Strona Główna Forum motocyklistów
Forum pod egidą KTM 'Husaria' Piła

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: Wojciech
25 Luty 2017
'Projekt Blücher' - cz. I
Autor Wiadomość
Wojciech 
Administrator


Dołączył: 05 Kwi 2008
Posty: 598
Skąd: Piła
Wysłany: 24 Czerwiec 2013   'Projekt Blücher' - cz. I

Wycieczka, pomimo wątpliwych prognoz meteo udała się zarówno tematycznie, jak również turystycznie! Wzięło udział pięciu motocyklistów: Artur, Mirek, Rafał, Zbyszek i Wojtek. Z pewnością nie był to wyjazd licznej grupy, a jednak udało się wypełnić cały program bieżącej części.


Spotkaliśmy się punktualnie na parkingu salonu Fiata w Pile, gdzie czekał trochę zniecierpliwiony Rafał ze Szczecinka i Mirek ze Zbyszkiem. Ja dotarłem przedostatni i zaraz dojechał Artur. Poza Rafałem pozostali to pilanie. Śladów po marszałku w pasie od Dolnego Śląska przez Wielkopolskę do Pomorza jest niemało, choćby za sprawą dawnych nazw placów, ulic lub miejsc. W naszym mieście jedna z ulic do 1945 roku także nosiła nazwisko tej postaci, a dziś - podobnie, jak w tamtych czasach, to równie cicha i mało eksponowana ul. Bohaterów Westerplatte na Dołkach po prawej stronie al. Poznańskiej, kiedy już zjedzie się z wiaduktu. Lecz inne miejsce było celem wycieczki, więc nie zwlekając ruszyliśmy we właściwym kierunku.


Trasa wycieczki na mapce Google

Złotów to miasto zaskakujące dla dociekliwego odkrywcy i pomimo zmian jest w nim wiele do zobaczenia. Jadąc główną ulicą w kierunku Jastrowia nie sposób pominąć zabytkowego kościoła farnego pw. Wniebowzięcia NMP. To historyczne miejsce godne zwiedzenia tyle razy, ile jesteśmy w mieście. Dziś odzyskuje dawną świetność dzięki pracom konserwatorskim prowadzonym na dużą skalę. Świątynię ufundował właściciel Złotowa, starosta poznański Andrzej Karol Grudziński w 1641 r. Dzięki uprzejmości pani zajmującej się porządkami mogliśmy zwiedzić jego wnętrze oraz zajrzeć do krypty, gdzie spoczywają rodzice fundatora Zygmunt i Anna, jego syn Zygmunt oraz ks. Alojzy Słowiński, proboszcz parafii złotowskiej w latach 1853-1883. Stan zachowania szczątków możliwy jest do zweryfikowania przez oszklenia w wiekach trumien.


Mimo zachwytów nad wspaniałym kościołem, nie był on jednak naszym celem i ruszyliśmy na północ do Starego Dzierżążna. To tutaj Blücher zajął się rolnictwem po rezygnacji ze służby wojskowej i początkowemu brakowi perspektyw na dalszą karierę w armii pruskiej. Wydzierżawił folwarki Gresonse (pol. Str. Dzierżążno) oraz Stewnitz (pol. Stawnica) rozpoczynając żywot ziemianina. Tego samego roku, 21 czerwca 1773 wziął ślub z córką właściciela sąsiedniego majątku Pottlitz (pol. Potulice) - młodziutką, 17 letnią Caroline Amalie von Mehling.

Ze źródeł wynika, że w czasie trwania małżeństwa urodziło się siedmioro dzieci, z których jedynie troje osiągnęło pełnoletniość. Na miejscowym cmentarzu ewangelickim z XVIII w. znalazło miejsce spoczynku dwoje z nich. Po latach, ówczesny właściciel Złotowa książę Karol Hohenzollern ufundował w 1863 na ich grobie pomnik będący nie tyle wyrazem pamięci dla zmarłych, co hołdem dla ich ojca. Dowodem jest jeden z napisów:

Der verewigte Feldmarschall
Fürst Leberecht Blücher von Wahlstadt
befand sich in den Jahren 1774 bis 1780
als Rittmeister im Pachtbesitz der
Vorverke Gresonse und Stewnitz


Świętej pamięci feldmarszałek
Książę Leberecht Blücher von Wahlstadt
jako rotmistrz
dzierżawił w latach 1774-1780
folwarki Gresonse i Stewnitz

Nawiasem mówiąc Blücher nie przykładał się do ojcostwa, co znalazło ślad w powierzchownych relacjach z żyjącym potomstwem odnotowanymi w biografiach marszałka. Nie miał też serca do roli, jednak na folwarkach w Gresonse i Stewnitz nie stracił, dzięki czemu kupił inny majątek na środkowym Pomorzu, ale to już historia do następnej części projektu.

