłego tragicznie motocyklisty Zbigniewa Obszarskiego z Piły. Zgodnie z naszymi sumieniami i życzeniem pani Ewy Obszarskiej, motocykliści przybyli dużą liczbą na ostatnie pożegnanie. Po mszy św. w kościele przejechaliśmy na Cmentarz Komunalny. Tam wśród Rodziny, przyjaciół i kolegów, w asyście motocyklistów i ich maszyn odprowadziliśmy prochy Zmarłego na miejsce spoczynku. Ksiądz Arnold Zimnicki przemawiając nad grobem starał się słowem wesprzeć Rodzinę oraz przybyłych wskazując za Ewangelią, że ta przedwczesna śmierć jest jedynie odcinkiem drogi do przebycia. Dla odchodzących już zakończonym, a dla pozostałych wskazówką i przestrogą...

15.09.2008
My tu sobie gadu-gadu, a pod bokiem rośnie nam wskaźnik popularności. Wczesnym rankiem zatelefonował Marek "Nullek" Matysik - nasz przyjaciel z Wolsztyna. Nullek brał udział w IV Branżowym Zlocie Motocyklowym Motobud 2008, który odbył się w dn. 12-14.09. w Dobieszkowie k. Łodzi. Pojechał tam swoim przecudnej urody, czarnym Kawasaki VN800 Drifter w wersji custom, obleczony w klubową koszulkę... Husarii.
Kolejnym dowodem wzrostu wskaźnika, aczkolwiek nieco inaczej były cierpkie uwagi, jakich nie szczędzono nam za wczorajszy 'koncert' urządzony podczas występu Maryli Rodowicz. Niestety - publiczności nie w smak były porykiwania kilku husarskich silników umiłowanych przez swoich właścicieli. Wbrew oczekiwaniom fani piosenkarki woleli posłuchać jej przebojów, niż docenić te wszystkie Cobry, Highway Hawki i podobne wynalazki.
Popularności miało nam przysporzyć graffiti przedstawiające nazwę Klubu i adres strony internetowej umieszczone na reklamie baru przy obwodnicy - drodze krajowej 10. Husaria zapewnia zainteresowanych, że nie ma nic wspólnego z tymi bazgrołami. Ubolewamy nad incydentem będąc przekonani o rozsądku i życzliwości zdecydowanej większości motocyklistów...

13-14.09.2008
Godzinę przed sobotnim południem na miejsce startu 'w nieznane' dotarło 5 husarzy. Marian Jędrzejaszek, Marian Frank, Maciej Pakiet, Wojtek Skowroński i Maciej Wichrzyński (puszką!) przez dobrą chwilę wymieniali poglądy n/t pogody i temu podobne istotne tematy. Następnie trzej pierwsi ruszyli wspólnie ku przygodzie. Wojtek, jak na skarbnika przystało pojechał liczyć składki, a Maciej na ślub swoim Jaguarem. Innej klubowej aktywności tego dnia nie zarejestrowano...
Niedziela dopisała chłodną lecz słoneczną pogodą, co zachęciło niektórych do udziału w koncercie Maryli Rodowicz. Zgodnie z planem przed Pilskim Domem Kultury pojawiła się grupa w składzie: Rafał Bartoś z żoną, Marian Jędrzejaszek, Wojtek Kotlarski, Jurek Kozera, Jarek Lelewski, Maciej Pakiet z córką, Jarek Pawłowski, Marek Promiński, Roman Sendal, Jacek Sokołowski, Wojtek Skowroński, Maciej Wichrzyński, Jacek Wojciechowski oraz przyjaciele Jarek "Motur" Grzegorczyk i Mateusz Adamuszewski z Martą Ponichtera. Wspólnie dotarli na stadion Polonii przy ul. Bydgoskiej, gdzie dojechał spóźniony Jurek Kozera i w oczekiwaniu na występ zabijali czas w wesołym miasteczku. Kilku z nich zaprezentowało swój temperament na torowisku elektrycznych samochodzików. Prym wiódł oczywiście Jarek Lelewski, któremu nie ustępował Jacek Kwiatkowski z Romanem, młodszym Wojtkiem i Markiem. Trzeba było widzieć diaboliczną minę Lelka biorącego ciasne zakręty, żeby przywalić znienacka innemu! Zresztą zobaczcie to sami... Radość na ich twarzach dowodziła, że mężczyźni to naprawdę duże dzieci, które (być może) kiedyś dorosną.

Lelek (lat 7) Romek (lat 9)

Piosenkarka weszła na scenę punktualnie i - jak zwykle dała czadu! Było trochę starszych przebojów, trochę nowości - jednak na dobrym poziomie, które publiczność nagrodziła brawami. Pod koniec dotarł do grupy Paweł Dahlke. Było już ciemno i przenikliwie zimno, kiedy wracaliśmy nasłuchawszy się Maryli do syta...
14.09.2008

10.09.2008
W trakcie przeglądania www.onet.pl w dziale Kluby Motocyklowe można znaleźć informację o Husarii opatrzoną 4 gwiazdkami na 5 możliwych. Trudno określić, jaką rangę wyznaczają nam te symbole, niemniej to bardzo sympatyczne...

06.09.2008
Rafał Bartoś, Artur Golasa, Leszek Graczykowski, Marian Jędrzejaszek, Jacek Kwiatkowski, Jarek Lelewski, Zenek Siewierski i Arnold Zimnicki pojechali do Malborka pochylić czoła przed dumnym gotykiem siedziby Wielkich Mistrzów Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. W samym mieście dopadł grupę Karol Borucki z Bartoszem, którzy nie odpuścili atrakcyjnemu wyjazdowi. Po zakamarkach zamku oprowadzała ich pani Kasia wzbudzając podziw dla swojej wiedzy historycznej i nie tylko... Husarze zafascynowani niebanalną osobowością pani Przewodnik zażądali bezzwłocznego umieszczenia niniejszej informacji w naszym serwisie. Zostało to uczynione przenosząc na nich ciężar odpowiedzialności wobec rodzin, a husarskich żon w szczególności. Niedosyt krzyżackich atrakcji spowodował wizytę na zamku w Gniewie, gdzie Zenek nieomal nie postradał wolności uwięziony w żelaznej pułapce. Nasi wzmocnieni lokalną jazdą wyswobodzili nieszczęśnika i na nocleg w Krynicy Morskiej dotarli w komplecie. Niestety, nocnych wydarzeń nie doświadczył Karol z synem, gdyż musieli wracać do domu jeszcze tego samego wieczora. Być może doczekamy się szczegółowej relacji...

03.09.2008
Odbyła się skromna inauguracja zajęć na sali gimnastycznej Zespołu Szkół Salezjańskich w Pile. Punktualnie o 20:00 na parkiecie spotkali się: Rafał Bartoś, Karol Borucki, Artur Golasa, Mirek Gracz, Marian Jędrzejaszek, Jurek Kozera, Jarek Lelewski, Robert Pauszek, Wojtek Skowroński i Mariusz Ukleja. Czuwał nad nimi Arnold Zimnicki, by w zapale sportowych zmagań nie zrobili sobie krzywdy. Pierwsze zajęcia poświęcone były w całości halowej piłce nożnej i trzeba przyznać, że drużyna Lelka, Artura, Mariusza, Rafała i Karola rozprawiła się z przeciwnikami wynikiem dwucyfrowym! Do 21:30 pot lał się strumieniami, emocje wibrowały w powietrzu, a płuca zawodników świszczały od wysiłku. Aha - Karol przyjechał oczywiście motocyklem, choć burza była tuż - tuż... To jest dopiero twardziel!

31.08.2008
W niedzielne popołudnie dwójce husarzy Wojtkowi Skowrońskiemu i Maciejowi Wichrzyńskiemu pojechało się do Drawieńskiego Parku Narodowego. Niedaleko Gostomi dogonił ich przypadkiem Piotr Dudziński, który mimo innych planów zdecydował się pojechać razem. Najpierw popatrzyli na pamiątkowy obelisk z czasów I wojny św. w Dzwonowie za Człopą, a potem ruszyli prosto do Dłuska (niem. Gramswalde) zwiedzić dobrze zachowane ruiny pałacu w parkowym starodrzewiu. W czasie postoju Piotr obrał jednak kierunek na Tuczno, a pozostała dwójka pojechała przez Szczuczarz (Zützer), Stare Osieczno (Hohzeit) z zabytkowym, oktagonalnym kościółkiem z II połowy XIX w. na wzgórzu i dalej wzdłuż Drawy do Kamiennej k. Głuska. Znajduje się tam elektrownia wodna, będąca wysokiej klasy zabytkiem techniki o randze europejskiej. Zbudowana w XIX w. jako jedna z pierwszych w Europie bez większych zmian funkcjonuje po dziś dzień. Wracając podziwiali piękne zbocza doliny Drawy wijącej się równolegle do leśnej drogi. Dalszym etapem był Mierzęcin k. Dobiegniewa. Wieś została założona około połowy XIV w. przez niemieckiego rycerza Woldera. Gniazdem dla rodziny von Waldow, linii Hammer Berstein stał się Mehrethin od 1721 roku. Wówczas folwark z kilkuset hektarami kupił Sigismund. Jego grób i małżonki Ulli leży w końcu pałacowej alei z napisem: "Die liebe höret nimmer auf" (Miłość nigdy nie ustaje). W czasie wojny pałac i zabudowania nie zostały zburzone. Do lat dziewięćdziesiątych właścicielem dóbr był PGR, który doprowadził posiadłość do ruiny. W 1998 roku kupiła je spółka, której właścicielami są Piotr Nowakowski i Piotr Olewiński. Pałac i folwark po latach powstał z ruin, a jego renowacja była wielokrotnie nagradzana wyróżnieniami Generalnego Konserwatora Zabytków za kunszt pracy konserwatorskiej. Dziś służy, jako centrum hotelowe, rekreacyjne i konferencyjne. Po całodziennych atrakcjach czas było jechać do domu i zanim zapadł zmrok husarze wrócili do Piły czując na plecach wczesnojesienny chłód.

