Archiwum Aktualności 2014



Archiwalne wydarzenia z naszej działalności...

25.12.2014
W przeddzień tegorocznej Wigilii, we wtorek 23 grudnia odszedł na zawsze turysta, kajakarz, miłośnik przyrody Krzysztof Hancewicz 'Kolorowy'. Nie był motocyklistą, choć podróże określały horyzonty Jego świata. Człowiek pogodny i hardy jednocześnie, był animatorem pilskiego kajakarstwa rekreacyjnego. Wrodzony charakter kontestatora nie pozwalał mu przechodzić obojętnie wobec niegodziwości, absurdów i nonsensów biurokracji kładących się cieniem na naturalnym obcowaniu człowieka z Przyrodą.

Niektórzy pilscy motocykliści znali go dobrze ze wspólnych wypraw kajakowych albo z wydarzenia, kiedy całe środowisko wzięło udział w proteście Kajakowej Masy Krytycznej przeciwko wyłączeniu Doliny Rurzycy z ruchu turystycznego w 2011 roku. Jego ciepły stosunek do otoczenia cenili wszyscy, którzy choć raz wspólnie spędzili czas na szlaku z Kolorowym. Bez wątpienia był znakomitą postacią w przestrzeni naszego miasta i każdemu, komu kontakt z Naturą nie jest obcy, nie raz zabraknie Krzysztofa do kompanii.

Ceremonia pogrzebowa rozpocznie się w sobotę 27.12.2014 o godz. 13:00 nabożeństwem żałobnym w kościele pw. Świętej Rodziny w Pile. Sam pogrzeb nastąpi o godz. 14:00 na pilskim Cmentarzu Komunalnym.

20.12.2014
Serdeczne życzenia świąteczno noworoczne wraz z okolicznościową kartką przesłali nam Koledzy z krajeńskego Burning Few MC na czele z Robertem 'Pilotem' Łobodzińskim.

Równie gorące serdeczności przekazujemy w imieniu naszego seniora Franka Paproty, który nie zapomina i z konieczności w rozmowie telefonicznej śle życzenia wszystkim pilskim Husarom. Ze wzajemnością winszowaliśmy w imieniu motocyklistów wiele zdrowia najstarszemu z nas, który przyjął je podczas pobytu w szpitalu. Na szczęście problemy zdrowotne Franka są pod kontrolą i święta, na szczęście spędzi już w Jastrowiu wśród rodziny.

19.12.2014
W naszym Klubie przy ul. Kołobrzeskiej odbyło się tegoroczne spotkanie opłatkowe motocyklistów. Co prawda, nie było pełnej frekwencji ale nie ma co narzekać, gdyż obecni w pełni dotrzymali wymogów tradycji dzieląc się opłatkiem i dobrym słowem w ostatnie dni mijającego roku.

Jak zwykle z krótkim kazaniem okraszonym przypowieścią wystąpił ks. Arnold Zimnicki, a następnie złożyliśmy sobie nawzajem serdeczne życzenia. Miłą niespodziankę sprawili goście spoza Husarii, którzy swoją obecnością potwierdzili żywe związki z naszymi motocyklistami. Pojawił się także najmłodszy z naszych sympatyków, który pod opieką Wiesia Pawłowskiego i Justyny dzielnie dotrzymywał towarzystwa starym wyjadaczom stając się przez okazywaną energię swoistym centrum zainteresowania.

Na stole nie zabrakło skromnego poczęstunku i świątecznych dekoracji, co dodatkowo umiliło spędzony czas. Dziękujemy wszystkim Kolegom, a nieobecnym przekazujemy tą drogą nie mniej serdeczne życzenia, aczkolwiek pozbawione osobistych wzruszeń i zwyczajowego opłatka. No cóż, przyzwyczailiśmy się, że nawet podczas najważniejszych okazji brakuje części członków...

06.12.2014
Mieliśmy przyjemność fetować łączoną okazję andrzejków i mikołajków AD 2014. W Klubie stawiło się dość Kolegów, żeby spotkanie miało sympatyczny przebieg, a bogato zastawione stoły potwierdzały potrzebę takich wydarzeń. Stawił się aktualny solenizant Andrzej Bujas i z marszu został obsypany gorącymi życzeniami. Podczas biesiadowania na ekranie telewizora przewijały się obrazki m.in. z wyprawy do Grecji, które na bieżąco komentowali jej uczestnicy. Nie zachowała się nawet jedna fotografia dla udokumentowania atrakcji tego wieczora, ale oznacza to tylko dobrą zabawę, podczas której nikt nie zawracał sobie głowy nudnym robieniem zdjęć. Nie zabrakło gości, w tym dawno nie widzianego Donia z żoną, jako oficjalnej delegacji motocyklistów z Budzynia. Zabawa trwała niemal do rana, a ostatni uczestnicy bezpiecznie wrócili do domów.

26.10.2014
Zbliżają się dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki, które zwyczajowo spędzimy przy grobach naszych bliskich. Najczęściej nie planujemy na te dni żadnych wyjazdów, choć niektórzy jednak zapewne podejmą okolicznościową podróż. Z serdecznej życzliwości oraz troski o kolegów zwracamy się o rozwagę i rozsądek podczas poruszania po zatłoczonych drogach. Oczekujemy, że tyle będzie powrotów, co samych wyjazdów.

Jeden z naszych kolegów (potwierdzeniem jest niniejsza fotografia) przygotowuje się nie tyle do Święta Zmarłych, co raczej do importowanego zza oceanu zwyczaju Halloween przypadającego w podobnym czasie. Zapewne dla wzmocnienia zabawnej dramaturgi przygotował z tej okazji nieco kołków na wampiry. Nie wszystkie zostały na dzień dzisiejszy ostrugane i kolejna partia czeka na ostrzenie. Mamy wrażenie, że niewinne polowanie na krwiożercze istoty może przekształcić się w jatkę zważywszy na ilość kołków, jak również profesjonalne obrobienie końcówek groźnej broni wszystkich łowców wampirów. Na naszym Forum opublikowano powiązaną zagadkę, którą rozwiązać może każdy, lecz tylko jeden zwycięzca otrzyma nagrodę. Więcej dowiecie się w dziale Konkursy!