Naszym zadaniem było odnaleźć cmentarz i pomnik, o którym mowa. Pomocą służyły dokładne mapy niemieckie tzw. Messtischblatt o skali 1:25000 oraz polskie mapy sztabowe 1:100000. Nic jednak nie zastąpi wypytania o drogę u miejscowych, którzy z reguły znają swój teren lepiej od kogokolwiek, choć i tu są wyjątki!


Do kępy drzew, niedaleko za wsią trafiliśmy jak po sznurku, lecz pierwsze wrażenia z zakrzaczonego i porośniętego drzewami terenu były mało zachęcające. Okrążyliśmy trudny do przeniknięcia wzrokiem kwartał szukając sposobnego przesmyku dla wniknięcia do wnętrza i wreszcie udało się! Stary cmentarz od środka prezentował się bardziej dostępnie i widoczne były ślady wcześniejszych porządków. Można było również określić bieg głównej alei po dwuszeregu starodrzewia wytyczającego jej oś. Rozeszliśmy się w poszukiwaniu nagrobków, co nie było proste ze względu na bujną zieleń i brak jakichkolwiek śladów pochówków. Na pierwszy rzut oka nie było ani krzyży, ani żeliwnych płotków lub charakterystycznych wzniesień - zupełnie niczego, co przypominałoby założenie cmentarne.


Nagle Artur odkrył to, po co przyjechaliśmy, a po chwili wszyscy stanęliśmy przed marmurowym cokołem usiłując odczytać niewyraźne napisy po obu jego stronach! Nie mogło być żadnej wątpliwości, że oto przed nami, na samym końcu głównej alei znaleźliśmy poszukiwany artefakt dobitnie świadczący o obecności Blüchera i jego rodziny. W tym miejscu pochowano narodzonych Ernsta Friedricha Augusta i Bernharda Franza Joachima:


Hier ruhen zwei Kinder
des Feldmarschalls
Fürsten Blücher von Wahlstadt:
Ernst Friedrich August,
geb. 30. April 1774,
und
Bernhard Franz Joachim,
geb. 10. Februar 1778.
Dem andenken ihres heldenmüthigen Vaters
errichtete dies Denkmal zum 17. März 1863
Carl Prinz von Preußsen

(...)ku pamięci ich bohaterskiego ojca
wzniósł ten pomnik 17 marca 1863
Karol książę pruski

Nie wiem jak pozostali, lecz ja odczułem fizyczne dotknięcie historii, jakby muśnięcie oddechem ludzi żyjących przed blisko 250 laty! Dla tych ulotnych i bardzo osobistych chwil warto jest poświęcić czas i odrobinę wysiłku.

Po opadnięciu pierwszych emocji przyjrzeliśmy się uważnie otoczeniu i odkryliśmy kolejny nagrobek jakiegoś włościanina, lecz był to jedyny poza pomnikiem dowód istnienia cmentarza w tym miejscu. Reszta prawdopodobnie poddała się czasowi i, co jest najbardziej haniebne - złodziejom buszującym w takich miejscach za wszystkim, co można jeszcze wykorzystać lub sprzedać bez szacunku dla zmarłych, przeszłości i samych siebie. Takie hieny nie czują, nie myślą i nie mają potrzeby określania własnej tożsamości w odniesieniu do czegokolwiek!

W samej wsi znajdował się budynek, który miejscowi nazywali 'Blücher Haus', czyli dom Blüchera. Stoi do dzisiaj, choć nieco przebudowany i zmieniony w stosunku do zachowanych fotografii z przed II wojny światowej. Prawdopodobnie rotmistrz mieszkał w nim razem z rodziną, lecz na teraz trudno to zweryfikować. Niemniej, na zachodnim skraju wsi, przy wjeździe od Złotowa stoi, niegdyś okazały, prawdziwy budynek dawnego dworu. Za czasów świetności od frontu rozpościerał się widok na rozległy staw i zabudowania folwarku, a w podwórzu okolonym lipami tryskały dwie fontanny założone na zielonej murawie. Wewnątrz było ponad trzydzieści pomieszczeń - pokoi, sal i gabinetów z jadalnią wyposażoną w windę kuchenną, którą transportowano przygotowane w przyziemiu posiłki.