30.08.2008
Pojechaliśmy w 18 maszyn do Mirosławca, by wziąć udział w Festynie Lotniczym zorganizowanym przez dowództwo 12 Bazy Lotniczej wraz ze Stowarzyszeniem Rodzina Wojskowa i Urzędem Miasta w Mirosławcu. Z Piły ruszyła część motocyklistów: Rafał Bartoś, Karol Borucki, Marian Frank, Marian Jędrzejaszek, Konrad Jutrzenka, Artur Golasa, Jarek Lelewski, Paweł Dahlke, Maciej Sikorski, Wojtek Skowroński, Maciej i Michał Wichrzyńscy oraz Jarek 'Motur' Grzegorczyk. W Wałczu spotkaliśmy pozostałych: Leszka Graczykowskiego z Grażynką, Jarka Koczarę i Romana Sendala. W ich gronie czekał nasz sympatyk, jednocześnie uczestnik husarskiego Forum - Andrzej Zduńczuk z Drawna. Wjazd oraz postój na płycie lotniska były precyzyjnie koordynowane przez podoficera dyżurnego. Tegoroczna impreza została zdecydowanie lepiej przygotowana w stosunku do zeszłego roku. Należy podkreślić rozmach i różnorodność programu oraz otwartość w prezentowaniu sprzętu wojskowego. Mowa także o najnowszej generacji, jak myśliwiec F-16 czy nieco starszy Su-22 razem z uzbrojeniem bojowym. Na wyróżnienie zasługiwało dobrze przygotowane zaplecze żywieniowe. W pierwszej fazie stanowiliśmy większą atrakcję od tych przygotowanych przez organizatorów. Gościliśmy w naszym gronie panią Burmistrz Mirosławca oraz kadrę oficerską Bazy z dowódcą panem płk pil. mgr inż. Wojciechem Pikułą z rodzinami. Najwięcej zajęcia miał Karol Borucki, który dostarczył adrenaliny m.in. Pani Burmistrz oraz Dowódcy Bazy podczas przejażdżek po płycie lotniska. Niemniej płk. Pikuła stwierdził, że w samolocie osiąga nieco większe przyśpieszenie, co Karol skwitował uniesieniem brwi... Obejrzeliśmy prezentowany sprzęt tj. różnorodne aparaty powietrzne służące wojsku, policji oraz straży granicznej. Wrażenie wywarł pokaz akcji jednostki antyterrorystycznej ilustrowany palbą strzałów z broni ręcznej. Na estradzie odbywały się występy zespołów muzycznych i wojskowej orkiestry dętej. Cały czas w powietrze startowały i dokonywały różnych ewolucji małe samoloty, z których część lata na codzień w ramach Aeroklubu Ziemii Pilskiej. Do jednej z maszyn - śmigłowca zapakowali się Karol Borucki, Jarek Koczara i Roman Sendal. Chłopaki podzielili swój dobytek na wypadek nieszczęśliwego lądowania i polecieli! Wrócili szczęśliwie... Spośród innych motocyklistów spotkaliśmy Rafała Brodę poznanego wcześniej w Tucznie, który przyprowadził ze zlotu w Złocieńcu grupę przyjaciół ze Szczecinka oraz Joasię "samsung" Sienkiewicz. Sprzyjali nam uśmiechnięci mirosławianie różnej płci i wieku, a nasi mieli pełne ręce roboty przewożąc chętnych po gładkiej nawierzchni lotniska. Marian Jędrzejaszek wyszedł naprzeciw propozycji pani Burmistrz oraz dowódcy 12 Bazy, by obecność Husarii na Festynie Lotniczym wpisała się na stałe w ramy imprezy. Od przyszłego roku będziemy więc jedną z atrakcji tego niecodziennego w naszym regionie powietrznego widowiska. Przyjemności było sporo, lecz czas pogonił nas dalej. Podzieliliśmy się na dwie grupy - jedna pojechała nad morze posmakować letniej rybki i wrócili przez Połczyn Zdrój i Czaplinek. Druga grupa udała się do Złocieńca odwiedzić motocyklistów na dorocznym Zlocie. Zorganizowano go pokazowo na tzw. Patelni i naliczyliśmy dobrych klikuset bikerów. Spośród naszych zastaliśmy Karola Ukleję oraz pokaźną grupę Sokołów z Budzynia, którzy koczowali w namiotach od początku imprezy. Pogoda dopisywała i na obszernym terenie malowniczo położonym nad jeziorem naprawdę dużo się działo. Po szczegóły odsyłamy jednak do relacji uczestników np. na Forum Motocyklistów. Wracając posilili się - co oczywista - "U Sternika", gdzie dają jeść dużo i dobrze choć średnio tanio!

29.08.2008
Zgodnie z zapowiedzią Marek Dworakowski, Andrzej i Jarek Trojanowscy wyruszyli na start Rajdu Katyńskiego. Uczestnicy byli uroczyście żegnani w Poznaniu i Warszawie. Trasa Rajdu powiedzie m.in. przez Ostaszkowo, Katyń, Kozielsk, Kamieniec Podolski, Wilno, Moskwę, Kijów i Lwów. Była impreza w ambasadzie Kanady, nocleg pod Świątynią Opatrzności i uroczystość przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Deszcz ich nie oszczędzał, dzięki czemu poznali słabe strony ubrań motocyklowych. Kto żałuje, że w tym roku się nie wybrał, ma szansę wyjechać w przyszły piątek 05.09. do Kijowa i wrócić z rajdowiczami do Polski (od nas pojadą 3 motocykle). Ewentualny kontakt do Marka Dworakowskiego tel. 608498826.


27.08.2008
Przyszła dzisiaj odpowiedź pana Starosty Pilskiego na interwencję, którą podjęliśmy w sprawie funkcjonowania w naszym mieście drogowej sygnalizacji świetlnej sterowanej za pomocą tzw. pętli indukcyjnej. Od czasu zainstalowania sygnalizacji tego typu motocykliści zwracali uwagę na brak reakcji urządzenia na obecność jednośladów w obrębie działania czujnika indukcyjnego. Kierując się wspólnym interesem skierowaliśmy do Starostwa pismo, w którym zwróciliśmy uwagę na problemy bezpiecznego i równoprawnego korzystania z dróg zarządzanych przez instytucje powiatowe. W dzisiejszej odpowiedzi pan Starosta wystąpił do poznańskiego Oddziału GDDKiA z wnioskiem o rozpatrzenie problemu niedostosowania sygnalizacji dla potrzeb jednośladów. Młyny urzędnicze zaczęły mielić; poczekamy i zobaczymy...

Od organizatora p. Leszka Antczaka otrzymaliśmy sympatyczne zaproszenie na Zlot Motocyklowy w Płocku będący częścią większej imprezy pn. Płock Cover Festiwal. Odbędzie się on w dn. 6-7 września na plaży i bulwarach nadwiślańskich.

Nadeszła pisemna rezygnacja z członkostwa Klubu od Bartosza Wichra ze względu na naukę połączoną z pracą i zajęciami sportowymi. Bartek układa sobie życie, w którym na razie zabrakło miejsca na Husarię. Jego taktowna rezygnacja, aczkolwiek jest smutnym wydarzeniem dla pozostałych członków, niech zaowocuje powodzeniem w sprawach osobistych. Szerokości Bartku!

23-24.08.2008
W sobotę 23.08. nasi podjęli wypad do Grodziska Wielkopolskiego, lecz nie dojechali. Maciej Pakiet i Wojtek Skowroński ruszyli w południe na grodziską imprezę, umówieni wcześniej z Markiem Dworakowskim i Jackiem Kwiatkowskim w Chodzieży. Również im pogoda pomieszała szyki. Między Ujściem i Chodzieżą pierwsza fala gwałtownych opadów spowolniła dwójkę husarzy, lecz następna jeszcze bardziej rzęsista nie dała szansy na kontynuowanie bezpiecznej jazdy. Przemoczeni wrócili do domów mocno niezadowoleni, a zmienna pogoda dobiła ich nastroje, kiedy około godz. 15:00 tegoż dnia niebo wypogodziło się, deszcze ustały i nawet wzeszło słońce. Cóż - i tak bywa...
Niemniej Marek Dworakowski nie dał za wygraną i korzystając z przerwy w opadach do Grodziska jednak dojechał! Poniżej dowody...

Rafał i Piotrek Wiesia i Marek

Niedziela 24.08. obudziła nas raczej dobrą aurą stąd pomysł, by wybrać się ponownie do Tuczna i w jego okolice. Zachęceni przez kolegów z Trzcianki pojechali Wojtek Kotlarski, Wojtek Skowroński i Maciej Wichrzyński. U stóp gościńca 'Dobrawa' spotkali się z Józkiem Narelem i razem postanowili poczekać na ekipę trzcianecką z 'Batmanem' na czele. Nie doczekali jednak, lecz zaprosili do kompani przypadkowego jeźdżca, który kręcił kółka po mieście. Był nim Rafał "Raffi' Broda ze Szczecinka, podróżujący Drag Starem 650. Razem pojechali zlustrować potencjalne miejsce na zloty lub spotkania motocyklistów, które wskazał Józek nieopodal Tuczna. Położona w okolicach miejscowości Martew, dobrze utrzymana stanica harcerska może być idealnym miejscem na nasze imprezy. Skromne, ale wystarczające zaplecze bytowo-sanitarne położone w lesie, w sąsiedztwie jeziora zagospodarowanego pomostem czeka na pomysły! W pięć maszyn zjechaliśmy kawałek trasy, poczym Józek ruszył do swoich obowiązków, natomiast reszta myknęła do Strzalin na Wisielczą Górę. Po spenetrowaniu kilkuset metrów podziemnych korytarzy wyszliśmy na światło dzienne i... o dziwo - spotkaliśmy Tomka 'Batmana' Boguckiego z Trzcianki, który jednak przyjechał, lecz samochodem z dwojgiem przyjaciół. Nie był to koniec niespodziewanych spotkań, bowiem za chwilę do baru przy plaży jeziora miejskiego dobił Piotr Dudziński. Postanowili zjeść conieco, lecz w drodze do michy Rafał zgubił zapasowy kask, który nie wiedzieć kiedy i jak odpiął się od bagażnika. Wspólne poszukiwania niestety, nie przyniosły skutku i kiedy 'Raffi' je kontynuował, reszta zgodnie z planami spożyła posiłek. W jego trakcie doszlusował Jacek Kwiatkowski i tak poszerzonym składem, razem z niepocieszonym Rafałem ruszyli do Kępy Krajeńskiej ku opisywanemu wcześniej mostowi kolejowemu. Pół godziny spędzonej na spacerze ażurem dziurawych podkładów zawieszonym 30 metrów nad ziemią dostarczyło wielu wrażeń. Powrót przez Płociczno i Zdbowo doprowadził na 'magiczną górę' w okolicach Rutwicy, gdzie przestają działać prawa fizyki. Doświadczyli tego na własnej skórze i po krótkiej rozmowie z grupą krzyskich i wieleńskich motocyklistów pomknęli do Wałcza. Tam, podczas degustacji najsłynniejszych w okolicy kręconych lodów napotkali Janusza Maćkowiaka i wspólnie wpadli do guru wałeckich bikerów czyli 'Wodza'. Przywitali gospodarza, pocałowali harleya w czarną tablicę, 'przybili piątkę' na pożegnanie i rozjechali się każdy do siebie. Miły i przyjemny dzień w siodłach... Jeździli również Rafał Bartoś, Marian Jędrzejaszek i Jarek Lelewski, którzy za kierunek obrali Lubasz i przy okazji odwiedzili Romana Sendala :-)

22.08.2008
Husaria wzięła udział w Festynie Wiejskim w Kłębowcu k. Wałcza. Przyjęliśmy zaproszenie organizatorów i z zadowoleniem braliśmy udział oraz obserwowaliśmy atrakcje przygotowane przez lokalną społeczność. Festyn był wznowieniem imprezy, która podobnie do naszych planów tydzień wcześniej została odwołana z powodu fatalnej pogody. Odbywał się na terenach zdewastowanego parku przypałacowego, w okolicach ruin będących niegdyś okazałą rodzinną siedzibą lokalnych feudałów, a przy okazji rycerzy rabusiów (Raubrittern) z rodu von Goltz (Golców). Bliskość okazałych resztek XVIII wiecznego obiektu malowniczo towarzyszyła tłumowi zebranych uczestników.
Z Nakła przyjechał Karol Borucki i Roman Sendal z Lubasza - ich niezawodność, dynamika i poświęcenie warte są podkreślenia. Placu dotrzymali również Marian Frank, Lech Graczykowski, Marian Jędrzejaszek, Jarek Koczara, Wojtek Kotlarski, Jurek Kozera, Jacek Kwiatkowski, Jarek Lelewski, Maciej Pakiet, Zenek Siewierski, Wojtek Skowroński, Maciej Wichrzyński, Karol Wiśniewski i Arnold Zimnicki. Kłębowczanie mieli okazję podziwiać nasze maszyny, zrobić sobie zdjęcia i wyjaśniać kwestie dotyczące motoryzacji. My posmakowaliśmy delikatesów przygotowanych przez Koło Gospodyń oraz wsparliśmy loterię fantową. Ekipa wróciła przez Jastrowie do Piły, po drodze doświadczając nieprzyjemnej przygody z wyprzedzającym kierowcą-bandytą w Audi, który niebezpiecznie wjechał w naszą kolumnę. Pomimo wszystko wrócili cało i bezpiecznie do domów.