11.10.2014
Bieżące, uroczyste spotkanie przy zastawionych stołach, które nazwaliśmy roboczo zakończeniem sezonu letniego i rozpoczęciem zimowego miało oczekiwany przebieg. Co prawda, frekwencja Kolegów nie była nadto liczna nad czym ubolewamy, to jednak dla obecnych był to czas spędzony niezwykle atrakcyjnie. Nigdy nie mieliśmy problemów z zaopatrzeniem i tak było tym razem. Dodatkową niespodzianką była wizyta, jaką złożyły nam dwie zaprzyjaźnione policjantki-motocyklistki. Jak przystało na gospodarzy nie zaniedbaliśmy honorów należnych takim gościom, choć ich obecność była symboliczna i ograniczona czasem przerwy podczas pełnionej służby.

04.10.2014
Jak powiedział, tak zrobił i to po raz drugi! Nasz kolega Tomek Kołodziejczyk jest autorem pomysłu na aktywny wypoczynek w jesiennych plenerach pilskich lasów i jezior. Jego impreza pn. KiloPYR ściągnęła nad jezioro Piaszczyste pod Piłą miłośników dwóch kółek (w szerokim tego słowa znaczeniu) aby rywalizować nie tyle o zwycięstwo nad innymi, lecz razem spędzić czas na dobrej zabawie.

Przy pięknej, ciepłej pogodzie towarzyszącej złotej jesieni rozegrano kilka widowiskowych konkurencji, które pobudziły krew z wolna krążącą w żyłach wszystkich uczestników. Wśród zawodników dostrzegliśmy znajomą twarz Daniela Karczewskiego z Szydłowa - wiernego kompana wspólnych podróży, choć jeszcze nie Husarza!

Naszym zdaniem zabawa była doskonała, choć mogłaby nieco dłużej trzymać w napięciu zarówno zawodników, jak i liczną widownię. Okazało się bowiem, że rozgrywki w kilku dwuosobowych zespołach rozpoczęły się i zakończyły w ciągu pół godziny bez okolicznościowej celebry czasem, nastrojem oraz emocjami walki.

21.09.2014
Weekendowa wycieczka na Dolny Śląsk przyniosła uczestnikom wiele satysfakcji. Co prawda, w komplecie spotkali się dopiero o zmroku, w centrum niewielkiej wsi Glinno położonej w Górach Stołowych, to nikt nie miał z tego powodu żalu do pozostałych. Część motocyklistów przebywała na południu Polski od czwartku, więc Wojtek Skowroński ruszając w kierunku Wałbrzycha wyjechał samotnie z Piły sobotnim przedpołudniem. Kilka godzin później tą samą drogą podążał Tomek Kołodziejczyk z Ewą. Ostatnia para, niestety nie miała szczęścia zwiedzić zamek Książ pod Wałbrzychem, lecz udało się Danielowi z córką Alicją, Rafałowi i Tymoteuszowi wespół z Wojtkiem, który w czas dobił do grupy. W pięcioro poznali dość powierzchownie walory pięknej rezydencji, która stopniowo podnosi się z ruiny i ma ambicję stanowić turystyczną Mekkę na mapie Dolnego Śląska. Nie da się ukryć, że to imponująca budowla o równie bogatej historii rezydujących w przeszłości osób. Warto jest odwiedzać Książ regularnie, gdyż każdy rok będzie przynosił zmiany i nowe atrakcje.

Grubo po zmroku cztery motocykle wyjechały spod zamku w kierunku Gór Stołowych. Gdzieś tam, za Przełęczą Walimską u podnóża Wielkiej Sowy czekał na gości Krzysztof Maksymowicz, nasz przyjaciel z wrocławskiej Katedry Medycyny Sądowej. Mimo niewielkiej odległości liczonej w granicach 30 km, przejazd nie był łatwy ze względu na znaczną wysokość przełęczy oraz liczne zakręty wyboistej drogi o kątach sięgających 180 stopni! Kiedy jadący na czele wyprowadzał maszynę z ostrego winkla, do jego wierzchołka podchodziły kolejne motocykle, co w nocy sprawiało niesamowite wrażenie. Wreszcie udało się dojechać do samej wsi, lecz w górach przestały działać telefony komórkowe, co miało być warunkiem spotkania z gospodarzem na istnym odludziu. W miejscowości jest klimatyczna karczma i tam zdecydowaliśmy się póki co zatrzymać. Szczęściem pozwolono skorzystać ze służbowego telefonu i po chwili wiedzieliśmy, jak dojechać do celu. W tym samym czasie do karczmy, zupełnie nieoczekiwanie dojechał Tomek z Ewą i byliśmy wreszcie w komplecie! Przy drodze czekał już Krzysztof, więc tym razem bez problemów dotarliśmy do okazałego domu. Odbyła się zwyczajowa prezentacja i po zakwaterowaniu, zmęczeni ale w doskonałych nastrojach zasiedliśmy do kolacji. Przy stole prócz Krzysia, jego żony Hani oraz synka Ignacego poznanych wcześniej podczas trzeciej części Projektu Blücher w Krobielowicach, była obecna ich przyjaciółka Kasia z synem Krzysiem, no i nasza siódemka. Noc przebiegła spokojnie i każdy znalazł swoje miejsce na ciepłym i przestronnym poddaszu. Oczywiście nie obyło się bez figli, normalnych w takich warunkach, lecz wszyscy zasnęli snem sprawiedliwych do samego rana.