Obecnie zamieszkuje w nim rodzina powojennego osadnika z kielecczyzny, który zapamiętał różnice pomiędzy glinianym klepiskiem w rodzinnej chacie z dwoma pomieszczeniami, a junkierskim dworem przydzielonym kilku osadniczym rodzinom, z centralnym ogrzewaniem, łazienkami i elektrycznością! Lecz budynek nie jest taki stary, żeby pamiętał czasy drugiej połowy XVIII wieku, choć nie jest wykluczone, że w tym miejscu mógł niegdyś znajdować się mniej okazały dom zajmowany przez Blüchera. Trzeba wiedzieć, że dziś nie ma już windy i nie szumią fontanny, do granitowych ciosów starego muru przyklejono chlewiki, a staw jest zarośniętym dołem na śmieci... Tylko dach wymieniono na nowy i nowe są plastikowe okna, tia!


Rzut oka na mapę oraz wsparcie ze strony życzliwej ludności skierowały nas drogą przez Starą Wiśniewkę do Potulic. Okazała się piaszczystym szlakiem dla prawdziwych twardzieli, którym żadna siła nie wyrwie kierownic z ramion. Po kwadransie zmagań z grząskim piachem, pyłem i zwodniczymi koleinami zakurzeni, jak nieboskie stworzenia stanęliśmy pod karczmą, upsss... wiejskim sklepem na opłukanie gardeł i schłodzenie. Jak zwykle podczas takich wypraw, serdeczność i życzliwość okazywana miejscowym okazywała się dobrą monetą płaconą za taki sam towar. Naprawdę, warto poświęcić kilkanaście minut na rozmowę z napotkanymi ludźmi, żeby rozwiązały się języki i nasza obecność pozostawiła dobre wspomnienia. Pomimo serdecznego zaproszenia do jakiejś wiejskiej uroczystości, ruszyliśmy dalej przez Czernice (niem. Königsdorf) - niezwykle długą, krajeńską ulicznicę. Niebawem, nadkładając niepotrzebnie kawałek drogi, zajechaliśmy do Potulic (niem. Pottlitz), gdzie w rodzinnym majątku beztrosko żyła wybranka rotmistrza, młoda panna von Mehling.


Niestety, po świetności tego miejsca nie było już prawie śladu. Owszem, w zabudowaniach gospodarczych folwarku funkcjonuje jeszcze hodowla trzody obok nieczynnej i rozgrabionej gorzelni, gdzie niedawno jeszcze pędzono spirytus. Nieliczne budynki - kuźnia, spichrze i ze dwa domostwa chylą się ku ruinie pomimo widocznych, drobnych wysiłków dla zapobieżenia całkowitej katastrofie. W czymś, co kiedyś było ogrodzonym pałacowym parkiem z dwoma stawami i starodrzewiem oraz prawdopodobnie kwaterą cmentarną właścicieli na wschodnim skraju, teraz nie ma już czego szukać. Jakby w tym miejscu nigdy niczego nie było, a już najmniej okazałego pałacu doskonale widocznego na dokładnym Messtischblatt z lat '40 ubiegłego XX wieku! Na załączonej mapce pochodzącej z 1935 widać wyraźnie, z jaką pieczołowitością wytyczono park dworski tworząc przemyślany układ alejek i stawów rozmieszczonych wzdłuż głównej osi symetrii pomiędzy pałacem, a cmentarzykiem.


Z relacji naszego lokalnego przewodnika wynikało, że pamięć najstarszego mieszkańca wsi zachowała obraz dziedziczki ujeżdżającej konno po okolicy. Nie było to tak dawno, jak chcielibyśmy sięgnąć np. do czasów Blüchera, ale zawsze to jakiś punt zaczepienia. Tymczasem w aspekcie historycznym, doznaliśmy całkowitej porażki nie mogąc zlokalizować oczekiwanych artefaktów! Pocieszeniem jest przekonanie, że niczym nie przyczyniliśmy się do takiego stanu rzeczy, a nasza obecność dała dowód trwającej pamięci umacniającej tożsamość i świadomość pokoleń. Zostaliśmy ambasadorami pamięci tego miejsca!

Potulice wyczerpały oficjalny program niniejszej części projektu, który w zamyśle jest bogatszy i bardziej atrakcyjny w następnych częściach. Jednak to, czego doznaliśmy i zapamiętaliśmy z sobotniego dnia jest również bezcenne. Wracaliśmy przez Radawnicę, żeby popatrzeć na kolejny zabytek i świadectwo polskości Krajny w obiekcie pałacu wybudowanego przez Józefa hrabię Grabowskiego.