21.08.2008
Tak licznej frekwencji na spotkaniu klubowym, jak dzisiejszego czwartku nie notowaliśmy od dawna! Przyjechało 21 motocyklistów, a więc prawie połowa obecnych na styczniowym Walnym Zebraniu. Zaskoczenie wywołali Zbyszek Galus i Marian Jędrzejaszek przybyli na zupełnie innych 'krokodylach', jak te maszyny, którymi jeżdżą na codzień... Marian - zdziwił nieco mniej, ale Zbyszek prowadzący zwykle Yamahę FZR, tym razem na power cruiser Yamaha 1300 ccm, to było coś!

16.08.2008
Ze względu na niepogodę odwołaliśmy wyjazd do Bornego Sulinowa oraz Samborska. Koledzy, którzy od piątku byli już w Bornem pozostali do końca dzieląc z wszystkimi uczestnikami zlotowy czas spędzany także w deszczu. Niemniej, kto pojechał i został ten nie żałował.

9.08.2008
Spod Baru nad Zalewem niemal w samo południe, w kierunku Wałcza ruszyła kawalkada jeźdźców: Wojtek Kotlarski, Jarek Lelewski i Piotr Dudziński. Podczas przejazdu przez miasto jej liczebność zmalała, gdyż Lelek dopuścił się ewidentnej secesji przechodząc na stronę Zenka Siewierskiego. Odszczepieńcy udali się razem w bliżej nieznanym kierunku i celu, natomiast trzon grupy pojechał do Tuczna. Zabrakło jednak czasu na spotkanie z tajemniczymi siłami w Rutwicy, więc pojechali prosto pod zamek Wedlów. Tam odebrał ich Józek Narel i oprowadził po mieście pokazując to i owo. Posilili się przy plaży i ruszyli do pobliskich Strzalin zwiedzić resztki umocnień pozostałych po II wojnie. Są to częsciowo zrujnowane obiekty architektury militarnej porażające wielkością i tajemniczością. W dużej mierze zniszczone przez samych Niemców oraz Rosjan, którzy zdobywali je w 1945 r. Potem gospodarz ujawnił im sekret prowadząc w kierunku Mirosławca przez wsie Wrzosy, Rzeczycę, Jeziorki do Kępy Krajeńskiej. Tam oczom motocyklistów ukazał się przepiękny most, z którego (zdaniem Wojtka Kotlarskiego) naszego klubowego fotografa nie spędziłby nikt przez conajmniej godzinę. Wysoka na około 30 m, ceglano-kamienno-stalowa konstrukcja mostu kolejowego zbudowanego przez Niemców jest imponującym przykładem rozwiązań komunikacyjnych ówczesnych mieszkańców pogranicza. Jego lokalizacja w tak mało istotnym miejscu miała prawdopodobnie znaczenie strategiczne, jako alternatywny szlak transportowy z- i do centrum Rzeszy. Podobnych budowli na kierunku zachód-północ-zachód od Piły jest znacznie więcej, lecz ta jest jedną z większych. Husarze z zapasem wrażeń wracali przez Tuczno do Piły nakręcając przy prawie bezdeszczowej pogodzie ok. 180 km asfaltu. Może to zakrawać na czepialstwo, lecz pod rozwagę pozostałych Kolegów należy wziąć wprowadzenie ograniczeń wielkości grup udajacych się w ramach klubowych wycieczek. Tak 'wysoka' frekwencja, jak podczas tego wyjazdu wymaga zabiegów logistycznych niewspółmiernych do indywidualnych, spektakularnych i z pewnością niebanalnych jazd na rybkę do Mielna.

most 1 most 2
most 3 most 4


7.08.2008
Spotkanie w Klubie, jak to spotkanie... Niemniej należy podkreślić liczniejszą, niż zazwyczaj obecność motocyklistów oraz dwóch nowych sympatyków Macieja Pakieta z Piły na Hondzie Varadero (Lelek - uważaj na konkurencję!) oraz Józka Narela z Tuczna na Hondzie Shadow. Tak a propos - rozrastają się nam 'rodzinne' klany BMW, Honda i Yamaha natomiast Kawasaki jest w fazie zaniku, choć mocno akcentowany przez VN 2000 od Karola Uklei... Józek zaproponował sobotni wyjazd do siebie, czyli do Tuczna połączony z małym conieco.

1-3.08.2008
Byliśmy na 'Płonącym Party' w Debrznie i jesteśmy po raz kolejny bardzo zadowoleni z imprezy zorganizowanej przez krajeńskich Kolegów. Karol Borucki z Bartoszem, Paweł Dahlke, Marian Frank, 'Jawa', Wojtek Kotlarski, Janusz Maćkowiak z rodziną, Robert Pauszek, Karol, Maciej oraz Mariusz Uklejowie i Maciej Wichrzyński też z rodziną w różnym czasie, ale w jednym miejscu znaleźli się w maglu zlotowych wydarzeń. Doskonała organizacja i pyszny klimat, nie mówiąc o kapryśnej (jak zwykle) pogodzie sprzyjały miłej komitywie uczestników. Nie można było narzekać na dobrą paszę i picie w wystarczających ilościach, choć niektórzy o dziwnych porach podejmowali wyprawy zaopatrzeniowe do Debrzna. Długo by rozprawiać o następujących po sobie zdarzeniach i najlepiej zrobią to fotografie, które lada chwila udokumentują te niezwykłe chwile. Nie zabrakło spalenia puszki, zakopywania tylnych osi, obiecanych dziewczęcych swawoli w rytm dobrej muzyki. Nie było, niestety 'palenia rowa' w wykonaniu Rumcajsa, który latoś nie dojechał... Niemniej 'mistrz' miał tego roku godnych uczniów, którzy zapewnili właściwą atmosferę nocą i dniem, nad jeziorem i w mieście. Jeszcze raz należy podkreślić fakt dobrej, zlotowej zabawy, jaką tylko 'Płonące Wały' mogą zapewnić. Niestety, nie obyło się bez nieprzewidzianego i tragicznego zdarzenia, jakie dotknęło ze skutkiem śmiertelnym jednego ze zlotowiczów. Michał Mikitowicz 'Miki' z Wronek - jeden z tych, którzy swoją niebagatelną osobowością ubarwiali przez lata zlotowe spotkania nie zjawi się już nigdy nad debrzeńskim jeziorem...
Zwraca uwagę całkowicie autorska galeria zdjęć ze Zlotu wykonanych przez Macieja Wichrzyńskiego. Podobnie Jacek Kwiatkowski z galerią z Polanowa obaj Koledzy debiutują na naszej stronie z materiałem dobrym technicznie i artystycznie. Gratulujemy!

31.07.2008
Powróciła wyprawa z Rumunii! Co prawda, część uczestników wróciła nieco wcześniej, niż jej zasadnicza grupa. Niemniej dopóki nie zjawił się ostatni motocyklista, wyprawa cały czas trwała. Zmęczony i zdrożony Marian Jędrzejaszek pojawił się wieczorem w Klubie prosto z drogi prezentując siebie i maszynę w zakurzonej okazałości. Finis coronat opus!

26.07.2008
Odbył się wyjazd do Opalenicy. Husarze wyruszyli rano z parkingu na al. Poznańskiej i w Brzeźnie natknęli się na Janusza Maćkowiaka i Gienia Belaka z Anią Kwiatkowską, jako 'plecaczkiem'. Po chwili dołączyli: Rafał Bieniek z Trzcianki, Sławek Braun z Gębic, Marian Bugała, Rafał i Ola Markowscy z Brzeźna oraz Andrzej i Magda Mikołajczak z Wielenia - członkowie Stowarzyszenia Storm Riders. Na miejsce, do Ośrodka Wystawienniczego w Sielinku dotarli ok. 11:00 będąc jednymi z pierwszych przybyłych. Zostali oznakowani opaskami i pobrano wjazdowe obejmujące paszę i blachę pamiątkową. Coraz to dojeżdżali kolejni motocykliści i plac parkingowy oraz pole namiotowe powoli się zapełniały. Zawarli znajomości z organizatorami, popatrzyli, pojedli i popili. Drobnym dysonansem był... brak choćby makiety motocykla 'Lech', który miał stanowić zasadniczą oś Zlotu. Owszem - tu i ówdzie ogłaszano zamiary odkupienia lub wypożyczenia elementów zabytkowej maszyny, lecz na tym się skończyło. Zdaniem naszych było to zaniedbanie, gdyż uczestnikom, a szczególnie tym, którzy po raz pierwszy odwiedzili Sielinko należały się bardziej namacalne artefakty, jak tylko kopia prospektu reklamowego spółki 'Lech' zamieszczonego sumptem poznańskiego 'Kupca' w 1929 r. Niemniej atmosfera zlotowa była odjazdowa, co dokumentują zdjęcia w galerii. Charakterystyczny dla motocyklowych imprez wiejski pejzaż co chwila wypełniał się oryginalnymi obrazkami. A to charakterystyczni ludzie, innym razem niezwykłe maszyny lub osobliwe sytuacje. Trzeba podkreslić, że amazonki były wyraźnie dostrzegalne i wigorem za kierownicą nie ustępowały mężczyznom. O godz. 14:00 odbyła się parada kilkuset maszyn po okolicy, w której nasi nie wzięli jednak udziału ze względu na zaplanowany powrót do domu. Janusz z Anią i Gienkiem mieli wracać nieco później jeszcze tego samego dnia, a pozostali towarzysze wspólnej podróży zostali do niedzieli. Husarze - obydwa Maćki tj. Wichrzyński i Sikorski z Wojtkiem Skowrońskim przez Buk, Stęszew, Puszczykówko i Poznań wrócili wieczorem do domów. Wycieczka udana, choć upalny dzień mocno dawał się we znaki do tego stopnia, że wbrew bezpieczeństwu dotarli do Podanina k. Chodzieży w samych koszulkach.
Także Karol wyruszył w zaplanowaną trasę na Mazury, lecz z braku kompanii tylko w towarzystwie syna Bartosza. Czekamy na ciekawe relacje zarówno Karola, jak innych Kolegów, którzy nie utrzymali tego weekendu maszyn w garażu.