Poranek w górach ma właściwości porównywalne jedynie z dobrą kawą w wyborowym towarzystwie! Tak było w naszym przypadku, kiedy chwilę po toalecie usiedliśmy do wspólnego śniadania. Mocne wrażenie graniczące z autentycznym wzruszeniem wywarła modlitwa, którą poprowadził dziewięcioletni Ignaś... Koniec posiłku wyznaczył jednocześnie kres naszego spotkania z przemiłymi gospodarzami i ich przyjaciółmi. To jest piękne miejsce, piękny dom i piękni, otwarci ludzie. Na odjezdne zrobiliśmy kilka wspólnych zdjęć obiecując nigdy nie zapomnieć krótkich, ale szczególnych chwil z Maksymowiczami. Krzysztof zadeklarował gotowość podjęcia nas z otwartymi ramionami w przyszłości, z czego zamierzamy nieraz skorzystać. Opuszczajac wieś na chwilę podjechaliśmy pod kościół, gdzie można zobaczyć dwa krzyże pokutne w okalającym murze. Na ostatek rzuciliśmy okiem do wnętrza zabytkowej karczmy z XVII w. i śmiało możemy rekomendować innym turystom pobyt w tym miejscu!

Podróż powrotna przebiegła wokół Zalewu Lubachowskiego, gdzie zrobiliśmy postój na malowniczej tamie. Następnym etapem był Kościół Pokoju w Świdnicy, a potem jechaliśmy już prosto na północ do domów, zatrzymując się jedynie na tankowanie oraz posiłek w Lesznie. Pomimo porannego załamania pogody i rzęsistego deszczu w niedzielę w Glinnie i pod koniec w okolicach Poznania, podróż minęła bezpiecznie. W końcu cali, zdrowi i zadowoleni choć nieco przewiani wiatrem i deszczem wrócili do domów.

15.09.2014
Bez zbędnego rozgłosu nasi koledzy przedsięwzięli wycieczkę do Grecji. Start miał miejsce 5 września o godz. 6:15 na stacji paliw Lotos w Budzyniu. Grupę stanowili Mirek Kalinowski - BMW (tzw. autobus), Jurek Kozera - Yamaha, Zbyszek Galus - Yamaha, Jarek Grochowski - Yamaha, Jacek Łada - Yamaha, Adam Kubacki - BMW.

Pierwszego dnia sforsowali przejście graniczne w Boboszowie i dalej przez Czechy, Słowację dotarli na Węgry. Tu mieli nocleg w miejscowości Paks. Pogoda sprzyjała im przez całą drogę; temperatura ponad 30 stopni i niezmiennie słonecznie. Po przejechaniu około 1000 km, wszyscy byli nieco zmęczeni drogą. Dodatkowo u schyłku dnia pogoda zmieniła się i zaczął siąpić deszcz. Dla niektórych była to pierwsza od dłuższego czasu przejażdżka motocyklem. Stąd odpoczynek był co najmniej wskazany, więc po wieczornym posiłku i małym piwku znużeni poszli spać.

Drugiego dnia od rana, niestety padało. Na szczęście trasa do Sarajewa była szeroka i łatwa. Po przejechaniu stolicy Bośni i Hercegowiny zaczęła się droga górska. Czarnogóra przywitała naszych turystów przepięknymi widokami choć w oprawie deszczowego i bardzo pochmurnego dnia. Troszkę słońca sprawiłoby, że jazda byłaby ciekawsza i bardziej atrakcyjna. Mijali wielu innych motocyklistów, których nie brakowało mimo ciężkiej i momentami szutrowej nawierzchni. Czasem serpentyna drogi wiła się tak ciasno, że dwa samochody mogły mieć kłopot z wyminięciem. W tych warunkach zajechali na kwaterę do miejscowści Pluzine w Czarnogórze.

Trzeciego dnia, dla odmiany i niejako w nagrodę za dotychczasowe trudy, od rana wyszło piękne słońce. Turystyczne śniadanko pochłonęli w scenerii pięknych, górskich pejzaży. Mokra odzież na szczęście wyschła po ulewie dnia poprzedniego i mogli wyruszyć dalej. W Czarnogórze zdarzyła się drobna awaria chłodzenia jednej z maszyn, ale pomimo niedzieli znaleźli mechanika. Ofiarny czarnogórzec pomógł poszukać i wymienić zastępczy wentylator od skutera i mogli ruszyć dalej. Po przekroczeniu granicy z Albanią wróciły wspomnienia z tego samego miejsca sprzed 5 lat. Okolice okazały się zupełnie nie do poznania - to był całkiem inny świat z nowymi drogami, budynkami i stacjami benzynowymi! Dojechali do hotelu w Duress nad samym Adriatykiem, gdzie nawet hotel nosił nazwę 'Adriatyk'. Zażyli morskiej kąpieli, a wieczorem poszli na spacer po mieście. Wrócili z 'łupami' zakupionymi na tamtejszym bazarze, a później już tylko grzecznie zasnęli.

Czwartego dnia celem wyprawy stała się Grecja. Aby go osiągnąć pojechali nowymi - z reguły - albańskimi drogami. Ta jakość dominowała na trasie, choć zdarzają się stare drogi z nawierzchnią bez asfaltu lub zalane wodą pochodzącą z studzienek podziemnej kanalizacji. Po przekroczeniu granicy albańsko-greckiej zatrzymali się na posiłek przyrządzony z żeberek lamy (coś, jak polska koza). Jarkowi zasmakowało do tego stopnia, że poprosił o przepis! Na dwudniowy pobyt stanęli w miejscowości Igoumenitsa. To mała, fajna wioska gdzie znaleźli hotel przy samym porcie, aczkolwiek z pokojami o kiepskiej panoramie okolicy.