Radawnica jest starą, polską wsią od zawsze na granicy z Brandenburgią, na skraju Rzeczypospolitej - czyli Krajnie. Należała w latach 1400-1490 do rodziny Danaborskich herbu Topór, w latach 1490-1491 do rodziny Kościeleckich herbu Ogończyk i rodziny Łabyskich. W latach 1491-1619 do rodziny Potulickich herbu Grzymała, w latach 1619-1688 do rodziny Grudzińskich herbu Grzymała, od roku 1688 do rodziny Działyńskich. W roku 1719 majątek Radawnica przeszedł w ręce pułkownika wojsk polskich Hansa Wedige von der Osten-Sacken i pozostawał włościami rodzinnymi do 1812 r. Na początku 1813 r. właścicielem w drodze spadku został hrabia Józef Grabowski, który rozbudował istniejący dwór do obecnej bryły klasycystycznego pałacyku.
O Radawnicy więcej...

Tu spotkaliśmy Darka, motocyklistę zajmującego się także kolekcjonerstwem i renowacją starych jednośladów. Oprowadził nas po swoim garażu pełnym różnych klamotów. Pokazał to i owo z kolekcji motocykli i motorowerów, a nawet żelastwo pochodzące z niemieckiego działa pancernego StuG, wykopane gdzieś z błota.

Radawnica była ostatnim punktem wycieczki, ale wracaliśmy ponownie przez Złotów z popasem na rynku. Obiad na świeżym powietrzu był doprawdy zbawienny, a szum wody z fontanny nieopodal i klimat leniwego popołudnia dopełniały sjesty dobrze spędzonego dnia w doborowym towarzystwie. Wróciliśmy do Piły ok. godz. 16:00 po przejechaniu 'zaledwie' 130 km - niewiele, lecz z głowami pełnymi wrażeń i refleksji. Rafał dotarł do Szczecinka równie szczęśliwie niedługo po wspólnej kawie w McDonalds na koniec.


Pozostałe epizody:
1. Projekt Blücher - część 2
2. Projekt Blücher - uzupełnienie części 2
3. Projekt Blücher - część 3
4. Projekt Blücher - reaktywacja 2015
_________________
Droga, jak góry - wybaczy zawahanie, ale nigdy głupotę...
 
 
ar2r 
Husaria
ar2r


Wiek: 46
Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 214
Skąd: Piła
Wysłany: 25 Czerwiec 2013   

bylem widziałem i polecam. za jakość przygotowań, za zaangażowanie, dzięki Wojtek.
 
 
TDM-kosa 

Wiek: 60
Dołączył: 20 Lis 2011
Posty: 15
Skąd: Piła
Wysłany: 25 Czerwiec 2013   

Z taką ekipą trudy wycieczki to sama przyjemność , cieszę się , że podjąłem to wyzwanie :-)
 
 
Wojciech 
Administrator


Dołączył: 05 Kwi 2008
Posty: 598
Skąd: Piła
Wysłany: 26 Czerwiec 2013   

No więc macie w rewanżu za miłe słowa, funkiel-nówkę Galerię ze zdjęciami! Tylko trochę śmiganą :-)
_________________
Droga, jak góry - wybaczy zawahanie, ale nigdy głupotę...
 
 
Wojciech 
Administrator


Dołączył: 05 Kwi 2008
Posty: 598
Skąd: Piła
Wysłany: 28 Czerwiec 2013   

Przepraszam za podanie niniejszej informacji w ostatniej chwili, lecz właśnie teraz potwierdziłem spotkanie z historykiem w Muzeum Ziemi Złotowskiej na sobotę o 10:00. Będzie to rozwinięcie biografii Blüchera związanej ze złotowszczyzną, a więc epizodów dzierżawy majątków w Starym Dzierżążnie i Stawnicy. Mam apetyt na więcej wiedzy, żeby odwiedzając kolejne miejsca znać postać feldmarszałka w takim stopniu, jak tylko jest to możliwe.

Jeśli ktoś jest zainteresowany złotowskim spotkaniem, to będę na stacji paliw BP przy al. Powstańców Wlkp. około godz. 9:30 ale bez czekania, więc potencjalnych towarzyszy zgarnę 'z marszu'. Jeśli dopisze pogoda, to bezwzględnie udam się ponownie do pomnika w Dzierżążnie, bo korci mnie odczytanie napisów z awersu, gdzie wykuto imiona zmarłych. Nigdzie nie znalazłem ich personaliów, a przeszukałem niemało... No i może znajdę jeszcze coś więcej?
_________________
Droga, jak góry - wybaczy zawahanie, ale nigdy głupotę...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 10