20.07.2008
Dzisiejszego dnia udało się ruszyć na Dobiegniew! Zwartą grupę stanowili Karol Borucki z Bartoszem, Artur Golasa z Karoliną, Wojtek Kotlarski, Wojtek Skowroński i Maciej Wichrzyński. Pojechali zgodnie z planem przez Mirosławiec, lecz spotkało ich rozczarowanie pod zamkniętymi drzwiami tutejszego muzeum walk na Wale Pomorskim. Podobnie było w kolorowym domku, którego historia jest równie kiczowata, jak sam wygląd. Niemniej to lokalna atrakcja i rodzaj hoteliku służącego miejscowym i przyjezdnym. Przez Kalisz Pomorski, gdzie na planie zrujnowanego pałacu Wedlów powstaje nowoczesna budowla zachowując historyczną nazwę dojechali do Recza. W skromnym miasteczku nad rzeką Iną dotknął ich pierwszy oddech historii w postaci gotyckiego kościoła z XIV w. z zachowaną emporą dla mniszek, która przypomina o żeńskim zakonie cysterek. Ciekawostką jest, że pobyt zakonnic rozpoczęty w XIII w. zakończył się w czasach reformacji, która choć tak blisko, jednak na ziemie polskie już nie dotarła... Jej ogień wypalił się głównie w granicach ówczesnych Niemiec.
Kolejnym miejscem postoju było Choszczno z niemal niewidocznymi dziś śladami po obozie jenieckim z II wojny Oflag II B Arnswalde. W zadośćuczynieniu pamięci pokoleń, mieszkańcy wznieśli w centrum miasta obelisk ku czci ofiar i więźniów obozu. W cieniu dumnych murów XIV w. kościoła zjedli lody, poczym ruszyli dalej w drogę. Jechali, jechali, aż wyłoniła się miejscowość Bierzwnik, a tam... przepyszny klasztor pocysterski, wokół którego trwała inscenizacja walk o Wał Pomorski oraz lokalny festyn z wieloma atrakcjami. Żałowaliby zapewne, gdyby los poprowadził inną drogą, gdyż rozpoznali w 'przebierańcach' m.in. przyjaciół z Budzynia i Chodzieży, którzy na ten czas wcielili się w role wojaków obydwu walczących stron. Waldek, Doniu, Stasiu i inni również nie kryli uśmiechu i zadowolenia ze spotkania. Tymczasem pod murami kościoła i wewnątrz czekało wiele ciekawostek, do których zaliczyć trzeba jarmark dóbr wszelakich z epoki, wystawa archeologiczna i koncert muzyki dawnej. Także tutaj historia rozpoczęła się od wczesnośredniowiecza i rozkwitła w XIII w. wraz z przybyciem cystersów. Choć było miło i ciekawie, a proboszcz łaskawie obdarzył zainteresowaniem i chwilą rozmowy, jednak przed motocyklistami był ciągle 'niezdobyty' Dobiegniew.
Dojechali tuż przed złowrogimi, czarnymi chmurami. Na ich tle wspaniały, gotycki kościół z przyporami prezentował się groźnie i majestatycznie. Tu pożegnali Karola z Bartoszem i Artura z Karoliną jadących do domów. Natomiast reszta udała się śladami kolejnego obozu, tym razem Oflagu II C Woldenberg. Znaleźli go poza miastem i aż trudno było sobie wyobrazić, że na niewielkim obszarze, przez szereg wojennych lat przebywało kilka tysięcy jeńców, w tym m.in. powstańcy warszawscy. Tamże, wśród innych wyzwolonych opuścił obóz Kazimierz Rudzki znany potem, jako aktor m.in. z serialu TV 'Wojna domowa'. Niestety, także tu muzeum było zamknięte... Na pocieszenie chłopcy(?) zjedli w przydrożnym barze co-nieco i ruszyli w drogę powrotną. Już, już mieli opuścić Dobiegniew, kiedy któryś dostrzegł rzędy zacnych, choć zaniedbanych dzisiaj kamieniczek. Ot, takie mieszczańskie cudeńka...
Zanim dotarli do Człopy, we wsi Dzwonowo spotkali Piotra Dudzińskiego na swoim V-Max, który wyjechał im naprzeciw. Ciekawostką tej Bogu ducha winnej wioski jest obelisk stojący przy drodze w otoczeniu dorodnych lip. Ot, masywny pomnik zwieńczony krzyżem, którym niegdysiejsi mieszkańcy uczcili pamięć swoich poległych na wojennych frontach. Lecz kretyństwo i głupota nowych polskich władz nakazały kamieniarzowi usunąć niepolityczne 'Den deutschen Helden', a ów w pocie czoła skrupulatnie polecenie wypełnił... Ale czy można dłutem zamazać wieki historii? Takiego pytania cymbały ludowej władzy już sobie nie zadały, korzystając z dostatnich poniemieckich gospodarstw i dróg ułożonych przez Paulów i Hansów. Nastały bowiem czasy słowiańskich Pawłów i Janów, którzy z trudem odnajdywali się w zwartych i dostatnich murowanych obejściach...
To była ciekawa i kolorowa wycieczka w miłym towarzystwie!

19.07.2008
Rankiem, jeszcze przed 7:00 na miejscu zbiórki pojawili się, jako pierwsi Romek i Wojtek Sendalowie. Do umówionej godziny dojechali wszyscy uczestnicy jednej z grup wyprawy do Rumunii. Odbyła się drobna kosmetyka motocykla Pawła Wieczorka, na którego owiewce spoczęła naklejka Husarii. Potem zrobiliśmy kilka wspólnych fotografii i 'rumuny' pojechali! Skład obydwu grup oraz fotografia odjeżdżających zostały zamieszczone w zakładce Rumunia 2008 na stronie głównej. Dwaj motocykliści Zbyszek Galus z Marceliną oraz Paweł Wojciechowski wyruszą nazajutrz w niedzielę, jednak wszyscy spotkają się na pierwszym noclegu w Muszynie.
Niestety, dzisiejsza wyprawa do Dobiegniewa i Choszczna nie doszła do skutku z powodu deszczu. Jakby na ironię, w godzinę po planowanym wyjeździe zaciągnięte, deszczowe niebo rozpogodziło się, by ustąpić miejsca ciepłej i słonecznej - prawdziwie letniej pogodzie. Wrrrr! Niemniej, dzisiejszy dzień nie został stracony ponieważ Husarze poświęcili nieco czasu na sprzątanie i porządki w Klubie. Jeśli jutrzejszy dzień będzie suchy w porę wyjazdu, nie podarujemy sobie zaplanowanej wycieczki!

13.07.2008
Nasi byli w sobotę 12.07. w Mirosławcu, Wałczu i Zakrzewie. Na miejsce zbiórki dotarli Wojtek Kotlarski, Wojtek Skowroński, Maciej Wichrzyński oraz dwóch kolegów spoza Husarii - Piotr Dudziński i Leszek Szwajkowski. Najpierw odwiedzili obelisk wzniesiony w pobliżu pasa startowego lotniska w Mirosławcu, gdzie w styczniu br. rozbił się samolot z wysoką kadrą dowódczą wojsk lotniczych. Postawili zapalone lampki, jako wyraz pamięci i żalu po ofiarach katastrofy. Duże wrażenie robią niemi świadkowie tamtych wydarzeń - osmalone sosny stojące nieopodal...
Wiedzeni bogatymi planami dotarli na miejscowy cmentarz - kirkut żydowski. Jest to najstarsza na Pomorzu nekropolia wyznawców judaizmu. Dziś pozostał mur, a w jego ramionach kilkanaście zabytkowych macew pochylonych między starodrzewiem. Suma doznanych wrażeń pokierowała husarzy na posiłek, którym uraczyli się 'U Sternika' w Jabłonowie. Zdarzenie, jak inne, gdyby nie pyszne jedzenie - głównie ryby podawane w otoczeniu pełnym zieleni, kwiatów i szumiącej wody. Szczerze polecamy to miejsce tym bardziej, że położone jest na szlaku naszych wycieczek. Motocykliści trafili na sesję zdjęciową młodej pary, do której posłużono się ludźmi i maszynami, a panna młoda z wdziękiem zaprezentowała błękitną podwiązkę. Potem wjazd do Wałcza i wizyta w domu Irka Rejewskiego. Wśród przesympatycznej rodziny Irka i gościnnie Janusza Maćkowiaka spędzili kilka kwadransów poczęstowani na dodatek dobrym deserem i herbatą. Husarzom nie dość było atrakcji, więc kopnęli się jeszcze do Zakrzewa na końcówkę Blues Express i to był koniec dobrego, sobotniego dnia.
Niedziela... Niedziela rozpoczęła się już wczesnym przedpołudniem, kiedy tym samym składem spod Baru nad Zalewem ruszyli do Tucholi na Zlot Pojazdów Zabytkowych. Przejechawszy Złotów stanęli zatankować w Więcborku. No i pojawił się problem, bo w jednym z motocykli dziwnym trafem znalazł się olej napedowy, a maszyna nie była napędzana silnikiem wysokoprężnym... Trzeba było więc całą zawartość ze zbiornika usunąć. Niby proste, ale jak to zrobić w niedzielę na szacownej stacji Orlen, gdzie nawet podręcznego naczynia nie było, o kawałku węża nie mówiąc? No, ale dzięki ofiarnej i zaangażowanej postawie obsługi poradzili sobie z tym w 'trymiga'. Zaraz za rogiem czekała miła niespodzianka w postaci kilkunastu maszyn, które prowadzili m.in. nasi koledzy klubowi z Chodzieży. W powiększonej grupie dotarli najpierw na tucholski rynek, a stamtąd na miejsce Zlotu. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, bo prócz wielu naprawdę interesujących obiektów bardzo bogato prezentowało się całe zaplecze imprezy - muzyka z lat '60, jedzonko i picie w dostatecznych ilościach. Kiedy zdecydowali wracać panowała jeszcze doskonała, słoneczna i ciepła pogoda, lecz zaznaczyły się pierwsze symptomy jej załamania. Wszyscy odczuli tego skutek, bo zasadnicza grupa podczas powrotu została skropiona ulewnym deszczem. Najbardziej odczuł zmianę pogody Wojtek Skowroński, który zdecydował odłączyć od grupy i odwiedzić przyjaciół niedaleko Brus na Kaszubach i wracał do domu w strugach wody. Mimo to, późnym wieczorem wszyscy znaleźliśmy się w domach cało i bezpiecznie...
Doszedł także do skutku wyjazd Jacka Kwiatkowskiego i Jacka Sokołowskiego do Polanowa w sobotę 12.07. Relacja fotograficzna już niebawem, a może nawet i opis od któregoś z uczestników tej imprezy...