Kolejny, piąty dzień był przeznaczony na rekreacyjną przerwę w podróży. Jedni pojechali na plażę poleniuchować, a trójka pozostałych husarzy wybrała się na przejażdżkę w pobliskie góry.

Szóstego dnia wyruszyli do Aten. Po drodze cieszyli oczy pięknymi widokami na morze i góry. Ogromne wrażenie zrobił przejazd przez most, który doprowadził grupę do centrum greckiej stolicy. Postój został wymuszony po części przegrzaniem jednego z motocykli, którego silnik zagotował się od wrażeń. Niemniej była to zarazem okazja do zwiedzenia Akropolu. Niestety krótka, bo udało się zrobić zaledwie kilkanaście zdjęć i już opuszczali centrum z uwagi na zbyt duży ruch, jak dla naszych motocyklistów. Ucieczka nastąpiła w kierunku morza, gdzie praktycznie po ciemku musieli poszukać hotelu! W niektórych kurortach turystycznych to nie lada wyczyn, gdyż duża część bazy noclegowej jest już nieczynna, choć to dopiero wrzesień. Jednak nocne poszukiwania opłaciły się i przy samej plaży znaleźli miły hotelik z basenem.

Siódmy dzień po pobudce rozpoczął się bardzo mile ze względu na przepiękne widoki z hotelowych okien. Tu spędzili cały jeden dzień na relaksie i pluskaniu w ciepłym morzu, w którym woda osiągała temperaturę 28 stopniu, a tymczasem w basenie zaledwie... 26 stopni! Jak to zostało określone w relacjach - było cudnie...

Ósmego dnia w sobotę rozpoczął się powrót w kierunku domu. Według nawigacji GPS pozostało do przejechania 2401 km, co wskazywało na zakończenie wyprawy w niedzielne popołudnie 14 września. Ruszyli punktualnie o godz 6:00 przez puste, greckie autostrady. Na granicy z Macedonią minęli strefę czasową i znowu była godzina 12:00 w południe, jak 60 minut wcześniej. Przez Macedonię i Serbię jechali niby to drogami, które według mapy i nawigacji miały być 'autostradami', a w rzeczywistości dopiero są budowane. Po osiągnięciu Belgradu rozpoczęli bezskuteczne poszukiwania hotelu i w efekcie dotarli do samych Węgier! Tam dopiero, po przekroczeniu granicy, znaleźli hotel, ale ze względu na późną porę zakończyli dzień marnym jednym piwem i poszli spać.

Dziewiątego dnia rano nastąpił wyjazd, choć w grupie wyraźnie dało się odczuć zmęczenie. Monotonna jazda trwała cały dzień i polegała przede wszystkim na 'zaliczaniu' kolejnych miejscowości. Aż tu nagle, o godz. 21:30 znaleźli się na stacji Lotos w Budzyniu! Na koniec zrobili już tylko zdjęcie grupowe, poczym nastąpiło pożegnanie i rozjazd do domów.

W krótkim podsumowaniu prócz powyższego opisu można dodać, że wszyscy dojechali. Nawet Jarek na łysej oponie dał radę! Zażywali kąpieli w trzech morzach - Adriatyckim, Egejskim oraz Jońskim i w tym celu przejechali ponad 5200 km. To jeden, ale nie jedyny powód, dla którego są zadowoleni i już planują kolejny wyjazd!

30.08.2014
Dla tych, którzy obudzili się przed godz. 7:00 pogoda mogła wydawać się mało przyjazna. Koledzy wyjeżdżający do Ustki mieli zapewne kwaśne miny widząc ołowiane chmury i ślady po całonocnym, rzęsistym deszczu. Wydaje się jednak, że pojechali choć nie ma co do tego żadnej pewności. Do dziś nic nie wiadomo o atrakcjach nadmorskiej wycieczki. Inaczej rzecz miała się ze śpiochami przecierającymi kaprawe oczęta godzinę, dwie później! Na niebie świeciło już piękne słońce zapowiadając fantastyczny wyjazd do Mirosławca na tamtejszy Piknik Lotniczy organizowany przez 12. Komendę Lotniska.

I rzeczywiście! Pogoda dopisała przez cały dzień, dając niepowtarzalną okazję do nietuzinkowego spotkania na płycie lotniska i podziwiania zarówno sprzętu, jak i akrobacji naszych lotników. Z Piły wyjechali Wojtek Skowroński i Tomek Kołodziejczyk z towarzyszącą Ewą oraz Daniel Karczewski z Szydłowa. Po drodze, w Wałczu spotkali się z umówioną grupą miejscowych bikerów. Trzeba podkreślić, że na miejscu zbiórki pojawił się Irek Rajewski - długoletni członek Husarii, który zrezygnował z członkowstwa przed dwoma laty. Tu jednak odnalazł się w asyście przyjaciółki wspierającej renesans uczuć Irka do motocykla. Być może nie raz spotkamy się podczas wspólnych wypadów. Na samym lotnisku spotkaliśmy również Piotra Maksymowicza, tym razem rodzinnie z dziećmi.

01.07.2014
Niemal bez echa minęła rocznica urodzin najstarszego husarza, czyli jubileusz 81-lecia Franka Paproty z Jastrowia. Trochę to dziwi, ponieważ jego osoba jest żywą tradycją Klubu realizowaną poprzez stały kontakt z grupą na wielu imprezach, które organizujemy w ciągu roku. Nie od rzeczy będzie także przypomnieć zasługi Franka w stworzeniu podwalin pod obecną Husarię.

