Wyprawa do Maroka
9 - 23.09.2011

Powrót



Maroko położone jest w północno-zachodniej Afryce, nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego i Morza Śródziemnego. Kraj graniczy z Algierią, Saharą Zachodnią i hiszpańskimi enklawami w Afryce, czyli Ceutą i Mellilą. Maroko zalicza się do państw Maghrebu. Najważniejszymi miastami w Maroku są znana z filmu Casablanca, Fez, Tanger, Marrakesz, Wadżda i Meknes.
Położenie geograficzne Maroka jest interesujące, bowiem przez środek kraju przebiega pasmo Atlasu Wysokiego, do którego w relacji równoległej biegnie pasmo Atlasu Średniego. Na południu kraju wznoszą się góry Antyatlas, zaś u wybrzeży Morza Śródziemnego położone są góry Ar-Rif. W kierunku północnym od Atlasu Średniego rozciąga się Meseta Marokańska. Maroko to nie tylko góry, ale również kamieniste i piaszczyste pustynie Sahary, które położone są w południowej i południowo-wschodniej części Maroka.



Na czele Maroko stoi król, obecnie jest to Muhammad VI, który wstąpił na tron w 1999 roku. Parlament w Maroko tworzy Izba Radców i Izba Reprezentantów, zaś premiera rządu wybiera sam król. Stolicą Maroka jest Rabat, językiem uznawanym za urzędowy jest język arabski, ale ludność tegoż kraju mówi dialektami berberyjskimi. Ciekawostką jest fakt, że językiem używanym w interesach, przez rząd i w dyplomacji jest francuski. Maroko jest niewielkim państwem zajmującym mniej niż pół miliona kilometrów kwadratowych powierzchni. Liczba mieszkańców kraju przekracza 32 miliony. W większości są to wyznawcy Islamu. Chrześcijanie i Żydzi stanowią niewielki odsetek mieszkańców Maroka. Jednostką monetarną kraju jest dirham marokański.


Zgodnie z planami już w przyszły piątek 9 września motocykliści Husarii ruszają na Czarny Ląd. Jurek Kozera, Adaś Kubacki, Romek Sendal i Mirek Kalinowski chcą odwiedzić najbliższy nam, bardzo egzotyczny kontynent.
Podróż rozpocznie się rankiem 9 września, a droga poprowadzi przez Niemcy, Francję i Hiszpanię do przeprawy promowej Cieśniną Gibraltarską. Po drugiej stronie zjadą z pokładu już w Afryce, gdzie zamierzają w Maroku zwiedzić tyle, ile się da łącznie z miastami Tanger, Marrakesz i Casablanka zaplanowanymi w trakcie projektowania trasy. W drodze powrotnej, jako opcja została przewidziana Portugalia, lecz przejazd przez ten kraj uzależnili od kondycji i czasu. Łączna długość przejazdu wykalkulowana zgodnie z planami to ok. 8500 km, lecz może osiągnąć nawet 10.000 km, o ile wszystko pójdzie bez problemów.



Tymczasem podczas czwartkowego spotkania w Klubie 1.09. zapadły ostatnie decyzje odnośnie szczegółów ekwipunku oraz niezbędnych formalności do załatwienia tuż przed startem.


Dzień pierwszy, piątek 9.09.2011
Jak się okazało przed samym wyjazdem z ekipy ubył Mirek Kalinowski, więc w podróż ruszyła trójka pozostałych. Na początek wycisnęli z siebie i maszyn energii na równe 1000 km! Lecz w kolejny dzień, w sobotę 10.09. było jeszcze lepiej, kiedy po przejechaniu 1200 km wylądowali w Barcelonie. Temperatura sięgała 38 stopni Celsjusza, co Adaś określił zwrotem 'było piekielnie'... Następnego dnia chcą dojechać do przeprawy promowej na hiszpańskim brzegu Cieśniny Gibraltarskiej.



Dzień trzeci, niedziela 11.09.2011
Po przejechaniu kolejnych 1200 km, w identycznym upale, jak dnia poprzedniego dotarli do Algeciras, tuż obok Gibraltaru. Nie znamy szczegółów przejazdu, ale z pewnością był wyczerpujący gdyż tego dnia nie zdecydowali się na przeprawę.

Dzień czwarty, poniedziałek 12.09.2011
Przeprawa promowa przez Cieśninę do nowego portu w Tangerze na kontynencie afrykańskim stała się faktem.



"Jest gorąco i w dodatku jakieś dziwne przepisy ruchu w/g zasady 'kto pierwszy, ten lepszy' ale dajemy radę" to słowa Adasia opisującego pierwsze wrażenia na marokańskich trasach. Od tego momentu ciężar wycieczki przesunął się na zwiedzanie.



Dzień piąty, wtorek 13.09.2011
Ekipa dotarła do stolicy Maroka miasta Rabat. Chłopacy zwiedzili metropolię razem z Pałacem Królestwa i starymi murami z 1160 roku. Nie mieli łatwo przedzierając się przez pustynię, co dokumentuje poniższe zdjęcie.



Dzień szósty, środa 14.09.2011
Dzisiaj wyruszyli z Rabatu do Agadiru mając do pokonania 600 km. To już połowa z zaplanowanej trasy, więc od teraz będą powoli wracać do domu. Niemniej w Agadirze pozostaną 3 dni wypoczywając i podziwiając miejscowe atrakcje, cokolwiek by to nie znaczyło. Jak zapewnił Romek wszyscy uczestnicy czują się doskonale, a maszyny nie sprawiły żadnych problemów. Jednym słowem na półmetku afrykańskiego odcinka i po pokonaniu całej zachodniej Europy naszym motocyklistom dopisuje wszystko, co potrzebne jest do zadowolenia z takiej wyprawy! Nic więc dziwnego, że zafundowali sobie takie luksusy, jak na zdjęciu...