28.06.2008
Na miejsce zbiórki - do Baru nad Zalewem dojechało kilku motocyklistów: Karol Borucki z Bartoszem, Marian Jędrzejaszek, Konrad Jutrzenka z Pauliną, Jacek Kwiatkowski ze... Szwagrem, Jarek Lelewski i Arnold Zimnicki. Autem pojawił się na chwilę Wojtek Skowroński, jako fotograf. Po krótkiej sesji zdjęciowej w otoczeniu atrakcyjnych 'blondynek' jadących z planu 'Gangu dzikich wieprzy' odbyli naradę nad rozłożoną mapą i pooojechaliii! Arnold z Marianem w Bory Tucholskie, a pozostali do Darłowa na Zlot Pojazdów Militarnych. I tu także czekamy na ciąg dalszy sprawozdania...

Z powodów osobistych szeregi Husarii opuścił Michał Bieńkowski z Dolnika oraz Wojtek Staszak z Chodzieży. Trochę pojeździliśmy razem - bywaj Michał, bywaj Wojtek!

21.06.2008
Bieżącej soboty, zgodnie z planami udaliśmy się w lubuskie, a dokładnie do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Pisząc w liczbie mnogiej mamy na myśli bardzo, ale to bardzo kameralny wyjazd w cztery maszyny prowadzone przez Artura Golasę, Mariana Jędrzejaszka, Jarka Lelewskiego i Arnolda Zimnickiego. Bliższy raport zamieścimy po otrzymaniu sprawozdania od któregoś z uczestników...

15.06.2008
No i pojechaliśmy do Trzcińca! Jedni w osobach Rafała Bartosia, Jurka Kozery i Jarka Lelewskiego ruszyli rano, aby najpierw dotrzeć z życzeniami zdrowia do Romka Sendala wylegującego się w jednym z koszalińskich szpitali. Nasz 'symulant' wraca niebawem do społeczństwa, jednak chyba z pewnymi ograniczeniami jeśli chodzi o czynności na 'p'... Pozostali pojawili się w Trzcińcu jedną, dużą grupą: Karol Borucki, Zbyszek Galus, Leszek Graczykowski, Jacek Kwiatkowski z synem Szymonem, Zenek Siewierski, Adam Tyl, Paweł Wieczorek, Karol Wiśniewski, Paweł Wojciechowski i Arnold Zimnicki. Wspomniana na początku trójka pojawiła się kiedy festyn trwał w najlepsze, a na końcu (jak zwykle) dojechał Wojtek Skowroński. Zorganizowana przez Salezjanów impreza zgromadziła całkiem niemało publiczności, która bawiła się pod gołym, pogodnym już niebem. Organizatorzy zachęcali do udziału w niezwykłej loterii, gdzie główną wygraną było osobowe auto. Prócz tego przygotowano moc innych atrakcji, jak to na podobnych festynach bywa. Całości przyświecał szlachetny cel wsparcia wychowanków ośrodka i wspólnego, integrującego spędzenia czasu. Wracając zaczepiliśmy się nieopodal z wizytą w domu dziadków Jacka. Było coś wzruszającego w kwadransie oddanym nieznanym ludziom, ale bliskim jednocześnie poprzez osobę Jacka. To tak mniej więcej, jakbyśmy sami - każdy z osobna odwiedzili swoich bliskich. Były wspólne fotografie, drobne upominki i serdeczne pożegnanie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na 'naszym' parkingu w Wałczu, uścisnęliśmy na dowidzenia i rozjechaliśmy do domów. To był miły dzień i zapisał się w świadomości nie tylko deszczową pogodą.

08.06.2008
W piękny sobotni dzień 7 czerwca, zanim dotarliśmy do Kcyni, spędziliśmy nieco czasu w gościnie u Karola Boruckiego. A było nas niemało: Artur Golasa, Leszek Graczykowski, Marian Jędrzejaszek, Wojtek Kotlarski, Jacek Kwiatkowski, Jarek Lelewski, Marek Promiński, Irek Rajewski, Roman Sendal z Wojtkiem, Wojtek Skowroński, Karol Wiśniewski, Arnold Zimnicki, Adam i Basia Tylowie z 'Old Wings' oraz pierwszy raz w tej kompanii Janusz Maćkowiak. Z Piły wyruszyli z nami także sympatycy Robert z Waldkiem, lecz zgubili się tankując po drodze i mimo obecności Artura czekającego przed Nakłem pojechali swoją drogą. Dom Karola, jak zwykle okazał się niezwykle gościnny i zanim ruszyliśmy dalej, zostaliśmy nakarmieni i napojeni przez gospodarza. Kiedy wtoczyliśmy się na teren Festynu Parafialnego w Kcyni, impreza rozkręcała się na dobre. Zostaliśmy ładnie zapowiedzeni i z gracją zaparkowaliśmy na wyznaczonym miejscu. Spędziliśmy wśród kcynian dobre dwie godziny prezentując maszyny i pozostawiając - mamy nadzieję - miłe wspomnienia szczególnie na uczestniczkach. Najlepsi z nas tego dnia oddali honorowo krew, co było tym prostsze, że jej ciśnienie wzmagała cudnej urody, długonoga pani doktor dyżurująca w komfortowym autobusie bydgoskiej stacji krwiodawstwa... Niestety, kobiece wdzięki nie miały na tyle mocy, by zatrzymać nas dłużej, więc zwinęliśmy się do Rudy, gdzie przy rytualnej kawie pożegnaliśmy Karola i wróciliśmy do Piły. Nad Zalewem uścisnęliśmy prawice Leszka oraz Irka mykających dalej do Wałcza i wyprawa się dopełniła.
Dzisiejsza niedziela była kolejnym słonecznym i pięknym dniem weekendu, spędzanego przez Husarzy na kółkach. Leszek Graczykowski, Wojtek Kotlarski, Jarek Lelewski z Małgosią, Irek Rajewski i Karol Wiśniewski prowadzeni przez Arnolda Zimnickiego spotkali się w Wałczu z Zenkiem Siewierskim. Wspólnie ruszyli nad morze do Mielna na umówione spotkanie w jednym z sanatoriów. Prócz żony Irka, czekały na motocyklistów zaintrygowane pensjonariuszki...Fascynujące szczegóły po otrzymaniu sprawozdania od Jarka i Leszka już wkrótce!

31.05.2008
Mieliśmy, co prawda zaplanowany nieco dłuższy wyjazd, lecz przeważyła koncepcja 'leniwego popołudnia' i pojechalismy popasać u Karola. W pierwszym rzucie do Nakła dotarli Rafał Bartoś, Artur Golasa, Lech Graczykowski, Marian Jędrzejaszek, Jarek Lelewski i... Kiedy już grill dobrze się rozpalił, dotarli Wojtek Skowroński i Karol Wiśniewski. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i posililiśmy się w niezwykle serdecznej atmosferze, jaką Karol stworzył dla gości w ogródku. Joasia czuwała nad wszystkim w głębi domu pilnując, żeby nie zabrakło czegoś na stole. Było naprawdę miło i sympatycznie! Kiedy już zapaliła się czerwona lampka startu, Artur ruszył do Żnina, a cała reszta do Piły, na imprezę zorganizowaną przez Radio Eska na pilskiej wyspie. Wjazd w grupie powiększonej przez resztę Husarii odbył się sprawnie i z pompą zajęliśmy miejsca przed estradą. Tam trochę porobiliśmy za 'misiów' koncentrując uwagę pilan na maszynach i jeźdźcach. Nasza obecność podobno pięknie zaakcentowała klimat muzyki granej przez chłopaków od Johny'ego Koyota', więc z satysfakcją opuściliśmy wyspę zatłoczoną przez zwiedzających tego upalnego dnia. Część naszych pojechała do domów, inni zaś jeszcze do Baru nad Zalewem.
Właśnie ze względu na zaplanowany dzień nie uczestniczyliśmy w uroczystym otwarciu nowej siedziby 'Płonących Wałów' w sąsiedniej Krajence. Niemniej Koledzy z tej formacji przesłali nam list z linkiem do galerii obrazującej powstawanie ich Klubu. Trzeba przyznać, że mają się czym pochwalić, gdyż sami wyremontowali i zaadoptowali niezwykłej urody budowlę. Popatrzcie zresztą sami, jak powstawał ten obiekt. Należy jeszcze dodać, że wiosną br. 'Płonące Wały' odłączyli się od Kongresu Klubów Motocyklowych wjeżdżając na własną, niezależną ścieżkę. Możecie o tym poczytać na ich stronie internetowej.

22-25.05.2008
Trójka twardzieli: Zbyszek Galus, Jurek Kozera i Romek Sendal pomknęli na Słowację pomoczyć się w zdrowotnych, geotermalnych zasobach kompleksu wodnego w Besenov. No cóż - starość nie radość, która czeka każdego i chłopcy bywają zawczasu 'u wód', by zapobiec problemom na potem. Sprawili się, jak zwykle - wypoczęli, nawiązali kontakty z tubylcami i via Krupówki w Zakopanem wrócili grzecznie na łono rodzin. Kiedy otrząsną się z wrażeń, być może dowiemy się szczegółów...

21.05.2008
Gościliśmy w Jastrowiu na paradzie wpisanej w Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny 'Bukowińskie Spotkania'. Na naszych maszynach, jako pasażerki pojechały dziewczyny z flagami narodów reprezentowanych podczas obchodów. Nie wyróżnialiśmy się niczym szczególnym pośród kolorowych strojów roztańczonych gości sunących ulicami miasteczka, lecz jednak i na postaciach motocyklistów skupiały się spojrzenia widzów i uczestników. Było nam niezwykle miło brać udział w tym widowisku tym bardziej, że wśród grupy rumuńskiej paradował zespół z Małej Pojany, a więc miejsca gdzie nasi spędzą tydzień podczas lipcowej wyprawy do kraju Drakuli. Ba - udało się nawet porozmawiać z jedną z pań, która osobiście przyjmować nas będzie w swoim domu! Byliśmy oczarowani feerią barw i oryginalnością pokazów tego niezwykłego korowodu tudzież czystością języka polskiego gości, a naszych gospodarzy w Pojanie. To ostatnie dobitnie świadczy o wadze, jaką tamtejsza Polonia przywiązuje do dóbr często marginalizowanych przez Polaków w kraju. Należy się tym ludziom ogromny szacunek za ich związki z Ojczyzną i kultywowanie tradycji. Jesteśmy przekonani, że wizyta, jaką złożymy doda im więcej siły, a w nas umocni szacunek do polskości.

18.05.2008
Zakończony dzisiaj drugi Pilski Piknik Motocyklowy można uznać za udany! Dopisały pogoda, frekwencja i aprowizacja, co w połączeniu z dobrą organizacją dało zadowalający efekt. Na razie to tyle, a szersze omówienie dobrze spędzonych piknikowych dwóch dni już niebawem...
Tymczasem Artur Golasa zamieścił na YouTube film z Pikniku nakręcony przez Ewę...