Wojtek Skowroński przekazał Jubilatowi serdeczne życzenia i wręczył stosowny bukiet urodzinowy dla potwierdzenia naszych związków. Jak mogliśmy się przekonać na własne oczy, Frankowi towarzyszą pogoda ducha oraz dobre zdrowie, więc nie zamierza na razie ograniczać swojej aktywności. Był okolicznościowy szampan i stosowny poczęstunek, czyli wszystko dla godnej oprawy rodzinnego święta.

Przy urodzinowym stole zasiadła, jak zwykle, najbliższa rodzina wraz z frankową małżonką, która chętnie wspominała poprzednie wizyty kolegów motocyklistów. Wnuk Paweł, dziś student pożarnictwa, systematycznie śledzi nowinki na naszej stronie internetowej i od czasu do czasu przypomni dziadkowi o klubowych obowiązkach. Chciałoby się zaapelować o częstsze odwiedziny w Jastrowiu, lecz przecież to nie jest obowiązek, a tylko przywilej wynikajacy z koleżeńskich relacji.

29.06.2014
Wzięliśmy udział w II edycji Regat Smoczych Łodzi na Gwdzie! Jako osada Motocykliści składajaca się z 20 wioślarzy, jednego bębnisty i sternika, stawiliśmy czoła ubiegłorocznym czempionom, jak również zupełnie nowym twarzom tej świetnej imprezy. W składzie osady wystąpili reprezentujacy Husarię - Wojtek Skowroński (kapitan), Zbyszek Galus, Mirek Kalinowski, Jurek Kozera i Maciej Pakiet. Pozostali wioślarze to również motocykliści i po części motocyklistki - Wśród nich Marcyś Ciemiński (bębnista), Paulina Bełza, Karolina Domagalska, Magda Dul, Roksana Jankowska, Adela Janusz, Monika Kolankowska, Edyta Kowalska, Ilona Kowalska, Sylwia Malankowska (fotograf), Ola Rokosa, Adam Bartnicki, Rafał Broda (Szczecinek), Jarosław Domagalski, Daniel Karczewski, Wojciech Kotlarski, Krzysztof Ostrowski, Zbigniew Rokosa, Jakub Utecht i Michał Włoch (Chojnice).

Mordercze, niedzielne wyścigi zostały poprzedzone sobotnim treningiem, który uświadomił amatorom z jakim wysiłkiem będziemy mieli do czynienia. Niemniej nikt nie zrezygnował i podczas właściwych regat, podzielonych na ćwierćfinały, półfinały oraz decydującą rozgrywkę finałową, zdołaliśmy zakwalifikowac się do półfinałów wysyłajac do domu osadę Exalo. Niestety, po dwóch biegach zakończyliśmy walkę ulegając o sekundę osadzie PWSZ, która następnie wystartowała po puchar, mając za przeciwników osadę Smoczków. Zwycięstwo w rozgrywkach przypadło bezkonkurencyjnie tej ostatniej i Smoczki dumnie zaprezentowali puchar prezydenta miasta za zdobycie I miejsca w tegorocznych rozgrywkach.

Jesteśmy jednak zdeterminowani do udziału w kolejnej edycji, gdzie ponownie zaprezentujemy siłę motocyklistów oraz niezłomną wolę walki o miejsce na najwyższym podium. Regaty były świetnym czynnikiem integrującym, choć pewne watpliwości budzi niewielki odsetek naszych kolegów, którzy nie zdecydowali się zasilić ekipy na łodzi, jak również zabrakło ich wśród widzów. W tym miejscu trzeba jednak oddać szacunek prezesowi Marianowi Jędrzejaszkowi oraz Romkowi Sendalowi z żoną, którzy dziarsko dopingowali nas w obu biegach. Dziękujemy wszystkim sympatykom jednośladów, którzy entuzjastycznie zasilili pokłady energii wszystkich wioślarzy, a szczególną sympatię skierowali na nas - motocyklistów - pokonanych, lecz nie przegranych!

07.06.2014
Sobota przywitała mieszkańców Piły pięknym, słonecznym porankiem i taka pogoda utrzymała się przez cały weekend. Przed południem zebraliśmy się na stacji paliw Łukoil przy ul. Bydgoskiej, żeby za chwilę wjechać na boisko szkoły salezjańskiej przy ul. Andersa. Miał tam miejsce piknik szkolny i ekipa w składzie Rafał Bartoś, Marian Jędrzejaszek, Mirek Kalinowski, Jurek Kozera, Piotrek Maksymowicz, Sławek Przydatek, Wojtek Skowroński oraz jeden motocyklista spoza Klubu została zaproszona do prezentacji maszyn. Występ spotkał się z dużym zainteresowaniem dzieci oraz ich rodziców, a trójka naszych obwoziła maluchy przez cały czas spotkania. W ramach podziękowania otrzymaliśmy poczęstunek od Marleny Galus reprezentującej gospodarzy, w tym pyszne lody o niecenionych walorach przy narastającej spiekocie.

Spędzony czas mijał szybko i mile, ale już za chwilę szykował się wyjazd do Łobżenicy na uroczyste otwarcie stanicy turystycznej motocyklistów lokalnego Krajna Motors Team. Odprawa przed wyjazdem miała miejsce przy Klubie, a grupa składała się zarówno z naszych klubowych kolegów, jak i dominujacej większości motocyklistów, którzy odpowiedzieli na apel o wspólny wyjazd. W sumie mogło wyjechać z miejsca zbiórki nie mniej, jak 30 maszyn i trzeba przyznać, że kolumna w trakcie jazdy, choć rozbita na dwa zespoły, wyglądała imponująco. Sama impreza w Łobżenicy nad pięknym rozlewiskiem Łobzonki została perfekcyjnie przygotowana przez gospodarzy. Po mszy świętej w tutejszym kościele masa krytyczna motocyklistów pojechała na godzinną paradę z finałem przed stanicą.