Dzień siódmy, czwartek 15.09.2011
Nasza dzielna trójka pojechała dzisiaj w góry przez wielką i piękną przełęcz(?) Kiedy droga z asfaltu zamieniła się w kamienie i pustynny piasek, a Romek podsumował podróż jako hardcorową, FJR odmówiła posłuszeństwa i musieli zawrócić. Nadal walczą z marokańskim ruchem drogowym, który zdaje się dokuczać bardziej od pozostałych uciążliwości, gdyż Adaś w korespondencji kolejny raz zwrócił na to uwagę. Jutro ruszają w góry Atlas, a tymczasem poszli zrobić nieco zakupów na rynku w Agadirze w tym broń, owoce i wygodne, pustynne obuwie na motocykl. Podobno było ciekawie...





Dżentelmen w białej sukni występujący tyłem obok Adasia na tle gustownych kapcioszków, to niejaki Ahmet, który pełnił rolę przewodnika po Agadirze. Ciekawe czym mogłaby się skończyć dla tego amatora kumysu rozmowa do białego rana z naszymi chłopakami? Chyba nie dałby rady usiedzieć na krześle...



Dzień ósmy, piątek 16.09.2011
Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią chłopacy pojechali w góry Atlas i przez bardzo kręte drogi wspięli się na 1780 m npm! Mimo trudnych warunków zrobili 400 km podziwiając niezwykle piękne widoki.







Dzień dziewiąty, sobota 17.09.2011
Rozpoczęła się droga powrotna do kraju! Dziś ekipa wyjechała z Agadiru przez góry Atlas do Marrakeszu i wieczorem osiągnęli cel. Na zdjęciu główny bazar w Marrakeszu.



Dzień dziesiąty, niedziela 18.09.2011
Nasi pojechali dzisiaj do Fezu, gdzie zwiedzali m.in. medinę, czyli najstarszą część miasta odnawianą obecnie przez UNESCO. Trochę się tam pogubili, ale w ramach rekompensaty zafundowali sobie sytą kolację w starym pałacu. Na zdjęciu brama na starym mieście w Fezie.



Dzień jedenasty, poniedziałek 19.09.2011
Rankiem wyjechali w kierunku przeprawy promowej przez Cieśninę zdecydowani na przedłużenie podróży do Portugalii. Po drodze zahaczyli o stanowisko archeologiczne na ruinach rzymskiego Volubilis, niedaleko miasta Meknes. Zachował się tu rozległy kompleks pozostałości starożytnej stolicy Mauretanii Tingitana wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. I tym akcentem, zwiedzając pozostałości po Cesarstwie Rzymskim pożegnali się z Afryką. Na zdjęciach właśnie to miejsce. I to był koniec marokańskiej przygody, a prom zawiózł ich na drugi brzeg, do Europy!





Dzień dwunasty, wtorek 20.09.2011
Witaj Europo! Husarze tam byli i na własne oczy widzieli Gibraltar wraz z charakterystyczną skałą zamienioną wewnątrz na potężną twierdzę. To miejsce styku dwóch różnych cywilizacji, a ponadto ważne historycznie dla Polaków. Właśnie tu, podczas II wojny światowej miała miejsce tragiczna katastrofa samolotu z gen. Władysławem Sikorskim. Mimo niezaprzeczalnych wartości to brytyjskie terytorium nie przypadło naszym motocyklistom do gustu ze względu na ciasnotę i duże natężenie ruchu mieszkańców. W Hiszpanii zuchy przejechali ok. 500 km i zatrzymali się na odpoczynek mając przed sobą, bagatela, 2900 km do domu! Z powodów praktycznych nie zdecydowali się jednak pojechać do Portugalii i skrócili wyprawę o jeden tydzień. Bagaż wrażeń nie został tym samym umniejszony, a być może Portugalia będzie kolejnym celem na mapie husarskich podróży...



Dzień trzynasty, środa 21.09.2011
Przejechali od wczoraj 1000 km i do domu coraz bliżej! Dzisiejszą noc spędzają na nadmorskim campingu w Montpellier na południu Francji. Romek stwierdził, że mają dość hotelowych noclegów i chociaż raz zaznają snu na piasku śródziemnomorskiej plaży. Podobno szum fal jest tak intensywny, że działa niczym środek usypiający. Jakby nie było u nas chłodna jesień, a tam temperatura w granicach 30 stopni Celsjusza. Na arkuszu w tankbagu Adasia widać nawet fragment wybrzeża, na którym się aktualnie znajdują. To cieszy, że znają się jeszcze na normalnych mapach i nie ufają zanadto GPS!



Dzień czternasty, czwartek 22.09.2011
Postój i nocleg w Niemczech w miłym hoteliku z obsługą i gośćmi zaskoczonymi przyjazdem trzech zdrożonych motocyklistów.

Dzień piętnasty, piątek 23.09.2011
Ekipa wróciła do Polski po przejechaniu nieomal 9500 km. Cała podróż minęła szczęśliwie i bez awarii sprzętu nie licząc pojedynczej żarówki wymienionej podczas jazdy!


Powrót