15.05.2008
Wychodząc naprzeciwko apelowi Jacka Kwiatkowskiego kwadrans po siedemnastej, na Deptak czyli ul. Śródmiejską w Pile wtoczyła się dziesiątka maszyn prowadzonych przez husarzy. Karol Borucki, Leszek Graczykowski, Wojtek Kotlarski, Jurek Kozera, Jacek Kwiatkowski, Jarek Pawłowski, Zenek Siewierski, Maciej Wichrzyński, Karol Wiśniewski, Arnold Zimnicki nie bacząc na ciężki wjazd zaparkowali w samym sercu Festynu zorganizowanego dla integracji z osobami niepełnosprawnymi. Mieliśmy satysfakcję z dobrze spędzonego popołudnia, kiedy na twarzach często smutnych lub nieobecnych na codzień pojawił się uśmiech i rozbłysły czyjeś oczy... Cieszyło nas zainteresowanie, jakie okazywano nam i naszym maszynom. Lgnęli do nas dorośli, za kierownice chwytały dzieci i toczyły się fachowe rozmowy. Tia... Choroba, ani wiek nie były przeszkodami dla poznawania ludzi i pojazdów. Wszyscy pielęgnujemy marzenia - my mamy szansę je realizować, oni raczej nie. Dzisiejsze wydarzenie mogło być iskierką dla podtrzymania nadziei. Oby...

13.05.2008
Wczoraj w porze nocnej ok. godz. 22:00 miała miejsce próba włamania na naszą stronę internetową. Do rana ok. godz. 8:30 funkcjonalność strony została przywrócona nieomal w pełni. Prace rekonstrukcyjne potrwają jednak do dzisiejszego wieczora, lecz nie ma to większego znaczenia dla działania serwisu.

10.05.2008
Odbył się fantastyczny wyjazd do Lichenia. Dopisała pogoda i frekwencja, gdyż na dziesięciu motocyklach wyjechało 14 osób - Rafał Bartoś, Artur Golasa z żoną Ewą, Leszek Graczykowski z żoną Grażynką, Marian Jędrzejaszek, Jurek Kozera z żoną Mariolą, Jarek Pawłowski, Irek Rajewski, Roman Sendal z synem Wojtkiem, Paweł Wieczorek i Arnold Zimnicki. Husarze odwiedzili opactwo pocysterskie w Lądzie oraz główny cel podróży - bazylikę w Licheniu. Obszerniejsze sprawozdanie zostanie opublikowane po otrzymaniu materiałów od Arnolda (opis) i Leszka (fotografie)

08.05.2008
Dotarły zamówione plakaty informujące o Pikniku. Już od dzisiaj począwszy będzie można je zauważyć w wielu miejscach miast i miejscowości naszego regionu. Trwają też ostatnie przygotowania do przyszłotygodniowej imprezy. Z doświadczenia wiemy, że pomimo starań zawsze znajdzie się coś, co przeoczymy. Oby jak najmniej! A dzisiejsze spotkanie było inne, niż zwykle. Zjawili się husarze, w dużej części na nowych maszynach i - o zgrozo! - średnia pojemność przekroczyła 1300 ccm. To już nie motocykle, ale prawdziwe smoki, potwory! Fakt - ładne, okazałe i z przygodą wpisaną w ich klasyczne sylwetki. Roman wreszcie pokazał się kolegom na swoim Marzeniu spod znaku koła dzielonego na cztery. Zawsze myśli o drugich, wioząc świeże pączki i tym razem było nie inaczej. Nasza opinia jest bez reszty zgodna - pączki są miodzio, a motocykl ok! Mamy też nowego kompana Jacka Sokołowskiego z Piły, który będzie doświadczał wspólnego husarskiego losu. Mamy nadzieję, że przypadniemy sobie do gustu i wzajem wniesiemy w nasze hobby coś nowego. Należy dać głos o naszych sąsiadach ze stacji diagnostycznej LOK. Ujmując to krótko - trudno jest mieć za opłotkiem milszych i przyjaźniej nastawionych ludzi. Zawsze skorzy do pomocy, otwarci i serdeczni - zazwyczaj więcej dają nam, niż my jesteśmy w stanie się zrewanżować. Dziękujemy panowie diagności!

04.05.2008
Wczesnym przedpołudniem Karol Borucki, Grzegorz Kulawik, Wojtek Skowroński, Maciej Wichrzyński i Arnold Zimnicki korzystając z pięknej pogody pofatygowali się trasą Piła - Czarnków - Wronki - Pniewy - Nowy Tomyśl do Wolsztyna. U samego celu przejął nas Marek "Nullek" Matysik na swoim czarnym i pięknym Kawasaki 800 Drifter. Zdążyli dojechać na teren Wystawy Gospodarczej, kiedy padł sygnał do parady przez Wolsztyn. Na finiszu dojechali do klasztoru o.o. Oblatów w Obrze, by wziąć udział w mszy świętej w intencji motocyklistów. Koncelebrował ją - a jakże - Arnold, o którego obecność wolsztyniacy dopytywali się z dużą niecierpliwością. W słowie do zgromadzonych nasz kolega podziękował za przyjęcie i zaprosił obecnych na majowy piknik Husarii. A było kogo zapraszać bo, jak policzyli klerycy, klasztor oblegało ok. 480 pojazdów! Mieli więc co oglądać, a wśród ciekawostek znalazły się takie 'perełki', jak Sokół 1000, SHL M04 z prostymi goleniami teleskopów czy WFM M06 z grillem bagażnika na baku. Spośród samochodów uwagę przykuwał śmieszny, malutki BMW Dixi i ogromny amerykański Dodge. Po poświeceniu maszyn i krótkim pożegnaniu ruszyli w drogę na pół godziny odwiedzając słynną Parowozownię i popasając jakiś czas później w Pniewach. Została skorygowana trasa powrotna, dzięki czemu Karol miał krótszą drogę do domu, a pozostali mogli od Obornik śledzić powrót rodaków z długiego weekendu. Pomimo poznańskiej i dolnośląskiej nawałnicy zmierzającej z północy wrócili cali i zdrowi zdejmując z budzików około 340 km.

03.05.2008
Ta sama trójka, która doznała czterokrotnej ulewy nie poddała się matce Naturze. Zbyszek Galus, Marian Jedrzejaszek i Jurek Kozera spenetrowali Pomorze Środkowe nawijając około 450 km asfaltu na trasie Piła - Chojnice - Bobolice - Zegrze Pomorskie - Połczyn Zdrój - Wałcz - Wołowe Lasy - Piła.
Idąc za ciosem Zbyszek Galus, któremu mało było przygód wyciągnął nazajutrz Romana Sendala (albo Roman wyciagnął Zbyszka?) nad morze prawdopodobnie w celu sprawdzenia poziomu soli w Bałtyku.

01.05.2008
Husaria rozjechała się dziś na... dwie strony świata. Prawdopodobnie chodziło o potwierdzenie prognoz pogody na najbliższe, wolne dni choć tego do końca - nie wiadomo! I tak grupa pierwsze dokonała rozpoznania na rubieżach północno-zachodnich biorąc za cel tzw. 'rybkę' w Starym Drawsku. Zbyszka Galusa, Mariana Jędrzejaszka i Jurka Kozerę spotkała należyta odprawa w postaci czterokrotnej, rzęsistej ulewy. Twardziele przyjechali zmoknięci, lecz pełni animuszu po bezpiecznym powrocie. Zwiadowcy kierunku wschodniego Wojtek Skowroński i Maciej Wichrzyński jeden, jedyny raz doświadczyli ulewy w czasie powrotu z majówki w Osieku. Impreza była udana, poznański zespół 'Szalom' dał z siebie wszystko i dopisała koszerna gastronomia w lokalnej karczmie z przepięknymi podcieniami. Tamteż napotkali żydowskiego grajka z pejsami dolepianymi do kapelusza! Oj cygan z tego żyda, cygan wierutny...

26.04.2008
O godzinie 13:00 pod 'Bieszczadem' zebrała się na tyle liczna grupa, że do Wyrzyska jechaliśmy w dwie kolumny. I dobrze, bo było bezpieczniej! Dopisała Piła, Czarnków, Trzcianka, Wałcz i inne miejscowości, a największą miłą niespodzianką była Joanna na swojej Hondzie 500. W pięknej, słonecznej i ciepłej pogodzie stawiliśmy się na rynku zapełnionym już motocyklistami i ich maszynami. Około godziny trwało odnawianie znajomości, witanie się i bratanie, aż wreszcie cała długa kolumna ruszyła w objazd okolicznych miejscowości. Tymczasem za Osiekiem, w uroczym miejscu nad Notecią Old Wings kończyli przygotowania. Trzeba podkreślić sprawną organizację spotkania, które odbyło się przy stołach z dobrą grochówką, chłodnymi napojami doskonale służącymi tego ciepłego dnia i wyśmienitym nastrojem uczestników. Bo coż więcej trzeba przy takiej okazji? Husaria oddała co cesarskie cesarzowi, z żalem zawijając się w kierunku Dobrzycy. Tam czekała nas parada ślubna, o którą poprosił Mirek Krawczyk - nasz kolega i współzałożyciel Klubu. Pojechaliśmy do Piły konwojując Młodą Parę przeszło dwudziestoma maszynami. Czoło parady tworzyły oczywiście kredensy Karola Boruckiego, Artura Golasy i Leszka Graczykowskiego, dalej Jarek Pawłowski, samochód Młodych, za którym Arnold Zimnicki prowadził resztę świata... Jazdę skończyliśmy pod Hotelem Rodło i sądząc po opiniach bywalców - takiej parady w hotelu jeszcze nie widziano! Rozstaliśmy się częściowo tam, po części w okolicach McDonaldsa i to był finał sobotniego wyjazdu pełnego wrażeń i emocji.

22.04.2008
Bocian leciał dość długo - leciał, leciał i doleciał! Karol ma od dzisiaj trzeciego syna. Tata trzyma się nieźle, jego żona - mamy nadzieję - dobrze zniosła kolejny wysiłek i jest kolejny husarz in spe. Wszystkiego dobrego i niech im się dobrze chowa małe Boruciątko!

19.04.2008
Przed południem do Bieszczada dojechali Karol Borucki, Artur Golasa, Lech Graczykowski, Zenek Siewierski i Arnold Zimnicki żeby popędzić w dal. Było jeszcze dwóch, ale o Jarku Lelewskim i Wojtku Skowrońskim nie ma co wspominać, bo przyjechali puszkami no, ale dobre i to... Ponieważ Artur musiał w Okonku wcześniej zawrócić dalej pojechało już tylko czterech. Pogoda była zmienna lecz dało się jechać...