Zatroszczono się o wszystko, co jest niezbędne podczas zlotów motocyklowych i nikt nie mógł narzekać na jakiekolwiek braki lub uchybienia. Oprawę muzyczną zapewniły dwie kapele i dały popis nie gorszy od renomowanych zespołów występujących na profesjonalnych scenach. Impreza trwała do następnego dnia; choć z każdą godziną ubywało przybyłych, to jednak miejsca noclegowe na zapleczu budynku zostały zapełnione do ostatniego łóżka. Niedziela powitała nielicznych gości i całą ekipę gospodarzy przy wspólnym śniadaniu i praktycznie w samo południe na placu boju pozostali jedynie członkowie KMT. Obiekt był już wzorowo posprzątany, dozorująca teren Policja nie odnotowała żadnych incydentów prócz zaginięcia, a następnie odnalezienia jednej panny i sympatyczna impreza dobiegła końca. Oficjalne podsumowanie, jakie wygłosił prezes Piotr Orzeł zawierało dane odnoszące się do hasła 'Siedemset motocykli na 700 lecie Łobżenicy'. Tak więc region oraz dalsza i bliższa Polska godnie odpowiedziały na wezwanie, co pozoliło doliczyć się (ponoć) 728 motocykli bijących z naddatkiem oczekiwania gospodarzy! I tej liczby oraz miłych wspomnień należy się trzymać!

11.04.2014
Kolejny raz zaproszeni zostaliśmy do siedziby KMT w Łobżenicy. Stanica motocyklistów nabiera kształtów i z grubszych robót pozostała do zrobienia podłoga w budynku, dokończenie elewacji i uporządkowanie otoczenia. Wewnątrz honorowe miejsce zajmuje oryginalnie wykonany nalewak do piwa.

Nie jest to jedyny atrybut stanicy, gdyż normalnie funkcjonuje w niej kącik socjalny z pełnym wyposażeniem i obsługą. Każdy może zamówić coś do picia i przekąszenia z wypełnionej chłodziarki (skąd my to znamy?). Wewnątrz znajdzie się wygodna toaleta, miejsca noclegowe z osobnym węzłem sanitarnym oraz główna sala z podium do ekspozycji zabytkowych maszyn.

Poza kurtuazyjną uprzejmością w stosunku do gości prace trwały nieprzerwanie, a chłopakom robota aż paliła się w rękach co wyraźnie widać na zdjęciu. Poza budynkiem będzie przylegająca wiata z zadaszeniem oraz odnowione boisko do aktywnej rekreacji.

Korzystając z chwilowej nieuwagi gospodarzy udało się nam niepostrzeżenie zarejestrować tajemniczy obiekt ukryty pod grubą plandeką. Jest to prawdopodobnie obrobiony głaz słusznych rozmiarów z godłem Krajna Motors Team wykutym sprawną ręka kamieniarza. Za dyskretną aprobatą KMT, jako pierwsi publikujemy ten obraz!

Na zewnątrz widać jeszcze wiele do zrobienia, choć w obecnym stanie budynek oraz zaplecze robią wielkie wrażenie. W trakcie naszej obecności mogliśmy dostrzec zaciekawionych łobżeniczan obserwujących, jak z ruiny wyrasta nowy budynek atrakcyjnie wkomponowany w otoczenie. Na całym terenie widać pracę KMT począwszy od niezliczonych nasadzeń, aż po kratownicę uroczego mostku nad rzeką oddzieloną przez długość ciągu spacerowego metalową balustradą.

To nowa jakość dla miasta, gdyż z uroczego zakątka w pobliżu rzeki, za sprawą wysiłku naszych przyjaciół, korzystać będą mieszkańcy. Znajdą tu z pewnością godne miejsce do spacerów i powód do dumy ze swoich motocyklistów. Tymczasem termin otwarcia stanicy jest coraz bliżej i zbiegnie się z obchodami 700 lecia Łobżenicy. Na uroczystość są zaproszeni wszyscy, którym na sercu leży podkreślenie jedności naszego środowiska. Powinniśmy dołożyć starań, aby tego dnia przyjechało do miasteczka 700 motocykli, co znakomicie uświetniłoby oprawę uroczystości zaplanowanych na 7 czerwca. Z naszej strony apelujemy o najwyższą frekwencję i już dziś zaplanujmy sobie wyjazd, rezerwując ten dzień tylko dla Krajna Motors Team!

23.03.2014
Dzisiejszej niedzieli zmarł znany i ceniony w Pile kupiec, samorządowiec oraz społecznik Lech Cabański. To postać mało kojarzona z motocyklistami, lecz z ubocza interesował się tym światem, jak mało kto. Przykładem może być wyprawa na Syberię przedsięwzięta w 2012 roku przez Jurka Kozerę i Mirka Kalinowskiego na motocyklach z ekipą Romka Sendala i Jarka Koczary w terenowym Uralu. Lech był żywo zaangażowany w przekazywanie informacji o poszczególnych etapach, a także sympatyzował z całą grupą jako stały czytelnik treści zamieszczanych na stronie internetowej Husarii. Po prostu lubił nas, jako ludzi połączonych wspólną pasją.

Nasze ostatnie spotkanie miało miejsce podczas wycieczki 'Szlakami pamięci i wstydu' zorganizowanej w 2013 roku. Razem z żoną towarzyszył uczestnikom w trakcie zwiedzania opuszczonego cmentarza w Starym Brzostowie, służąc wiedzą historyczną. Było to niezwykle przyjemne uczucie, że mogliśmy sprawić Jemu radość swoją obecnością oraz widokiem motocykli, które podziwiał przy tej okazji.

Dziś odszedł, a wraz z nim cząstka serdeczności, jaka nas z jego strony otaczała. Krótki rys biograficzny Zmarłego został zamieszczony w bieżącej edycji Faktów Pilskich.