13.04.2008
Pojechali na rybkę nad morze! Po spotkaniu pod Bieszczadem ruszyli w 11 maszyn przez Wałcz. Koszalin i Mielno do Kołobrzega. Rybka została skonsumowana w Mielnie, a dla coniektórych był to niezły okaz! Droga powrotna wiodła tym razem przez Połczyn Zdrój i do Piły dotarli bezpiecznie około godz. 19:00. Karol Borucki miał do pokonania jeszcze 60 km, ale przecież nie ułomek z niego i także dojechał.

07.04.2008
Wojtek Kotlarski zdał wyśnione prawo jazdy kategorii A i B! Może to nic ważnego, ale trzeba podkreślić fakt choćby ze względu na emocje, jakie towarzyszyły naszemu młodemu koledze. Oczekiwanie na dokument w pełni się opłaciło, bo Wojtek mógł ostatecznie pożegnać się ze swoją 'mniejszą' maszyną i legalnie zasiąść na kanapie 'dużego' Kawasaki. Gratulujemy!

05.04.2008
Od dzisiaj na stronie Husarii pojawiło się nowe, własne Forum Dyskusyjne! Zakupiony dwa dni wcześniej 03.04.2008 hosting w firmie Blink.pl pozwolił umieścić na serwerze dobry i bezpłatny skrypt autorstwa grupy Przemo. Dzięki dostępowi do nowych usług, w tym bazy danych obsługiwanej za pomocą MySQL mogliśmy wreszcie udostępnić Koleżankom i Kolegom własny panel informacyjno - dyskusyjny.

03.04.2008
Podczas klubowego spotkania Jarek Pawłowski zaprezentował zamówione dla Husarii bluzy. Choć okazją dla zlecenia był przede wszystkim wyjazd do Rumunii, to będą one prezentowały się bardzo okazale podczas innych okazji, których z pewnością nie zabraknie. Bluza wykonana jest z dobrej jakości, czarnej bawełny grubości 'dresowej' z kapturem. Na plecach zostało naniesione nasze logo słusznej wielkości w kolorze białym. Prezentuje się znakomicie i wynegocjowano dla husarzy dobrą cenę. Można je zamawiać u Jarka lub Mariana Jędrzejaszka. Karol Borucki przywiózł partię naklejek klubowych wykonanych w taki sposób, że po osadzeniu np. na szybie lub owiewce motocykla, szybie czy karoserii samochodu tło jest transparentne. Widoczne są jedynie elementy graficzne o kolorze srebrnym w postaci logo Husarii zamkniętym w owalu o wymiarach 105 x 70 mm. Całość jest bardzo gustowna i dyskretna. Naklejki rozprowadza Wojtek Skowroński.

29.03.2008
Pomimo kapryśnej pogody i braku pewności, co do bezpieczeństwa motocyklistów odbyła się msza święta oraz poświęcenie maszyn w kościele Salezjanów pw. św. Jana Bosko. W udekorowanej kaplicy, na ławkach przed ołtarzem okrytym symboliką Husarii zasiedli Koleżanki i Koledzy. Nie zabrakło rodzin, co cieszy i wzmaga pewność, że dzielą one nasze pasje i znajdują sens, by spędzać czas w towarzystwie bikerów. Prócz Arnolda słowem podzielili się z zebranymi Marian Jedrzejaszek oraz Paweł Kaczmarek. Na uwagę zasługiwała posługa podczas ceremonii w wykonaniu Karola Boruckiego z synem Bartoszem. Toż to urodzeni ministranci, a powaga przebijająca z twarzy i postawy obydwu uzupełniała rangę chwili! Arnold spełnił na dziedzińcu swoją powinność kropidłem i święconą wodą do spółki z Niebiosami, które uzupełniły pokropek lodowym gradem. Oby muśnięcie Opatrzności, jakiego doświadczyliśmy zapewniło nam roztropność i bezpieczne powroty do domów... Po ceremonii nastąpiło nieformalne spotkanie - a jakże - znów pod Bieszczadem...

22.03.2008
Ośmiu twardzieli ruszyło dzisiejszego, pięknego dnia na wspólną wycieczkę. Czekamy na skromną relację, aby wszyscy 'miętcy' pozielenieli z zazdrości. Ale się ten termin przyjął - kto by pomyślał!

20.03.2008
Dzisiejsze klubowe spotkanie odbyło się przy dużej frekwencji wbrew nieprzyjaznej, brzydkiej i zimowej pogodzie. Dopisali motocykliści, dopisały też humory czego dowodem było m.in. sympatyczne przyjęcie zaimprowizowanego z przymrużeniem oka 'kodeksu husarza'. Rozprawialiśmy także o przygotowaniu maszyn do sezonu, zbliżającym się święceniu motocykli oraz zaproponowanym przez Pawła Kaczmarka konkursie na motocyklistę, który przejedzie w sezonie najdłuższy dystans oraz odbędzie największą ilość wycieczek. Paweł dopracowuje szczegóły, gdzie będzie miejsce na kryteria oraz nagrody dla zwycięzców rywalizacji. Koncepcja została przedstawiona obecnym na spotkaniu Kolegom i uzyskała ich akceptację. Pierwszym warunkiem do spełnienia jest 'wyzerowanie' liczników na dzień 29.03., czyli umowne rozpoczęcie sezonu - święcenie motocykli. Jeżeli Koledzy zechcą uczestniczyć, konieczna jest deklaracja osobista lub elektroniczna oraz podanie stanu licznika w tym dniu. Potem już tylko jeździć, zliczać przebieg i słać wyniki do organizatora. Podsumujemy to przedsięwzięcie na zakończenie sezonu i uhonorujemy zwycięzców. Było jeszcze wiele tematów, które zdumiewająco obficie obrodziły, jak na dwugodzinne spotkanie. Rozstaliśmy się w pogodzie ducha, wymieniając serdecznymi życzeniami i każdy w sobie pielęgnując zarzewie nadchodzącej Wielkanocy. Tego szczególnego w polskiej tradycji święta - pochwały odrodzenia, odnowy i przebaczenia...

15.03.2008
I cóż z tego, że niewielu motocyklistów pojawiło się w Bieszczadzie na wspólną, pierwszą wycieczkę. Trójka wytrwałych w osobach Mirka Gracza, Macieja Wichrzyńskiego i Tomka Kołodziejczyka pomknęła szukać wiosny. Rozczarowanie niską frekwencją nie przeszkodziło im nawinąć na koła ok. 100 km asfaltu. Z dostarczonej relacji nie wynika, czy napotkali nadchodzącą, kolejną porę roku...

09.03.2008
Idzie wiosna, bo... kolejne 'jaskółki' wyleciały z garaży. Otóż Karol Borucki, Jarek Lelewski, Paweł Wieczorek i Paweł Wojciechowski myknęli do Wałcza. Wracając do Piły zgarnęli czekającego Mariana Jędrzejaszka i pojechali na kawę do Rudy za Wyrzyskiem. Po pożegnaniu Karola grupa pilska wróciła Doliną Noteci przez Osiek, Miasteczko i Białośliwie. Właściwie można powiedzieć, że w dzisiejszym rekonesansie uczestniczyły cztery jaskółki i jeden bocian, któremu lada dzień w gnieździe zakwili 'bocianiątko'...

08.03.2008
Dzień Kobiet... Składamy Wam - naszym żonom, matkom, narzeczonym, przyjaciółkom, sympatyczkom - jednym słowem naszym kobietom serdeczne życzenia. W uznaniu roli, jaką pełnicie na codzień. W podzięce za tolerancję wobec naszych pasji, z podziwem za jej dzielenie. Wszystkiego najlepszego!

07.03.2008
Obchodziliśmy dziś w Klubie skromną, ale miłą uroczystość. Nasz kolega Wojtek Kotlarski świętował wraz z nami swoje 18 urodziny i, jak przystało na tak dostojnego Jubilata wkupił się w łaski motocyklistów wspaniałym tortem. My natomiast zrewanżowaliśmy się drobnym upominkiem. Wszystkiego najlepszego Wojtku - na progu dojrzałości życzymy Tobie prostych życiowych dróg, szerokości i przyczepności. Dziękujemy, że zechciałeś podzielić się z nami wyjątkową atmosferą tej uroczystości!
Tego dnia powitaliśmy w Klubie nowego kolegę - członka oczekującego - Tomka Kołodziejczyka z Piły. Ma ochotę jeździć z nami, opisał nowe pomysły na wspólne wyjazdy oraz przedstawił pomysł promocji naszej kompanii. Już w zeszłym roku zainteresował się Husarią, a także usiłował zainspirować husarzy do wyprawy wokół basenu Morza Bałtyckiego.

29.02.2008
Wysiłek włożony w mały remont i modernizację Klubu zaowocował odświeżoną kuchnią, gdzie położyliśmy nową wykładzinę, pomalowaliśmy ściany oraz zamontowaliśmy zestaw mebli podarowany przez Jurka Kozerę. Większość prac wykonał Jarek Lelewski wspomagany m.in. przez Jurka Kozerę, Artura Golasę i Wojtka Skowrońskiego. Jarek podłączył także oświetlenie meblowe, dzięki czemu stare pomieszczenie nabrało zupełnie innego charakteru. Po prostu, stało się przytulniejsze, domowe...

24.02.2008
Minął najpierw sezon motocyklowy, potem pierwszy rok klubowej działalności...
Z niecierpliwością czekamy ciepłych i suchych dni dla wyprowadzenia maszyn z garaży i rozpoczęcia kolejnych tygodni spotkań z drogą. Mamy to szczęście być gronem motocyklistów dzielących swoje zainteresowania, pasje i hobby do spółki z innymi w naszym Klubie. Zresztą - szczęście wypracowane i zapracowane przez wszystkich Kolegów. Z inspiracji ich postaw, w imieniu "Husarii" wyrażamy skromne podziękowanie tym z nas, którzy swoją bezinteresowną hojnością i pracą przyczynili się w ciut większym stopniu do wspólnie przeżywanych radości. Ich wsparcie jest na tyle wyraźne, że widoczne dla wszystkich choć nasi dobrodzieje nie robią tego dla poklasku i publiki. Tacy właśnie są! Być może przez skromność nie chcieliby nawet swoich imion na tej stronie, lecz warto wymienić kilku z nas, których cnotami są bezinteresowna szczodrość i zaangażowanie. Podziękowania kierujemy dla Romana Sendala, dla Mariusza Uklei i Waldka Boruckiego. Męski, symboliczny gest należy się Jackowi Kwiatkowskiemu i gronu Kolegów, którzy podczas wiosennego spotkania w ujskim salonie Toyoty bez wahania wsparli finansowo organizację pierwszego pikniku. To także wdzięczność dla Jarka Lelewskiego, Jurka Kozery i Mariana Jędrzejaszka - prowadzącego po szlaku niczym busola oraz uznanie dla Kolegów podejmujących się zabezpieczania tras. Tych kilka przytoczonych imion bez wątpienia nie wyczerpuje całej listy pozostałych, często anonimowych, stąd prośba o wybaczenie i przyjęcię zapewnień, że ich wkład także jest znamienny.
Wszystkim jeszcze raz, z serca dziękują pilscy Husarze!