23.03.2014
No i rozpoczęcie sezonu 2014 mamy za sobą, gdyż tegoroczna Motomarzanna udała się znakomicie, a sama zainteresowana została przykładnie utopiona w Gwdzie. Impreza zgromadziła tylu motocyklistów, ilu jeszcze nie widział pilski Plac Staszica. Otoczony ze wszystkich setkami maszyn, że nie dało sie nawet skuterka wcisnąć był widownią wiosennego zlotu tych, którzy razem ze swoimi pojazdami tęsknie wyglądali nadejścia wiosny. No i nadeszła, a dowodem jest trumfalny gest Mirka Kalinowskiego i jego córeczki Zosi.

Dopisała też Husaria, bo nasi koledzy licznie pojawili się w centrum wydarzeń tak na placu, jak w okolicach mostu na Gwdzie, podczas topienia nielubianej zołzy. Impreza miała dalszy ciąg w Klubie, dokąd udaliśmy się zaraz po oficjalnym zakończeniu. Pogoda na tyle sprzyjała, że mogliśmy zasiąść do stołów razem z naszymi gośćmi pod gołym niebem. Rozpalony grill dostarczył niezbędnego mięsiwa, a stoły niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zapełniły się przywiezionymi smakołykami. Mamy wielką satysfakcję z godnego przyjęcia, jakie na konto nadchodzącej wiosny sprawiliśmy naszym przyjaciołom z Wałcza i Mirosławca oraz sobie samym!

21.03.2014
Zorganizowane ad hoc klubowe imieniny dwóch naszych kolegów Zbyszka Galusa i Józka Narela zwabiły kameralne grono, w którym do późnej nocy świętowaliśmy przy zastawionych stołach. Padły okolicznościowe toasty wzmocnione serdecznymi życzeniami, a solenizanci odwzajemnili się stosownym poczęstunkiem. To kolejna drobna uroczystość integrująca grupę wokół osobistych świąt i dowód, że nasze relacje wchodzą w orbitę wydarzeń prywatno-rodzinnych. Tym samym zacieśniamy nasze związki, co jeszcze mocniej podkreśla charakter więzi tworzonych wewnątrz grona ludzi połączonych pasją, miejscem i czasem. Pomimo braku reszty kolegów zatrzymanych ważnymi zapewne sprawami, obecność tych którzy chcieli jest dowodem, że stanowimy jedność.

09.03.2014
Pierwszy grupowy wyjazd nad morze w niedzielę 9 marca udał się znakomicie. Co prawda, zamiast do Darłowa koledzy pojechali do Mielna, ale to prawie to samo. Kawalkada składała się z pojazdów prowadzonych przez Pawła Dahlke, Jarka Grochowskiego, Mariana Jędrzejaszka, Jurka Kozerę, Sławka Przydatka i Jacka Sokołowskiego. Do kompletu doszlusował na czterech kółkach Romek Sendal. Pogoda dopisała, animusz podobnie co w zestawieniu ze szczęśliwym powrotem zapisało się, jako sympatyczne wydarzenie rozpoczynające kolejny sezon.

08.03.2014
Łaskawa, marcowa pogoda wcześniej wygoniła na weekendowe drogi całe rzesze motocyklistów. Nie zabrakło wśród nich husarzy w osobach Mariana Jędrzejaszka i Jurka Kozery, którzy nie czekając do następnego dnia postanowili przetrzeć szlak. Żeby słowom stało się zadość poniżej prezentujemy, jako dowód rzeczowy dwie fotografie lwiej części zarządu Klubu w drodze.

Przypadek sprawił, że wyjazd naszych kolegów miał miejsce tuż po kolejnym wypadku z udziałem kierowcy BMW w okolicach skrzyżowania al. Wojska Polskiego, ul. Mickiewicza i ul. Koszalińskiej stąd niecodzienna sceneria w tle. Nie da się ukryć, że w ciągu ostatnich dni w Pile miało miejsce kilka tragicznych zdarzeń, w tym również jedno z ofiarą śmiertelną na ul Koszalińskiej.

Ciepła, słoneczna pogoda sprzyjają rozkojarzeniu zmysłów, które powinny być w naszym przypadku bez przerwy wyostrzone choćby dlatego, że jadąc motocyklem jesteśmy niczym nie osłonięci przed skutkami najdrobniejszych nawet zdarzeń drogowych. Cieszymy się z dobrych warunków pogodowych, które umożliwiły wcześniejszy wyjazd z garaży, lecz niech nasza uwaga i ostrożność pracują na najwyższych obrotach! Nie życzymy nikomu udziału w takich okolicznościach, co najwyżej w roli postronnych obserwatorów, jeśli los będzie innym nieprzychylny.

02.03.2014
Wiosna wysłała swoich zwiadowców! Nie tyle za sprawą dziesiątek motocykli, jakie pojawiły się na ulicach w bieżący, pogodny i słoneczny weekend, co oznakami od wieków potwierdzającymi jej nadejście. Warkot silników nie ma wiele wspólnego z wiosną, choć niejeden z nas bardzo czeka na odwrót zimy spędzając coraz więcej czasu w garażu i siodle. Jednak to nie zapach spalin, ale ciepły aromat wilgotnej gleby, pierwsze przebiśniegi, pierwiosnki czy krokusy nie pomijając popularnych baź czy lepkich pąków na drzewach i krzewach.

Właśnie tak wyglądało pierwsze spotkanie z wiosną tego roku w obiektywie Wojtka Skowrońskiego. Nie da się ukryć, ze zdjęcie jest efektem dzisiejszych poszukiwań znaków na niebie i ziemi, które dowiodłyby rychłego nadejścia najpiękniejszej pory roku i nieutulonej tęsknoty za wszystkim, co się z tym wiąże!

22.02.2014
Zamieściliśmy wcześniej informację o wysiłkach kolegów z Krajna Motors Team w Łobżenicy zmierzających do przywrócenia do życia starej szopy kajakarskiej w nowej roli stanicy motocyklowej. Byłoby niekonsekwencją porzucić wątek tylko dla tej jednej wiadomości, kiedy w środku i na zewnątrz praca wre. Korzystając z zaproszenia Piotra Orła dokonaliśmy wizji lokalnej na miejscu i nie da się ukryć widocznego postępu prac.

Zaniedbane do niedawna otoczenie zostało zniwelowane i położono drenaż pod przyszłą drogę dojazdową. Część prac wykonało miasto w zakresie stworzenia uroczej enklawy nad rozlewiskiem rzeki Łobzonki, lecz KMT dołożyło wcale niemało pozostałych robót łącznie z nabrzeżną balustradą. Sam obiekt stanicy jeszcze kilka miesiecy temu rozpadał się i pogrążał w ruinę, a teraz - choć jeszcze tego wyraźnie nie widać - z każdym tygodniem nabiera nowych kształtów wypełniających przyszłą funkcję. Trzeba podkreślić, że KMT z sukcesem aplikował o środki z funduszy unijnych otrzymując w efekcie siermiężnego tworzenia papierów wcale niemały zastrzyk finansowy. To dowód, że można jeśli się chce i pokona wiele trudności!

Najbardziej widoczny jest nowy dach, ale wewnątrz rozplanowano już wszystkie pomieszczenia i trwa adaptacja do finalnych założeń. Nie chcemy zdradzać szczegółów przed uroczystym otwarciem, jakie zaplanowano na kulminację obchodów 700 rocznicy nadania praw miejskich. Niemniej jesteśmy przekonani, że obietnica oddania obiektu do użytku na dzień 7 czerwca br. zostanie dotrzymana!

15.02.2014
Imprezę dla sześciu jubilatów i jednego solenizanta możemy uznać za nadzwyczaj udaną! Wszyscy, którzy byli tego wieczora pępkiem świata, a więc Marian Jędrzejaszek, Jurek Kozera, Roman Sendal, Rafał Bartoś, Sławek Przydatek, Józek Narel i Arnold Zimnicki zjawili się w komplecie. Klub od wczesnego wieczora był przygotowany na przyjęcie znacznej liczby gości, ale zmasowany przyjazd przyjaciół z Mirosławca i Tuczna przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania! Stoły w salonie i 'czeladnej' szybko zapełniły się dowiezionymi frykasami, wśród których nie zabrakło owoców maestrii kulinarnej naszego Prezesa. Do najbardziej spektakularnych należały oczywiście okolicznościowe torty, a na jednym z nich fotograf utrwalił cyniczną inskrypcję w formie zdania 'Wszyscy i tak są za starzy'.

Po spełnieniu niezbędnych toastów i odśpiewaniu typowych przyśpiewek urodzinowo/imieninowych rozpoczął się czas beztroskiej zabawy, gdzie już nikt nikomu nie wypominał mniej lub bardziej zaawansowanego wieku. Obecność pań włączyła niepraktykowane w innych okolicznościach zachowania i do akompaniamentu gitary ruszyły w taniec pierwsze pary. Nie ma co zaprzeczać, że kolejne godziny w doborowym gronie mijały radośnie i wesoło.

Po raz pierwszy od początku nowej siedziby obie sale wypełnione były licznie i wszystkim obecnym należą się wyrazy uznania i podziękowania za wniesiony udział do tej niezwykłej uroczystości. Szczególnie miło było powitać dawno niewidzianego Józka Narela, który zaznaczył swoją obecność własnoręcznie przygotowanym pieczystym w szerokim asortymencie oraz właściwym sobie humorem. Z pewnością solenizanci i ich goście na długo zapamiętają ten dobrze wypełniony czas.

17.01.2014
Pierwszą noworoczną aktualnością jest ciepła jeszcze relacja o klubowym spotkaniu w piątkowy wieczór. Dominującym elementem był 'bigos Mariana', którego błogi zapach wwiercał się w nos już w przedsionku. Nie da się ukryć, że stanowił gwóźdź imprezy, która marną ferkwencją przypominała raczej kameralne spiskowanie białoruskich konspiratorów!

To oczywiście żart, bo przed kominkiem rozsiadło się wygodnie nie mniej, jak siedmiu husarzy! Byłoby nas więcej, ale Jacek Sokołowski i Karol Wiśniewski musieli wcześniej opuścić towarzystwo. Nie przeszkodziło to w utrzymaniu właściwego nastroju, którego oprawę muzyczną zapewnił jak zwykle Jarek Grochowski. Zaraz po głównym posiłku serwowanym przez jego autora, Arnold zaintonował wspólne odśpiewanie kolęd i wyszło to nienajgorzej. Potem jednak wokalne popisy kolegów zogniskowały się na biesiadnych wykonaniach kilkudziesięciu standardów spośród przebojów polskiej estrady, co dało już zdecydowanie lepsze efekty.

Zapowiedzią tegorocznych wycieczek była informacja Wojtka Skowrońskiego o zaawansowanych planach wyjazdu do Wrocławia, gdzie swoje zbiory będzie nam prezentować tamtejsze muzeum Medycyny Sądowej. Spotkanie przy trzaskającym ogniu, sutym posiłku i gorących napojach do wyboru i koloru trwało w późną noc i tylko szkoda, że cieszyło się znikomym zainteresowaniem. Na tym tle chwalebnym przykładem solidarności z uczestnikami okazał się Paweł Dahlke przybyły pomimo późnej pory i dna garnka przeświecającego pod resztkami prezesowego bigosu. Można? Można!




 
     
© Wszelkie prawa zastrzeżone Husaria 2008
Stowarzyszenie KTM Husaria Piła