23.02.2008
Spotkaliśmy się na urodzinach Romana Sendala w Zajeździe 'Meteor' w Lubaszu. Motocyklami przyjechało trzech 'twardzieli' w osobach Artura Golasy, Zbyszka Galusa i Jarka Lelewskiego. Pozostali - Karol Borucki z synem, Marian Jędrzejaszek, Jurek Kozera, Jarek Pawłowski i Wojtek Skowroński dotarli puszkami czym zasłużyli na miano 'miętkich'. Romek podjął gości obiadem, a następnie u siebie, w biurze kawą i słodkimi wypiekami. Zrewanżowaliśmy się skromnie serdecznymi życzeniami i drobnym upominkiem w postaci ścigacza w skali 1:30, który choć trochę mógł przypominać nieodżałowane Varadero. Wizyta za sprawą niezwykle serdecznej gościnności Jubilata zapisała się mile i ciepło, co Marian na zakończenie spaceru po piekarni Romana pięknie spuentował. W dodatku gospodarz nie wypuścił nas bez zaopatrzenia w swoje słynne pączki!
Snując inny wątek należy wspomnieć, że przy okazji wczorajszego, piątkowego spotkania klubowego Paweł Dahlke ofiarował na rzecz Klubu piękny kalendarz ścienny o tematyce motocyklowej. Cóż w tym nadzwyczajnego? Ano to, że kalendarz jest naprawdę niezwykłej urody, a do tego prezent od współpracowników Pawła. Niejednego z nas szarpałyby rozterki...

15.02.2008
Odbyło się pierwsze Nadzwyczajne Walne Zebranie. Jeszcze grubo przed właściwym czasem, na miejscu pojawili się pierwsi husarze zapowiadając dużą frekwencję. Przybyło nas czterdziestu na 47 klubowiczów, a więc 85% ogółu! Rozpoczął Arnold Zimnicki przekazując prowadzenie Pawłowi Kaczmarkowi wybranemu w głosowaniu. Zebrani zaakceptowali proponowany porzadek obrad, do którego na wniosek Jarka Pawłowskiego dodano jego własne wystąpienie. Po kolei członkowie Zarządu przedstawiali swoje sprawozdania - Artur Golasa z działalności w zeszłym sezonie i planach na przyszły, Marian Jedrzejaszek z finansów i Waldek Borucki z prac Komisji Rewizyjnej. On to w podsumowaniu wniósł o udzielenie Zarządowi absolutorium, co też chwilę potem przegłosowano. Korzystając z właściwej chwili Arnold wręczył Jarkowi dyplom od kolegów upamiętniający jego pierwszą prezesurę. W toku dalszych obrad Walne zaakceptowało zaproponowane poprawki do Statutu, lecz odrzuciło projekt Zarządu dotyczący naboru nowych członków. Odrzucony także został wniosek dotyczący rozwiązania i wyłonienia całego nowego Zarzadu, co pozwoliło skoncentrować się na przyjętym porządku Zebrania. Wystąpienie Jarka dotyczyło powodów jego rezygnacji oraz krytycznej oceny pracy Zarządu. Akt głosowania poprzedziła gorąca dyskusja i wyłoniono kandydatury Mariana Jędrzejaszka oraz Jarka Pawłowskiego. W wyniku tajnego głosowania wybrano Mariana, który wygłosił krótkie expose i przyjął gratulacje. W celu uzupełnienia pełnego składu ciała wykonawczego, do Zarządu został wybrany Jarek Lelewski. Po krótkiej przerwie nastąpiła dyskusja nad planami, zdominowana jednak kwestią przyjmowania nowych kolegów. Starło się kilkanaście rzeczowych argumentów i ostatecznie uchwalono konsensus. Tym samym wyczerpaliśmy program i Paweł zakończył owocne, ponad dwugodzinne zebranie. Najważniejsze jego efekty zostaną przedstawione w komunikatach.

08.02.2008
Bieżące spotkanie w Klubie z powodu (lub wbrew) brzydkiej, deszczowej pogody cieszyło się dużym zainteresowaniem motocyklistów. Gościliśmy nowego kolegę oczekującego sezonu aby do nas dołączyć. Towarzyskie rozmowy i najświeższe relacje koncentrowały się na zakupach, jakich dokonali niektórzy z nas dla unowocześnienia swoich 'stajni'. Tematem ważnym, choć bez wątpienia drugorzędnym było zbliżające się pierwsze Walne Zebranie naszego Klubu. Odbędzie się ono w przyszły piątek 15 lutego o godz. 19:00 w siedzibie Klubu czyli lokalu LOK przy al. Niepodległości w Pile. Serdecznie zapraszamy wszystkich członków 'Husarii', gdyż będzie to bezprecedensowe spotkanie dla rozpatrzenia ważnych klubowych spraw.

03.02.2008
Przedsięwzięto kolejną próbę przełamania zimowego zastoju, której dokonali Karol Borucki ruszając z Nakła na spotkanie "w pół drogi" z Arturem Golasą i Wojtkiem Skowrońskim pomykającymi z Piły. Twardziele wpadli na siebie w okolicach Grabówna, wspólnie odwiedzili Wyrzysk, a potem pogadali przy schabowym i kawie na petropoju w Rudzie. Nie sposób przemilczeć roli Macieja Wichrzyńskiego, który odprowadził ich puszką na miejsce spotkania. Pogoda była wyśmienita, droga bezpieczna i na koniec poczuli zadowolenie z nawiniętego na kółka asfaltu. Nieważne, że wokół komina! Trzeba powiedzieć, że spotkano jeszcze większego twardziela, który w okolicach Grabówna właśnie, przemknął ścigaczem powiewając koszulką wystającą z gaci. Podobnie do naszych miał sobie za nic ostrą, zimową pogodę. Niemniej ubiorem sprawiał wrażenie, jakby przed chwilą opuścił wygódkę i pojechał się nieco przewietrzyć. Ale pojechał i przymilnie lepił się do husarzy przez kilka kilometrów! Należy oddać szacunek dla fantazji młodego człowieka... Pal sześć nery!

25.01.2008
Urządziliśmy wspólnymi siłami skromny wieczór karnawałowy. Skromny, bo po pierwsze została ogłoszona żałoba narodowa po katastrofie w Mirosławcu, po drugie zaś nie wiedząc, jak Parki będą przędły swoją nić założyliśmy nieobecność części z nas rozsianych po imprezach w krótkim latoś karnawale. Lecz mimo wszystko zjawiło się kilkunastu husarzy - solo i z żonami, przede wszystkim z Piły i Ujścia. Kilku z nas pojawiło się choć na chwilę, by powitać lub cokolwiek do stołu dorzucić. Jakoś nie obrodziły Chodzież i Wałcz mimo, że obecni tęsknie ich wypatrywali. O wystrój oraz nakrycie stołów zatroszczyli się Jarek Pawłowski z Marianem Jędrzejaszkiem. O to, co na stołach zadbali sami motocykliści wydzierając z czeluści spiżarń, komór i lodówek co kto tam znalazł. A było niemało - do jedzenia i do picia! Na szczególne podkreślenie zasługuje niezmienna szczodrość Romana Sendala i Jacka Kwiatkowskiego choć pozostałym nic nie brakło z serdecznych gestów. W spokojnej atmosferze wypełnionej tym razem dźwiękami jazzu i bluesa spędziliśmy czas do rana. Nieobecni niech żałują, bo klimat był pyszny, a opieka duchowa Arnolda nie dawała szans do nudy.

24.01.2008
Jak wiemy, wczoraj wieczorem wydarzyła się katastrofa lotnicza pod Mirosławcem. W okolicach lotniska wojskowego 12 Bazy Lotniczej rozbił się samolot z 20 osobami na pokładzie. Wszyscy zginęli... Wśród ofiar jest płk. pil. Jerzy Piłat, który gościł Husarię podczas ubiegłorocznego Festynu Lotniczego. Pomimo spontanicznego charakteru spotkania, nawiązaliśmy kontakty wróżące dobrą i miłą współpracę. Płk. Piłat dbał o naszą znajomość - przy każdej, sposobnej okazji nie zapominał wystosować życzeń lub gratulacji dla naszej kompanii. Ostatnie serdeczne słowa zawarł w życzeniach noworocznych przesłanych na ręce wszystkich kolegów motocyklistów. Jeszcze wczoraj mieliśmy nadzieję, że jego nazwiska nie zobaczymy na oficjalnie opublikowanej dzisiaj tragicznej liście. Stało się inaczej - Jerzy Piłat nie ugości nas tego roku, ani nigdy w przyszłości. Zachowamy Go w pamięci...

Non omnis moriar...

Poniżej tekst kondolencji, które w imieniu wszystkich kolegów zostały złożone na ręce personelu 12 Bazy Lotniczej w Mirosławcu:

Personel 12 Bazy Lotniczej w Mirosławcu
Wczorajsze komunikaty dawały nadzieję, że Wasz wspaniały dowódca uniknął tragicznego losu. Stało się inaczej... Prosimy o przyjęcie wyrazów bólu i współczucia w obliczu tego dramatu, którego ofiarami stało się 20 osób. Szczególne słowa kierujemy do Rodziny, przyjaciół i bliskich płk. pil. Jerzego Piłata. Jego strata jest naszą stratą, a Wasz ból jest naszym bólem. To, oraz informacja o Nim na naszej stronie internetowej jest wszystkim, co możemy już teraz zrobić. Pozostanie w naszej pamięci i zależy nam, by współpraca nawiązana z udziałem KMTM 'Husaria' była kontynuowana, jako wyraz hołdu dla Jego osoby...
Łączymy się w smutku - pilscy motocykliści.
Członkowie Klubu Miłośników Turystyki Motocyklowej "Husaria" w Pile

13.01.2008
Podaje się do wiadomości, że nieoficjalnie sezon 2008 dla KMTM Husaria w Pile został otwarty przez czterech twardzieli: Artura Golasę, Jarka Lelewskiego, Jarka Pawłowskiego i Wojtka Skowrońskiego. W niedzielę 13 stycznia odbyli rekonesansowy wyjazd nad miejskie jezioro w Chodzieży i udało im się przyjechać z powrotem!

04.01.2008
Odbyło się pierwsze, noworoczne spotkanie Zarządu. Gościny udzielili Salezjanie, a gospodarzem był oczywiście Arnold Zimnicki. Posiedzenie trwało pół godziny, ale podjęliśmy szereg decyzji dotyczących spraw formalnych. Szczegóły znajdziecie w Komunikatach. Nie zawiedli także koledzy motocykliści szturmując, jak w każdy piątek siedzibę Klubu w LOK. Miła atmosfera została podkreślona gorącą herbatą i doskonałymi pączkami, które zawdzięczamy serdecznej hojności Romana Sendala. Kto był obecny, ten zapoznał się ze szczegółami wyżej wymienionych decyzji z pierwszej ręki. Jak można było się spodziewać, nikt nie przybył motocyklem...




 
     
© Wszelkie prawa zastrzeżone Husaria 2008
Stowarzyszenie KTM 'Husaria' Piła